Pod gruzami i śniegiem zginęło 65 osób. Od największej katastrofy budowlanej w Polsce mija 20 lat
Była mroźna sobota, 28 stycznia 2006 roku, gdy doszło do tragedii, która na zawsze zmieniła polskie prawo budowlane i świadomość inwestorów. Runął dach znanej hali, grzebiąc pod sobą setki osób i stając się najczarniejszą kartą w historii polskiego budownictwa. Dziś mija dwadzieścia lat od tej tragedii.
- Katastrofy budowlane w pamięci całego świata
- Tragiczne wydarzenia na wystawie gołębi
- Wyroki za katastrofę budowlaną
Katastrofy budowlane w pamięci całego świata
Historia inżynierii lądowej, choć pisana jest zazwyczaj językiem sukcesu i postępu, posiada również swoje mroczne rozdziały, w których błędy obliczeniowe lub zwykłe zaniedbania prowadzą do niewyobrażalnych dramatów. Katastrofy budowlane, choć statystycznie rzadkie, zawsze wywołują wstrząs społeczny i gospodarczy, zmuszając regulatorów do zaostrzenia przepisów. Świat pamięta zawalenie się domu towarowego Sampoong w Seulu w 1995 roku, gdzie zginęło ponad 500 osób, czy tragedię w szwalni Rana Plaza w Bangladeszu, które stały się symbolami korporacyjnej chciwości postawionej ponad ludzkim życiem. W Polsce, przed wydarzeniami z 2006 roku, za symbol katastrofy uchodziło zniszczenie masztu radiowego w Konstantynowie w 1991 roku, będącego wówczas najwyższą konstrukcją na świecie. Tam jednak, szczęśliwym zbiegiem okoliczności, obyło się bez ofiar śmiertelnych, a strata miała wymiar głównie prestiżowy i ekonomiczny.

Sytuacja z Chorzowa była jednak diametralnie inna, ponieważ dotyczyła obiektu użyteczności publicznej, w którym w momencie katastrofy przebywały setki nieświadomych zagrożenia ludzi. Warto zauważyć, że każda tego typu tragedia jest zazwyczaj splotem wielu czynników: od błędów na etapie deski kreślarskiej, przez oszczędności materiałowe wykonawcy, aż po zaniedbania zarządcy w trakcie eksploatacji. W przypadku obiektów wielkopowierzchniowych, takich jak hale targowe czy magazynowe, margines błędu jest niezwykle wąski, a natura rzadko wybacza pomyłki. To właśnie splot ludzkiej niekompetencji i surowych warunków atmosferycznych doprowadził do wydarzeń na Śląsku, które wstrząsnęły nie tylko Polską, ale i całą Europą, stawiając pod znakiem zapytania jakość nadzoru budowlanego w okresie transformacji ustrojowej.
Tragiczne wydarzenia na wystawie gołębi
Tego feralnego dnia w hali numer 1 na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich odbywała się 56. Ogólnopolska Wystawa Gołębi Pocztowych. Wydarzenie to przyciągnęło pasjonatów z całego kraju oraz z zagranicy, w tym z Niemiec, Belgii, Czech i Słowacji. Wewnątrz panowała radosna atmosfera, a nikt z obecnych nie przypuszczał, że nad ich głowami rozgrywa się cicha walka konstrukcji z zalegającym na dachu śniegiem i lodem. Zima 2006 roku była wyjątkowo sroga, a warstwy śniegu na płaskich dachach budynków w całej Polsce osiągały krytyczne grubości. Konstrukcja hali, jak się później okazało wadliwa, nie wytrzymała tego obciążenia.

O godzinie 17.15 dach o powierzchni hektara runął do środka niczym domek z kart, więżąc w pułapce setki osób. Świadkowie tamtych wydarzeń wspominają przerażający huk, a następnie nienaturalną ciszę, przerywaną jedynie krzykami rannych i nawoływaniem o pomoc. Akcja ratunkowa była jedną z najtrudniejszych i największych w powojennej historii Polski. Brało w niej udział ponad 1300 strażaków, policjantów, ratowników medycznych i żołnierzy, którzy w ekstremalnym mrozie, sięgającym minus 15 stopni Celsjusza, walczyli o każde życie. Ratownicy musieli pracować z najwyższą ostrożnością, by niestabilne elementy konstrukcji nie osunęły się na uwięzionych w rumowisku ludzi. Bilans katastrofy okazał się porażający: zginęło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych. Wśród ofiar byli nie tylko Polacy, ale również obywatele Czech, Słowacji, Niemiec, Belgii i Holandii.
Zobacz też: Odwołane zajęcia w 600 szkołach. W tych czterech województwach sytuacja jest krytyczna
Wyroki za katastrofę budowlaną
Proces ustalania winnych tej tragedii trwał latami i stał się jednym z najbardziej skomplikowanych postępowań sądowych w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Śledczy musieli przedrzeć się przez gąszcz dokumentacji technicznej, ekspertyz i wzajemnych oskarżeń, by odpowiedzieć na kluczowe pytanie: dlaczego nowoczesna hala złożyła się jak harmonijka? Ustalenia biegłych były jednoznaczne i wstrząsające, katastrofa nie była dziełem przypadku czy wyłączną winą pogody, lecz efektem karygodnych błędów człowieka. Głównym oskarżonym, a finalnie skazanym, został projektant hali, Jacek J. Jak wykazało śledztwo, projektant nie posiadał wymaganych uprawnień, a mimo to świadomie zastosował w projekcie wadliwe rozwiązania techniczne. Hala nie spełniała obowiązujących norm, nie podjął on żadnych działań zmierzających do wzmocnienia konstrukcji, a dodatkowo po awarii z 2000 r. nie przeprowadził napraw i wydał jedynie czasowe pozwolenie na użytkowanie obiektu.
Te działania, mające na celu najprawdopodobniej obniżenie kosztów inwestycji, stały się bezpośrednią przyczyną śmierci dziesiątek ludzi. Sąd Najwyższy w 2018 roku prawomocnie skazał Jacka J. na 9 lat pozbawienia wolności za sprowadzenie katastrofy budowlanej z zamiarem ewentualnym. Uznano, że jako osoba z uprawnieniami musiał zdawać sobie sprawę, że wadliwy projekt grozi zawaleniem budowli. Wyroki usłyszeli również byli członkowie zarządu spółki MTK, w tym nowozelandzki prezes Bruce R. oraz Ryszard Z., którzy zaniedbali obowiązek odśnieżania i wzmacniania dachu.
Konsekwencje prawne i finansowe katastrofy MTK ciągnęły się jeszcze długo po opadnięciu bitewnego kurzu w salach sądowych. Rodziny ofiar przez lata musiały walczyć o godne odszkodowania, co obnażyło niewydolność systemu ubezpieczeń i przewlekłość postępowań cywilnych w Polsce. Skarb Państwa ostatecznie musiał wziąć na siebie część odpowiedzialności finansowej, wypłacając zadośćuczynienia liczone w milionach złotych. Jednak najważniejszą lekcją, jaką wyciągnięto z tej tragedii, była zmiana prawa. Znowelizowano przepisy Prawa budowlanego, nakładając na właścicieli i zarządców obiektów wielkopowierzchniowych rygorystyczne obowiązki w zakresie zimowego utrzymania dachów. Od tamtej pory widok ekip odśnieżających dachy hipermarketów czy hal magazynowych stał się stałym elementem zimowego krajobrazu w Polsce, a świadomość, że śnieg waży, na trwałe zapisała się w mentalności zarządców nieruchomości.