Odwołane zajęcia w 600 szkołach. W tych czterech województwach sytuacja jest krytyczna
Atak zimy w najmniej przewidywalnym wydaniu, czyli marznące opady deszczu, doprowadził do chaosu, jakiego polski system oświaty nie widział od czasu pandemii. Tym razem jednak przyczyną nie są wirusy, lecz ekstremalnie trudne warunki drogowe, które zmusiły dyrektorów setek placówek do natychmiastowego zamknięcia bram przed uczniami. Ministerstwo Edukacji Narodowej przekazało niepokojące dane o skali zjawiska, wskazując na województwa, w których poranne dotarcie na lekcje stało się logistycznie niemożliwe.
- Paraliż na polskich ulicach. Zajęcia odwołane już w 600 szkołach
- Krytyczna sytuacja północno-zachodniej Polski
- Wielkopolska walka z żywiołem - sytuacja na SOR-ach coraz trudniejsza
Paraliż na polskich ulicach. Zajęcia odwołane już w 600 szkołach
Decyzja o zawieszeniu zajęć w placówkach oświatowych nigdy nie jest podejmowana pochopnie, jednak przepisy jasno wskazują, że bezpieczeństwo podopiecznych i personelu stoi ponad realizacją programu nauczania. Resort edukacji poinformował, że obecnie w około 600 placówkach w całym kraju zajęcia zostały odwołane, zawieszone lub odbywają się w trybie zdalnym.
Głównym powodem są krytyczne warunki komunikacyjne wynikające z gołoledzi (zjawiska polegającego na zamarzaniu opadów deszczu lub mżawki na wychłodzonym podłożu). Problem nie dotyczy jedynie niemożności dojazdu autobusów szkolnych, ale również ogromnego ryzyka dla pieszych.

Sytuacja wymusiła na władzach lokalnych oraz kuratoriach oświaty szybkie reagowanie, a rodzice w wielu miastach otrzymali powiadomienia o zamknięciu szkół zaledwie kilkadziesiąt minut przed planowanym dzwonkiem.
Część samorządów zdecydowała się na formę hybrydową, próbując ratować plan lekcji poprzez łączenie się z uczniami online, co jest rozwiązaniem już wypracowanym w minionych latach, jednak wciąż budzącym logistyczny opór w przypadku nagłych awarii pogodowych.
Krytyczna sytuacja północno-zachodniej Polski
Choć zima daje się we znaki w całym kraju, Ministerstwo Edukacji Narodowej wskazało na cztery województwa, w których sytuacja jest bezdyskusyjnie najtrudniejsza. Sytuacja jest szczególnie trudna w regionach: kujawsko-pomorskim, lubuskim, wielkopolskim oraz zachodniopomorskim.
To właśnie tam marznące opady deszczu stworzyły na drogach i chodnikach warstwę lodu niemożliwą do pokonania przez pojazdy nieposiadające specjalistycznego sprzętu. Lokalne służby drogowe nie nadążają z posypywaniem kluczowych tras, a mniejsze drogi dojazdowe do mniejszych miejscowości stały się wręcz szklanką.

W efekcie, w tych czterech województwach odsetek zamkniętych szkół jest najwyższy w skali kraju, co paraliżuje nie tylko edukację, ale i życie zawodowe rodziców, którzy musieli nagle zorganizować opiekę nad dziećmi.
Samorządowcy z tych regionów podkreślają, że tak gwałtowny paraliż komunikacyjny jest wynikiem specyficznego układu atmosferycznego, w którym temperatura przy gruncie utrzymuje się poniżej zera, mimo dodatnich temperatur w wyższych warstwach atmosfery, co sprzyja powstawaniu wyjątkowo zdradliwej ślizgawicy.
Zobacz też: Takiego początku wiosny w Polsce dawno nie było. Prognozy zaskakują
Wielkopolska walka z żywiołem - sytuacja na SOR-ach coraz trudniejsza
Bezapelacyjnym epicentrum problemów stała się Wielkopolska, gdzie skala utrudnień przerosła najczarniejsze scenariusze meteorologów. W województwie wielkopolskim zajęć nie było w aż 245 szkołach podstawowych i ponadpodstawowych. Największa koncentracja placówek, które musiały zawiesić lekcje – bo ponad 100 – dotyczy samego centrum regionu, w tym Poznania i okolicznych powiatów.
Strategie dyrektorów były różne: część placówek odwołała jedynie pierwsze 2-3 lekcje, licząc na poprawę pogody, ale zdecydowana większość ostatecznie zamknęła się na cały dzień. Fatalne warunki na drogach to jednak nie tylko puste klasy, ale przede wszystkim dramatyczna sytuacja w służbie zdrowia. Ślizgawica doprowadziła do fali wypadków i upadków, co błyskawicznie przełożyło się na paraliż placówek medycznych.

Jak podają doniesienia medialne, doszło do masowego wypełnienia Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych, gdzie pacjenci z urazami kończyn i głowy czekają na pomoc po niefortunnych zdarzeniach na nieodśnieżonych chodnikach.
W wielu miastach zwołano sztaby kryzysowe, aby skoordynować działania służb drogowych i medycznych, gdyż liczba interwencji związanych z gołoledzią wzrosła kilkukrotnie w stosunku do standardowej doby zimowej. Sytuacja ta pokazuje, jak cienka jest granica między zimową aurą a całkowitym paraliżem infrastruktury krytycznej państwa.
