Rosnące koszty energii, paliw i wynagrodzeń sprawiają, że coraz więcej samorządów sięga po podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej. W części miast decyzje są już formalnie przyjęte, w innych jasno komunikowane w dokumentach i uchwałach. Problemem nie są jednak wyłącznie same stawki. Coraz więcej miast stosuje tzw. „inflację czasu biletu” – skraca okres jego ważności, nie obniżając ceny. W praktyce oznacza to, że pasażer płaci tyle samo, ale za krótszy przejazd lub jest zmuszony sięgnąć po droższy wariant. To właśnie na tym poziomie – a nie tylko w tabelach z cenami – rosną dziś realne koszty codziennych dojazdów i różnice między miastami.Gdzie i od kiedy ceny biletów komunikacji miejskiej rosną?Jakie nowe stawki już obowiązują lub są oficjalnie przyjęte?Które miasta podnoszą ceny wprost, a które robią to pośrednio – skracając czas ważności biletów?
Komunikacja miejska przestaje być „tańszą alternatywą” - przynajmniej w części dużych miast. Ceny biletów w Polsce coraz wyraźniej się rozjeżdżają: w jednych ośrodkach miesięczny bilet nadal kosztuje niewiele ponad 100 zł, w innych zbliża się już do 250 zł i staje się realnym obciążeniem domowego budżetu. Aktualne taryfy komunikacji miejskiej w największych polskich miastach,Ile kosztują dziś bilety czasowe, jednorazowe i miesięczne - oraz jak długo faktycznie obowiązują,Gdzie pasażer płaci najwięcej - nie tylko według cennika, ale w codziennym użytkowaniu systemu.
Wybierając się w podróż tramwajem lub autobusem w polskim mieście, pasażerowie będą musieli zweryfikować swoje nawyki dotyczące korzystania z urządzeń mobilnych. Nowe przepisy, które wchodzą w życie, uderzają w osoby zakłócające spokój współpasażerów głośnymi rozmowami telefonicznymi czy odtwarzaniem multimediów bez słuchawek.Kultura podróżowania kontra technologia w kieszeniMandat za hałas z głośnika i YouTube bez słuchawekKierowca zyskuje nowe uprawnienia
Planowane zmiany w taryfach przewozowych stały się przedmiotem ożywionej debaty publicznej. Projekt uchwały, który trafił właśnie do analizy, zakłada znaczącą rewizję kosztów podróżowania po stolicy Małopolski, dotykając zarówno pasażerów okazjonalnych, jak i stałych użytkowników transportu zbiorowego. Wprowadzenie nowych stawek może fundamentalnie zmienić pozycję miasta na tle innych aglomeracji w kraju, co rodzi pytania o ekonomiczne skutki dla domowych budżetów mieszkańców.
Plecak zajmuje fotel, ktoś półleży przez dwa miejsca, wzrok pasażerów wędruje po wagonie. W godzinach szczytu ciężko o komfort w tłoku. Miasto dopisuje jasne zakazy i wzmacnia możliwości interwencji służb, by te sytuacje rozwiązywać szybciej. Sprawdzamy, skąd ten porządek i co realnie zmieni w autobusach, tramwajach i metrze?
Od kilku lat, m.in. za sprawą planów zbudowania Centralnego Portu Komunikacyjny, do głównego nurtu debaty publicznej trafiło zagadnienie wykluczenia transportowego. W książce “Nie zdążę” Olga Gitkiewicz liczbę Polaków, którzy z powodu braków infrastrukturalnych mają problemy z dotarciem do szkoły, pracy czy lekarza, szacuje na 14 mln. Zaczęto sporo o tym mówić, ale ile faktycznie się robi? Nieco światła na to zagadnienie rzuca analiza przedstawiona przez Stowarzyszenie Wykluczenie Transportowe.
Statystyki Krajowego Rejestru Długów nie pozostawiają wątpliwości: setki tysięcy gapowiczów zalegają z opłaceniem mandatów za jazdę bez biletu. Co gorsza, liczba osób złapanych na jeździe “na gapę” cały czas rośnie.