Planowane zmiany w taryfach przewozowych stały się przedmiotem ożywionej debaty publicznej. Projekt uchwały, który trafił właśnie do analizy, zakłada znaczącą rewizję kosztów podróżowania po stolicy Małopolski, dotykając zarówno pasażerów okazjonalnych, jak i stałych użytkowników transportu zbiorowego. Wprowadzenie nowych stawek może fundamentalnie zmienić pozycję miasta na tle innych aglomeracji w kraju, co rodzi pytania o ekonomiczne skutki dla domowych budżetów mieszkańców.
Plecak zajmuje fotel, ktoś półleży przez dwa miejsca, wzrok pasażerów wędruje po wagonie. W godzinach szczytu ciężko o komfort w tłoku. Miasto dopisuje jasne zakazy i wzmacnia możliwości interwencji służb, by te sytuacje rozwiązywać szybciej. Sprawdzamy, skąd ten porządek i co realnie zmieni w autobusach, tramwajach i metrze?
Od kilku lat, m.in. za sprawą planów zbudowania Centralnego Portu Komunikacyjny, do głównego nurtu debaty publicznej trafiło zagadnienie wykluczenia transportowego. W książce “Nie zdążę” Olga Gitkiewicz liczbę Polaków, którzy z powodu braków infrastrukturalnych mają problemy z dotarciem do szkoły, pracy czy lekarza, szacuje na 14 mln. Zaczęto sporo o tym mówić, ale ile faktycznie się robi? Nieco światła na to zagadnienie rzuca analiza przedstawiona przez Stowarzyszenie Wykluczenie Transportowe.
Statystyki Krajowego Rejestru Długów nie pozostawiają wątpliwości: setki tysięcy gapowiczów zalegają z opłaceniem mandatów za jazdę bez biletu. Co gorsza, liczba osób złapanych na jeździe “na gapę” cały czas rośnie.