Pieniądze wyrzucone w błoto? Te nieruchomości stracą na wartości w 2026 roku. Chodzi o jedną grupę
Obecna sytuacja gospodarcza i technologiczna na świecie przynosi drastyczne przetasowania – na rynkach inwestycyjnych i w strukturze zatrudnienia. W dobie rosnącej niepewności inwestorzy na nowo liczą ryzyko i potencjał: kryptowalut, metali szlachetnych oraz nieruchomości. Te ostatnie mogą stracić na wartości najbardziej. A dlaczego? Szczegóły w rozmowie z BiznesInfo wyjaśnia analityk i inwestor Jakub Mościcki.
Koniec euforii i widmo fragmentacji na rynku kryptowalut
W świecie wirtualnych walut wyraźnie opadł entuzjazm, który jeszcze niedawno towarzyszył inwestycjom. Z relacji ekspertawynika, że na ostatnich konferencjach branżowych dominowały raczej ponure nastroje – dalekie od dawnej euforii związanej z masowym odkrywaniem nowej technologii. Branża zderzyła się z rzeczywistością: modele, które miały gwarantować ponadprzeciętne zyski, przestały działać, a powszechna nadzieja na nadejście kolejnego sezonu dominacji alternatywnych projektów trafia dziś na strukturalne bariery.
Kluczowym problemem sektora kryptowalut ma być masowa fragmentacja płynności. Choć bitcoin bywa postrzegany jako aktywo deflacyjne – ze względu na ograniczoną podaż oraz bezpowrotnie tracone portfele – tego samego nie da się powiedzieć o reszcie rynku. Płynność jest nieustannie dzielona, a ostrożny kapitał odpływa do obszarów „modniejszych” w danym momencie: projektów AI, tradycyjnych giełd czy nawet rynków kolekcjonerskich.
Ogromny nadmiar tokenów emitowanych każdego dnia sprawia, że pieniądze dostępne w systemie „rozpływają się” na dziesiątki nowych pomysłów, zamiast budować wartość nielicznych, użytecznych rozwiązań.
– Codziennie powstają dziesiątki setki nowych projektów i te pieniądze które jednak są ograniczone w puli inwestorów no rozpływają się na te wszystkie inne projekty i to moim zdaniem zabije cały rynek altcoinów – mówi Jakub Mościcki.
W efekcie – zamiast stabilnego wzrostu – część projektów ma pogłębiać nerwowość rynku. Mościcki zwraca uwagę, że zdarza się, iż założyciele wyprzedają własne rezerwy, co uruchamia strach drobnych inwestorów i falę oskarżeń o manipulacje.
Deficyt srebra i dobre prognozy dla metali szlachetnych
Zupełnie inna atmosfera panuje w sektorze metali szlachetnych. Kruszce – mimo okresowych spadków cen – regularnie przyciągają coraz większą grupę inwestorów kierujących się prostą logiką: kupować, gdy jest tanio. Nawet przy silnych korektach na złocie nie widać nastroju „kapitulacji”, raczej wyczekiwanie na dobry moment wejścia.
Z fundamentalnego punktu widzenia szczególnie interesująco ma wyglądać rynek srebra, które – jak pada w rozmowie – od blisko pięciu lat pozostaje w globalnym deficycie. Wydobycie to ok. 800 mln uncji rocznie, podczas gdy zużycie sięga nawet 1,2 mld uncji. Tak wysokie zapotrzebowanie ma być napędzane m.in. rozwojem odnawialnych źródeł energii, zwłaszcza masową produkcją paneli słonecznych.
Dodatkowym czynnikiem ma być rozwój baterii o stałym elektrolicie, które – w tej narracji – będą wymagały większych ilości srebra, oferując jednocześnie wyższą gęstość energii i większe bezpieczeństwo niż ogniwa litowo-jonowe.
– Jeśli nam podaż pieniądza będzie rosła no to to złoto czy srebro automatycznie też musi musi rosnąć – podkreśla Jakub Mościcki.
Rynek pracy pod presją sztucznej inteligencji
Dynamiczny rozwój cyfrowej sztucznej inteligencji staje się jednym z największych wyzwań dla rynku pracy i sposobu funkcjonowania firm. Wdrażanie algorytmów może wytworzyć presję deflacyjną – i to nie tylko w teorii, bo ten temat pojawia się już w rozmowach najwyższych amerykańskich decydentów finansowych. Masowa optymalizacja powtarzalnych procesów i redukcja części etatów biurowych mają potencjał, by w dłuższej perspektywie „ściągać” stopy procentowe w stronę zera.
Pierwszą grupą szczególnie narażoną na te zmiany będą młodzi: ci, którzy do tej pory zdobywali doświadczenie na stanowiskach startowych. Mechaniczne przenoszenie danych, analiza prostych plików czy podstawowa obsługa dokumentów to zadania, które wyspecjalizowane narzędzia potrafią dziś wykonywać błyskawicznie – i bez kosztów typowych dla zatrudnienia człowieka. Brak miejsc „na wejście” może stać się poważnym problemem społecznym. Nawet w gastronomii widać już wyraźne dążenia do automatyzacji.
Co więcej, zagrożenie nie dotyczy wyłącznie prostych prac. Narzędzia generatywne – do tworzenia obrazu i dźwięku – coraz częściej konkurują ceną i szybkością z fotografami, montażystami czy częścią branży kreatywnej. Wirtualni agenci przejmują także fragmenty marketingu i sprzedaży, wypychając z rynku część zewnętrznych narzędzi i usług.
Spadki cen nieruchomości po końcu dopłat
Na polskim rynku mieszkaniowym widać wyraźne spowolnienie. Po dojściu do historycznych maksimów ceny mieszkań wyhamowały, a w serwisach ogłoszeniowych przybyło ofert sprzedaży. To – jak zauważają eksperci – wzmacnia presję na korekty w dół. Trend ma być reakcją na wygaśnięcie politycznych czynników, które w poprzednich kwartałach sztucznie podbijały popyt.
Zdaniem rozmówcy, głównym motorem zarówno dawnych wzrostów, jak i obecnego schłodzenia, były państwowe interwencje w rynek. Zakończenie programów preferencyjnych kredytów zadziałało jak wycofanie dopłat do samochodów elektrycznych: ostudziło zapał kupujących i obniżyło realne ceny transakcyjne. W takim ujęciu powrót do „normalnych” warunków weryfikuje faktyczne możliwości nabywcze społeczeństwa.
Najmocniej może ucierpieć segment starszych budynków, które nie spełniają dzisiejszych norm energetycznych.
– Wszystkie stare budynki, które nie są ocieplone, nie mają trzyszybowych okien i innych tego typu udogodnień, będą traciły na wartości, ponieważ koszty utrzymania takich domów, będą olbrzymie – dodaje Mościcki.
W tej perspektywie niska cena zakupu niewyremontowanego lokalu może być pułapką, jeśli dojdą wysokie koszty późniejszej termomodernizacji.
Źródło: BiznesInfo