Niepokojące doniesienia z polskich miejscowości turystycznych. Tak słabego sezonu nie było od lat
Wakacje miały być dla górskich miejscowości okresem największych obrotów, jednak wielu przedsiębiorców nie widzi spodziewanego ożywienia. Po słabszym sezonie nad Bałtykiem podobne sygnały płyną również z południa Polski. Gastronomia w popularnych kurortach, takich jak Karpacz, mierzy się z mniejszą liczbą klientów i ostrożniejszymi wydatkami turystów.
W Karpaczu turyści są, ale wydają mniej
Jednym z przykładów trudniejszej sytuacji w górskiej gastronomii jest bar Frytka w Karpaczu, działający przy ul. Saneczkowej 7. Lokal od wielu lat prowadzi rodzina Tylczyńskich. Jak przyznaje właściciel, mimo obecności turystów wyniki są słabsze niż przed rokiem.
- Źle nie jest, bo dużo ludzi spaceruje, ale jest o wiele gorzej niż rok temu - powiedział na łamach „Faktu” Robert Tylczyński.
Jak dodaje, obroty baru spadły „o większe pół” w porównaniu z ubiegłym rokiem. Lokal działa w obecnej formule od trzech lat, a właściciel przekonuje, że ceny wciąż pozostają konkurencyjne.
- Mamy schabowego po 32 zł, piwo kosztuje 12 zł - dodał.
Zdaniem Roberta Tylczyńskiego problemem nie jest brak turystów, ale ich mniejsza skłonność do wydawania pieniędzy. Goście częściej sprawdzają ceny i ostrożniej podchodzą do zakupów w lokalach gastronomicznych.
Turyści zmieniają wakacyjne kierunki
Na sytuację lokali gastronomicznych wpływają nie tylko wydatki turystów, ale również kierunki, które wybierają na wakacyjny wypoczynek. Zdaniem właściciela baru Frytka część gości coraz częściej decyduje się na wyjazdy nad wodę, wskazując m.in. jeziora w województwie lubuskim jako alternatywę dla górskich kurortów.
To sprawia, że miejscowości takie jak Karpacz muszą jeszcze mocniej walczyć o uwagę turystów, także z tańszymi i szybszymi formami jedzenia.
Gastronomia przegrywa z szybkimi i tańszymi przekąskami
Konkurencja dla lokalnej gastronomii nie ogranicza się jednak wyłącznie do innych miejscowości czy sposobów spędzania urlopu. Właściciel baru Frytka wskazuje również na rosnącą popularność gotowych dań oferowanych przez sklepy typu convenience, takie jak Żabka. Jego zdaniem turyści coraz częściej wybierają szybkie i tańsze przekąski zamiast wizyty w tradycyjnych lokalach.
- Ludzie jedzą w Żabkach gotowe dania, np. pizzę, co jest dla nas sporą konkurencją - ocenił Tylczyński.
W ofercie sklepów tego typu znajdują się m.in. hot dogi, zapiekanki, panini, tosty, burgery, rollo, pizza, pinsa czy zestawy z frytkami i mięsem. Ceny zależą od konkretnego produktu oraz dostępnych promocji, ale część takich przekąsek można kupić za kilkanaście złotych, co dla części klientów stanowi tańszą alternatywę dla posiłku w restauracji lub barze.