biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Polska i Świat > Wakacyjny raj zmienił walutę. Turyści narzekają na drożyznę, mogą się zniechęcić
Julia Bogucka
Julia Bogucka 05.07.2026 06:20

Wakacyjny raj zmienił walutę. Turyści narzekają na drożyznę, mogą się zniechęcić

Wakacyjny raj zmienił walutę. Turyści narzekają na drożyznę, mogą się zniechęcić
Fot. SilvanBachmann/Getty Images/CanvaPro

Ten kraj przez lata był jednym z tańszych kierunków wakacyjnych w Europie. Polacy i turyści z innych krajów wybierali ją ze względu na plaże, ciepłe morze i hotele all inclusive. Teraz ten wizerunek zaczyna się zmieniać. Turyści skarżą się na drożyznę, a branża hotelarska alarmuje, że w części kurortów gości jest znacznie mniej niż przed rokiem.

Wakacje ruszyły, a Polacy wybierają urlop za granicą

Wakacje to czas, w którym Polacy masowo planują urlopy i szukają miejsc pozwalających odpocząć od pracy, szkoły oraz codziennych obowiązków. Część osób zostaje w kraju, wybierając Bałtyk, Mazury, Tatry albo krótsze wyjazdy miejskie. Wielu turystów decyduje się jednak na wyjazd zagraniczny, bo liczy na pewniejszą pogodę, ciepłe morze i większą przewidywalność kosztów. Wśród popularnych kierunków od lat znajdują się Turcja, Grecja, Hiszpania, Włochy, Chorwacja, Egipt, Tunezja i Bułgaria. Turyści szukają tam słońca, plaż, hoteli z basenami, pakietów all inclusive, atrakcji dla dzieci i możliwości odpoczynku bez konieczności codziennego planowania każdego wydatku. Dla rodzin ważne są także krótkie loty, łatwa organizacja wyjazdu i oferta biur podróży.

Wakacyjny raj zmienił walutę. Turyści narzekają na drożyznę, mogą się zniechęcić
Fot. ArtMarie/Getty Images/CanvaPro

Jedno z tych państw długo dobrze wpisywało się w te oczekiwania. Kurorty nad morzem, przyciągały turystów cenami, które uchodziły za bardziej przystępne niż w Chorwacji, Hiszpanii czy we Włoszech. Dla wielu osób był to kompromis między zagranicznym urlopem a kontrolą wakacyjnego budżetu. Taki model wypoczynku jest jednak coraz bardziej wrażliwy na ceny. Jeśli rodzina płaci więcej za hotel, przelot, jedzenie, leżaki, napoje i atrakcje, kierunek przestaje być postrzegany jako okazja. Wtedy turyści zaczynają porównywać oferty i wybierać miejsce, w którym za podobne pieniądze dostaną więcej albo przynajmniej unikną przykrych niespodzianek.

Dlatego w turystyce znaczenie ma nie tylko sama cena wyjazdu z biurem podróży. Liczy się również to, ile trzeba zapłacić już na miejscu. Wakacyjny budżet szybko kurczy się przy codziennych wydatkach: obiadach poza hotelem, napojach, lodach, taksówkach, wejściówkach, wynajmie leżaków czy pamiątkach.

Ceny w wakacyjnych rajach rosną. Urlop coraz częściej zaskakuje rachunkami

Wzrost cen w popularnych kierunkach turystycznych nie jest problemem jednego kraju. Drożeją noclegi, bilety lotnicze, paliwo, energia, żywność, usługi gastronomiczne i praca sezonowa. Dla hoteli, restauracji i barów oznacza to wyższe koszty prowadzenia biznesu, które często są przerzucane na turystów. W kurortach presja cenowa jest szczególnie widoczna. Sezon trwa krótko, a przedsiębiorcy muszą w kilka miesięcy zarobić na cały rok działalności. Jeśli do tego dochodzą wyższe rachunki za energię, wzrost cen produktów spożywczych, koszty obsługi kredytów i brak pracowników, ceny w restauracjach oraz hotelach rosną szybciej niż w zwykłych miejscowościach.

Turyści najmocniej odczuwają to przy drobnych wydatkach. Piwo, kawa, obiad, leżak, parking albo przejazd taksówką mogą wydawać się niewielkim kosztem, dopóki nie powtarzają się codziennie. Przy tygodniowym albo dwutygodniowym urlopie różnica kilku euro na pojedynczym rachunku przekłada się na znacznie większe wydatki całej rodziny. W części krajów dodatkowym czynnikiem była zmiana waluty. Po wejściu do strefy euro turyści często dokładniej obserwują ceny, bo łatwiej porównują je z innymi państwami. Jeśli mają poczucie, że stare ceny zostały po prostu przepisane na euro, szybko pojawia się zarzut ukrytej podwyżki.

Takie sytuacje są groźne dla branży turystycznej. Kurort może przez lata budować opinię miejsca taniego i dostępnego, a stracić ją w jednym sezonie. Jeśli turyści uznają, że ceny są zbyt wysokie w stosunku do jakości, zaczynają rezygnować z rezerwacji albo przenoszą wakacje do konkurencyjnych krajów. Efektem może być błędne koło. Hotele i restauracje podnoszą ceny, bo mają wyższe koszty i mniej gości. Turyści ograniczają wydatki albo wybierają inne kierunki, więc obłożenie spada jeszcze bardziej. Właśnie tego scenariusza obawia się dziś część bułgarskiej branży turystycznej.

Zobacz też: Książulo i zakaz wstępu do Gołębiewskiego. Czy hotel może prowadzić „czarną listę” gości?

Bułgaria świeci pustkami. Turyści skarżą się na ceny po wejściu do strefy euro

Bułgaria weszła w sezon wakacyjny z problemem, który dobrze znają już inne kraje po przyjęciu euro. Jak opisuje Interia, przed zmianą waluty rząd próbował ograniczyć ryzyko spekulacyjnych podwyżek. Powołano specjalne Centrum Koordynacyjne, a ceny miały monitorować m.in. Krajowa Agencja Skarbowa, Komisja Ochrony Konkurencji i Komisja Ochrony Konsumentów. Rządowe dane początkowo nie wskazywały na systemową falę nieuzasadnionych podwyżek. Inflacja w styczniu wyniosła 3,5 proc., w lutym spadła do 3,3 proc., ale później zaczęła rosnąć. W marcu sięgnęła 4,1 proc., w kwietniu 6,8 proc., w maju 6,9 proc., a w czerwcu obniżyła się do 5,3 proc. To wciąż jeden z najwyższych poziomów w strefie euro.

Według analityków Allianz Trade, cytowanych przez bułgarską agencję BTA, wzrost cen napędza m.in. kryzys paliwowy związany z wojną USA i Izraela z Iranem. Dodatkowo inflację wzmacnia presja po wprowadzeniu euro w usługach, czyli w restauracjach, hotelach, rozrywce, a także drożejąca żywność. Turyści widzą te zmiany na własnych rachunkach. Brytyjczycy odwiedzający Złote Piaski skarżą się, że w wielu miejscach ceny miały wyglądać tak, jakby stare kwoty w lewach zastąpiono euro. Jeden z turystów wskazywał, że piwo, które rok wcześniej kosztowało 3,50 lewa, teraz kosztuje 2,80 euro, czyli około 5,60 lewa. Inna turystka oceniła, że wszystko jest dziś o 33 proc. droższe niż rok wcześniej.

Wakacyjny raj zmienił walutę. Turyści narzekają na drożyznę, mogą się zniechęcić
Fot. emicristea/Getty Images/CanvaPro

Skutki widać w kurortach. Bułgarski "Dnevnik” podał, że w czerwcu na północnym wybrzeżu Morza Czarnego było o 35 proc. mniej turystów niż rok wcześniej. Branża informuje też, że większość hoteli w Złotych Piaskach pozostaje w połowie pusta, mimo oferowania dużych obniżek cen. Przedstawiciele branży turystycznej nie wszyscy zgadzają się jednak, że winne są wyłącznie ceny. Stanisław Stojanow, wiceprzewodniczący związku hotelarzy Złotych Piasków, wskazywał na spadki na rynku niemieckim i rumuńskim, wcześniejszą utratę turystów z Rosji, brak połączeń lotniczych oraz niewystarczającą promocję kurortów.

Dla Bułgarii to poważne ostrzeżenie. Jeśli kraj przestanie być kojarzony z tanim urlopem, może stracić część przewagi nad konkurencją. Turyści są dziś bardzo wrażliwi na ceny i szybko porównują kierunki. Gdy rachunki rosną, a kurorty nie oferują wyraźnie lepszej jakości, decyzja o zmianie miejsca wakacji przychodzi znacznie łatwiej.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: