biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Polska i Świat > Para influencerów pokazała rachunek z Ustki. Tyle zapłacili za dwa dorsze, frytki i surówkę
Julia Bogucka
Julia Bogucka 01.07.2026 19:49

Para influencerów pokazała rachunek z Ustki. Tyle zapłacili za dwa dorsze, frytki i surówkę

Para influencerów pokazała rachunek z Ustki. Tyle zapłacili za dwa dorsze, frytki i surówkę
Fot. ILEISH ANNA/Shutterstock

Wakacje nad polskim morzem od lat kojarzą się z plażą, smażoną rybą, goframi i spacerami po nadmorskich deptakach. Coraz częściej kojarzą się jednak również z wysokimi cenami. Influencerzy Jakub Kwieciński i Dawid Mycek pokazali rachunek z jednej ze smażalni w Ustce. Za dwa dorsze, frytki i surówki zapłacili 230 zł.

Wakacje ruszyły, a Polacy planują urlopy

Początek wakacji to moment, w którym wiele rodzin zaczyna pakować walizki i rusza na długo wyczekiwany urlop. Po miesiącach pracy, szkoły i codziennych obowiązków Polacy szukają odpoczynku nad wodą, w górach, za granicą albo w popularnych kurortach w kraju. Dla części osób wakacje są jedynym dłuższym wyjazdem w roku, dlatego decyzja o kierunku ma duże znaczenie dla domowego budżetu. Jednym z najważniejszych kierunków wciąż pozostaje Bałtyk. Polskie morze przyciąga rodziny z dziećmi, seniorów, pary i turystów, którzy nie chcą albo nie mogą lecieć za granicę. Liczą się bliskość, brak barier językowych, łatwy dojazd samochodem lub pociągiem oraz znajome miejsca, do których wiele osób wraca co roku.

Para influencerów pokazała rachunek z Ustki. Tyle zapłacili za dwa dorsze, frytki i surówkę
Fot. Patryk Kosmider/Shutterstock

Popularne są przede wszystkim duże i rozpoznawalne kurorty: Kołobrzeg, Władysławowo, Łeba, Ustka, Mielno, Międzyzdroje, Sopot, Gdańsk czy Hel. Każde z tych miejsc ma własny charakter, ale łączy je jedno, w sezonie letnim ruch turystyczny gwałtownie rośnie, a wraz z nim rośnie popyt na noclegi, jedzenie, parkingi i atrakcje. Polacy chętnie wybierają też Mazury, Tatry, Bieszczady, Sudety i duże miasta dobre na krótsze wyjazdy. Wciąż jednak to nadmorskie miejscowości najmocniej kojarzą się z klasycznym letnim urlopem. Plaża, ryba z frytkami, lody, gofry i wieczorny spacer po deptaku są dla wielu osób stałym elementem wakacyjnego planu.

Problem polega na tym, że taki wyjazd coraz częściej wymaga większych pieniędzy. Urlop nad Bałtykiem nie kończy się na opłaceniu noclegu i dojazdu. Codzienne posiłki, przekąski, napoje, bilety wstępu, leżaki, parkingi i atrakcje dla dzieci potrafią znacząco podnieść całkowity koszt wakacji.

Ceny nad Bałtykiem mocno uderzają w portfele turystów

Wysokie ceny nad polskim morzem nie są nowym zjawiskiem, ale w ostatnich latach temat wraca praktycznie co sezon. Turyści pokazują paragony za gofry, obiady, lody, ryby, kawę albo parkingi, a w sieci od razu zaczyna się dyskusja, czy Bałtyk nie stał się zbyt drogi w stosunku do jakości i poziomu usług. Na ceny wpływa kilka czynników. Nadmorskie miejscowości zarabiają głównie w krótkim sezonie, który trwa zaledwie kilka miesięcy. Właściciele lokali muszą w tym czasie pokryć koszty najmu, energii, pracowników, produktów, podatków i utrzymania działalności. Jeśli pogoda jest słaba, sezon może być jeszcze krótszy, więc presja na ceny rośnie.

W przypadku ryb dochodzi kolejny problem. Dorsz, który przez lata był symbolem wakacyjnego obiadu nad Bałtykiem, nie jest już tak łatwo dostępny jak kiedyś. Ograniczenia połowów, sytuacja w Bałtyku, koszty dostaw i zmiany na rynku sprawiają, że ryba w smażalni bywa droga, a część lokali korzysta z surowca sprowadzanego lub mrożonego. Wysokie ceny uderzają przede wszystkim w rodziny. Dwie osoby mogą jeszcze potraktować droższy obiad jako jednorazowy wakacyjny wydatek. Przy czteroosobowej rodzinie ten sam posiłek może oznaczać rachunek, który mocno nadwyręża budżet. Jeśli do tego doliczyć napoje, deser i kolację, dzienny koszt pobytu rośnie bardzo szybko.

Skutkiem jest zmiana zachowań turystów. Część osób zabiera jedzenie z domu, wybiera apartament z aneksem kuchennym, ogranicza jedzenie w restauracjach albo szuka tańszych lokali z dala od głównych deptaków. Inni porównują ceny Bałtyku z zagranicznymi kierunkami i dochodzą do wniosku, że za podobne pieniądze mogą spędzić urlop w cieplejszym miejscu. Mimo to nadmorskie smażalnie wciąż są ważną częścią wakacyjnego doświadczenia. Dla wielu turystów wyjazd nad Bałtyk bez ryby z frytkami wydaje się niepełny. Właśnie dlatego paragony za taki posiłek tak mocno działają na wyobraźnię.

Zobacz też: Bow echo zmierza nad Polskę. Rozesłano ostrzeżenia, w tych regionach będzie niebezpiecznie

Dwa dorsze, frytki i surówki. Paragon z Ustki wywołał komentarze

Tym razem uwagę internautów zwrócił rachunek pokazany przez Jakuba Kwiecińskiego i Dawida Mycka. Influencerzy odwiedzili jedną ze smażalni ryb w Ustce i zamówili dwa dorsze, frytki oraz surówki. Jak podali, prosili o małe porcje. Rachunek za dwie osoby wyniósł 230 zł. Para zaznaczyła, że cena nie "zwaliła ich z nóg”, bo mieszkają nad morzem od kilku lat i znają lokalne realia. Jednocześnie zwrócili uwagę, że dla przeciętnej polskiej rodziny przyjeżdżającej na wakacje taki rachunek może być dużym zaskoczeniem.

Nas nie zwalił z nóg tylko dlatego, że mieszkamy tu od kilku lat i znamy cenę, ale dla przeciętnej polskiej rodziny na wakacjach, to może być szok - pisali.

Autorzy wpisu nie przedstawili sprawy jako prostej krytyki lokalu. Podkreślili, że ich zdaniem restauracja serwuje bardzo dobrą rybę, a wysokie ceny nie wynikają wyłącznie z decyzji właścicieli smażalni. Zwrócili uwagę, że ryby mocno podrożały i nic nie wskazuje na szybki powrót do dawnych stawek. W ich wpisie pojawił się też szerszy kontekst dotyczący dorsza w Bałtyku. Influencerzy napisali, że jeszcze kilka lat temu rybacy po powrocie z morza mieli rozdawać nadmiar dorsza sąsiadom, a dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Wskazali przy tym na pogarszającą się kondycję dorsza w Bałtyku i zmiany środowiskowe.

Dziś przez zmiany klimatu dorsz w Bałtyku wymiera, a budowa elektrowni atomowej, czy betonowanie dna morza na budowę farm wiatrowych jeszcze pogorszy jego sytuację - dodali.

Paragon z Ustki wpisuje się w szerszą wakacyjną dyskusję o cenach nad morzem. Podobne historie pojawiają się co roku: raz chodzi o gofry, innym razem o lody, parking albo obiad dla rodziny. Każdy taki rachunek staje się punktem wyjścia do pytania, czy urlop nad Bałtykiem nadal jest dostępny dla przeciętnego turysty.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: