Napiwki wymykają się spod kontroli. Klienci czują coraz większą presję
Napiwki w Polsce nigdy nie były obowiązkiem, ale w ostatnich latach coraz częściej budzą emocje. Terminale płatnicze sugerujące 15 lub 20 proc., aplikacje z wyraźną opcją „dodaj napiwek”, a z drugiej strony rosnące głosy sprzeciwu: dlaczego kelner ma liczyć na napiwek, a kasjer w sklepie już nie? Coraz częściej pojawia się też zarzut, że napiwki są wygodnym narzędziem dla pracodawców – pozwalają utrzymywać niskie pensje i przerzucać część kosztów pracy na klientów. Spór dotyczy więc nie tylko kultury obsługi, ale także wynagrodzeń, odpowiedzialności firm i podatków.
- Czy napiwek to nadal gest wdzięczności, czy już systemowa presja?
- Kto w praktyce dopłaca do pensji pracowników usług – pracodawca czy klient?
- Dlaczego napiwki dzielą branże i rodzą pytania o równość oraz podatki?
Gest wdzięczności czy systemowa presja?
Dzisiejsza dyskusja o napiwkach w Polsce coraz rzadziej dotyczy wyłącznie dobrych manier czy osobistej kultury obsługi. Coraz częściej sprowadza się do fundamentalnego pytania: czy napiwek ma być nagrodą za dobrze wykonaną pracę, czy też nieformalnym zastępstwem dla godnej pensji, której nie zapewnia pracodawca?
Fakty są jednoznaczne: napiwki w Polsce nie są obowiązkowe i nie wynikają z żadnych przepisów. Mimo to coraz więcej klientów ma poczucie presji – zwłaszcza w gastronomii, transporcie i dostawach – gdzie brak napiwku bywa odbierany jako społecznie „niewłaściwy”. Jednocześnie rośnie sprzeciw wobec modelu, w którym klient, a nie firma, staje się pośrednio odpowiedzialny za poziom wynagrodzeń pracowników. Ten konflikt wyostrza się szczególnie w porównaniach z innymi zawodami usługowymi, które napiwków nie otrzymują, mimo podobnego charakteru pracy.
Na razie pozostaje to sporem społecznym, nie prawnym. Skala emocji pokazuje jednak, że temat będzie wracał – zwłaszcza w gastronomii i usługach opartych na aplikacjach, gdzie granica między dobrowolnym gestem a domyślnym oczekiwaniem coraz bardziej się zaciera.

Kelner tak, kasjer nie. Ten argument dzieli najbardziej
Jednym z najczęściej powracających wątków w dyskusji o napiwkach jest porównanie zawodów, które na pierwszy rzut oka wykonują bardzo podobną pracę. Kelnerzy, kurierzy czy kierowcy aplikacji transportowych mogą liczyć na napiwki, podczas gdy sprzedawcy w sklepach, drogeriach czy na stacjach benzynowych – już nie. Dla części klientów jak i pracowników to dowód na systemową niesprawiedliwość: skoro każda z tych prac polega na bezpośredniej obsłudze klienta, to dlaczego tylko wybrane grupy mają być „dodatkowo wynagradzane” przez konsumentów, a inne nie.
Dla krytyków napiwków to dowód, że przestały one pełnić rolę gestu uznania, a zaczęły funkcjonować jako nieformalny dodatek do pensji – zależny od dobrej woli klienta, jego zasobności portfela i sytuacji ekonomicznej. Taki model budzi sprzeciw również dlatego, że rozmywa odpowiedzialność za poziom wynagrodzeń: zamiast jasnych zasad zatrudnienia i stabilnych pensji pojawia się element losowości, który jednych pracowników premiuje, a innych całkowicie pomija.
Napiwki a podatki. Tu kończy się mit „drobnych bez znaczenia”
Choć napiwki często postrzegane są jako „drobne bez znaczenia”, z punktu widzenia prawa podatkowego są one przychodem osoby, która je otrzymuje. Co do zasady napiwek podlega opodatkowaniu PIT i powinien zostać uwzględniony w rocznym rozliczeniu podatkowym – niezależnie od tego, czy został wręczony w gotówce, czy przekazany kartą lub przez aplikację.
W praktyce znaczenie ma sposób jego otrzymania:
- jeśli napiwek trafia bezpośrednio do pracownika (np. kelnera czy kuriera), to on sam odpowiada za jego rozliczenie,
- jeśli natomiast jest zbierany przez pracodawcę i wypłacany razem z pensją, traktowany jest jak normalny element wynagrodzenia, od którego pobierane są zaliczki na podatek, a często także składki.
Ważne rozróżnienie dotyczy też tzw. opłaty serwisowej – jeśli jest obowiązkowo doliczana do rachunku, staje się przychodem firmy i podlega standardowemu opodatkowaniu, w tym VAT. W skrócie: napiwek może być dobrowolny dla klienta, ale dla fiskusa dobrowolny już nie jest.
Technologia zmieniła napiwki. I to szybciej, niż się wydaje
Jeszcze kilka lat temu napiwek był decyzją podejmowaną dyskretnie – po wyjściu z restauracji lub przy wręczaniu gotówki. Dziś coraz częściej jest elementem interfejsu. Terminale płatnicze podsuwające konkretne kwoty, aplikacje transportowe i delivery z widoczną opcją „dodaj napiwek” czy komunikaty sugerujące „wsparcie” sprawiają, że gest przestaje być spontaniczny. Dla części klientów to wygoda, dla innych – subtelna presja, której trudno odmówić, stojąc przy kasie lub kończąc zamówienie w aplikacji. To właśnie technologia sprawiła, że napiwki stały się przedmiotem masowej dyskusji: nie dlatego, że zmieniło się prawo, lecz dlatego, że zmienił się sposób, w jaki klienci są o nie pytani.
Źródło: Biznes Info