Najdroższy prąd w Europie? Dane ze stycznia stawiają Polskę w czołówce
Styczeń przyniósł nie tylko silne mrozy, ale też bezprecedensowe napięcie na rynku energii. Dane systemowe pokazują rekordowe zapotrzebowanie na prąd, skokowy wzrost obrotów na giełdzie oraz jedne z najwyższych cen energii elektrycznej w Europie. Choć dla odbiorców indywidualnych część skutków była dotąd amortyzowana mechanizmami osłonowymi, presja kosztowa narasta. Sprawdzamy, co dokładnie wydarzyło się na rynku energii w styczniu, dlaczego ceny wystrzeliły i co te liczby oznaczają dla przyszłych rachunków.
- Dlaczego w styczniu padły historyczne rekordy zapotrzebowania na prąd i mocy w systemie?
- Jak rekordowe ceny giełdowe przekładają się na przyszłe rachunki odbiorców?
- Czy Polska faktycznie znalazła się w europejskiej czołówce najdroższej energii?
System pracował na granicy
W drugiej połowie stycznia, według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych, Krajowy System Elektroenergetyczny pracował pod rekordowym obciążeniem. W jednym z dni odnotowano najwyższe w historii zapotrzebowanie na moc, sięgające 27,7 GW netto, a jednocześnie rekordową generację energii elektrycznej na poziomie blisko 30 GW netto, przy eksporcie około 2 GW.
Aktualne dane systemowe PSE pokazują, że wysoki poziom zapotrzebowania utrzymywał się także w kolejnych dniach okresu zimowego, co potwierdza, że styczniowe rekordy nie były jednorazowym zjawiskiem. Niskie temperatury, ograniczona produkcja z części odnawialnych źródeł energii oraz wysoki udział kosztownej generacji konwencjonalnej sprawiły, że system funkcjonował pod silną presją, a rynek reagował wzrostem cen.

Efekt decyzji rynkowych i politycznych
Wysokie ceny energii w styczniu nie są wyłącznie konsekwencją pogody czy chwilowych zaburzeń rynkowych. To również efekt modelu funkcjonowania rynku energii, który w Polsce w ostatnich latach opiera się na kosztownej generacji konwencjonalnej oraz silnym uzależnieniu cen od rynku hurtowego. Decyzje dotyczące kształtu miksu energetycznego, tempa inwestycji w nowe moce oraz mechanizmów osłonowych podejmowane są na poziomie rządowym – niezależnie od tego, kto sprawuje władzę.
Obecny rząd przejął system energetyczny w momencie wysokich kosztów paliw, rosnących opłat emisyjnych i ograniczonej elastyczności źródeł wytwórczych. Jednocześnie zapowiedziano stopniowe odchodzenie od szerokich tarcz osłonowych i powrót do bardziej rynkowych zasad kształtowania cen. To sprawia, że wysokie ceny giełdowe coraz szybciej przekładają się na realne koszty ponoszone przez odbiorców, a rynek energii staje się bardziej wrażliwy na każde ekstremalne zdarzenie – pogodowe, paliwowe czy systemowe.
Temat rachunków za prąd jest szeroko komentowany w mediach społecznościowych.
Polska w europejskiej czołówce drożyzny
Na tle Unii Europejskiej Polska coraz częściej wypada niekorzystnie w dwóch kluczowych zestawieniach. Po pierwsze, w ujęciu siły nabywczej (PPS), czyli relacji cen energii do dochodów, Polska znajduje się w ścisłej czołówce najdroższego prądu w UE. Oznacza to, że choć nominalnie kilowatogodzina może kosztować mniej niż w Niemczech czy Danii, to dla przeciętnego gospodarstwa domowego stanowi znacznie większe obciążenie budżetu.
Po drugie, w okresach szczytowego zapotrzebowania Polska bywa numerem jeden w Europie pod względem cen hurtowych energii elektrycznej. Dane z rynku dnia następnego pokazują, że przy wysokim obciążeniu systemu i ograniczonej dostępności tańszych źródeł, ceny w Polsce potrafią przewyższać notowania w krajach Europy Zachodniej. To właśnie ten mechanizm sprawia, że presja kosztowa narasta niezależnie od bieżących osłon dla odbiorców indywidualnych.
W praktyce oznacza to, że problem wysokich rachunków nie wynika wyłącznie z chwilowych decyzji taryfowych, lecz z systemowego połączenia drogiego rynku hurtowego i relatywnie niskich dochodów.
Rachunki grozy to nie hasło. To zapowiedź tego, co może nadejść
Styczniowe dane pokazują, że problem nie ma charakteru incydentalnego. Rekordowe zapotrzebowanie, wysoka generacja konwencjonalna i drogi prąd na giełdzie to sygnały strukturalne, a nie jednorazowy epizod. Jeśli takie warunki będą się powtarzać – a wszystko wskazuje na to, że okresy ekstremalne stają się normą – presja na ceny energii będzie utrzymywać się długofalowo.
Dla odbiorców końcowych oznacza to jedno: nawet jeśli rachunki nie wzrosną natychmiast, koszt energii w systemie już jest wysoki. Mechanizmy osłonowe mogą go jedynie czasowo ukryć, ale nie zlikwidować. Styczniowe rekordy pokazują, że temat „rachunków grozy” nie jest medialnym hasłem, lecz konsekwencją twardych danych systemowych i rynkowych.
Źródło: Biznes Info