Ksiądz ujawnił, ile zarabia na lekcjach religii. Padły dokładne liczby
Kwestia finansów duchowieństwa od lat wzbudza na polskim rynku ogromne emocje. Gdy zaledwie mgliste domysły ustępują miejsca twardym wyliczeniom z budżetów publicznych, obraz sytuacji potrafi mocno zaskoczyć. Popularny ksiądz wyznał, jaką wypłatę dostaje za prowadzenie lekcji religii w szkole.
Zmieniający się krajobraz polskiej duchowości i oświaty
Aby dogłębnie zrozumieć dzisiejsze uwarunkowania pracy duszpasterzy w państwowych placówkach, należy spojrzeć na to zjawisko przez pryzmat głębokich przemian demograficznych. Religijność Polaków przez dekady stanowiła nierozerwalny fundament narodowej tożsamości, kształtując nie tylko normy społeczne, ale również strukturę państwowego finansowania edukacji. Obecnie jednak znajdujemy się w fazie intensywnej transformacji, która z każdym rokiem coraz mocniej wkracza w mury szkolne.

Jak wynika z regularnych raportów Centrum Badania Opinii Społecznej, odsetek osób regularnie praktykujących wiarę od ponad dwóch dekad systematycznie spada, a proces ten drastycznie przyspieszył zwłaszcza w grupie najmłodszych obywateli. Postępująca laicyzacja, czyli proces stopniowego słabnięcia wpływu religii na sfery życia publicznego, bezpośrednio przekłada się na gospodarkę edukacyjną. Lekcje religii przestały być wyłącznie duchową powinnością, stając się przestrzenią żarliwej debaty budżetowej. Czy masowy odpływ uczniów z zajęć oznacza trzęsienie ziemi na oświatowym rynku pracy?
Tradycyjny model, w którym cały rocznik w ławkach obowiązkowo uczęszczał na katechezę, czyli przekazywania zasad wiary w ramach szkolnego planu zajęć, odchodzi w zapomnienie. W wielu dużych ośrodkach miejskich frekwencja spada poniżej połowy zapisanych uczniów. Z ekonomicznego punktu widzenia wymusza to redukcję godzin nauczycielskich dla katechetów. Dla ogromnej części kapłanów posada w oświacie to nie tylko realizacja powołania, ale przede wszystkim nierzadko jedyne pewne źródło dochodu, opatrzonego bezpieczną umową o pracę wraz ze składkami emerytalnymi odprowadzanymi do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Brak pełnego obciążenia godzinowego oznacza dla nich bolesne cięcia w budżetach.
Finansowy ciężar sutanny a realia nauczycielskiej pensji
Według najświeższych dostępnych roczników statystycznych, publikowanych przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego, w naszym kraju posługuje obecnie ponad dwadzieścia trzy i pół tysiąca księży diecezjalnych, a po doliczeniu zakonników ich łączna liczba jest jeszcze wyższa. Znaczny odsetek z nich na co dzień zmuszony jest łączyć standardowe obowiązki duszpasterskie w lokalnych parafiach z formalnym etatem w świeckich placówkach oświatowych. Taka praca nie różni się prawnie od zatrudnienia nauczyciela polskiego czy matematyki. Duchowni stają się elementem potężnej machiny biurokratycznej, podlegając rygorom Karty Nauczyciela, czyli ustawy regulującej prawa i obowiązki pracowników edukacji.

Wbrew powtarzanym latami mitom, za ich wynagrodzenia nie płaci kuria czy biskupi, lecz państwo polskie za pośrednictwem samorządów. Jakie pieniądze faktycznie wpływają na konta tych specyficznych pracowników oświaty? To pytanie od zawsze elektryzowało opinię publiczną, generując nietrafione szacunki. Z najnowszych zestawień Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że wynagrodzenie w sektorze edukacyjnym wciąż zauważalnie odstaje od średniej krajowej.
W tej rygorystycznej drabince płac nie ma taryfy ulgowej za noszenie koloratki. Wysokość przelewu zależy wyłącznie od stopnia awansu zawodowego, udokumentowanego wykształcenia oraz przepracowanych w szkole lat. Im mniej wyznaczonych godzin, tym skromniejsze wpływy do portfela. Kurcząca się "baza klientów”, czyli uczniów chętnych do uczestnictwa w dobrowolnych zajęciach religijnych, bezpośrednio uderza w ekonomiczne podstawy kapłanów, zmuszając ich do szukania alternatywnych zajęć zarobkowych na zewnątrz.
Zobacz też: Nawet 200 osób ma stracić pracę. Polska fabryka ma zostać zamknięta
Tyle zarabia ksiądz za lekcje religii. Kwota nie powala
Gęsta kurtyna domysłów opada, gdy do głosu dochodzą sami zainteresowani, skutecznie obalając finansowe mity. Rąbka tajemnicy w niezwykle szczery sposób uchylił niedawno ksiądz Rafał Główczyński, znany dziś publiczności jako “Ksiądz z osiedla”. Jak precyzyjnie relacjonuje znany portal eDziecko, popularny w internecie duchowny poinformował wprost podczas rozmowy na kanale ”Rozmowy Mój Świat", że jego pensja z tytułu nauczania religii w szkole oscyluje w granicach 3600 złotych netto miesięcznie. Kwota ta wynika wprost z matematyki rynkowej, w bieżącym roku szkolnym zdołano przydzielić mu szesnaście godzin lekcyjnych w tygodniu.
Ale żeby nie było: nie płacę za mieszkanie, nie płacę za jedzenie. Więc to jest nieporównywalne - wyjaśnił ks. Główczyński.
Stanowi to niecałą część pełnego etatu, jakim jest ustawowe pensum dla pracującego nauczyciela wynosi dokładnie osiemnaście godzin dydaktycznych. Od wspominanej powyżej rozmowy minęło już nieco czasu, a liczba lekcji prowadzonych przez księdza Główczyńskiego spadła do ośmiu. W rozmowie z “Faktem” wyznał, jak teraz wygląda jego pensja.
Ja dostaję pensję katechetyczną, teraz to jest jakieś chyba 1400 zł miesięcznie za 8 godzin, czyli za pół etatu. Mam takie podejście, że nie mam swojej rodziny, więc moją rodziną są wszyscy ci, do których w jakiś tam sposób jestem posłany - mówi.
Szczere wyznanie tiktokera natychmiast wywołało olbrzymią konsternację, a internauci obiektywnie podsumowali sytuację trafnym stwierdzeniem, że na państwowym etacie ewidentnie nie ma kokosów. Uczciwie trzeba jednak przyznać rację ekspertom, którzy zwracają uwagę na inny niuans ekonomiczny. Księża zakonni, do których zalicza się wspomniany kapłan, operują na co dzień w odmiennym modelu gospodarczym. Ten konkretny duchowny nie ponosi standardowych kosztów życia takich jak rynkowy czynsz, obciążający kredyt hipoteczny czy codzienne wyżywienie, ponieważ te fundamentalne wydatki bytowe hojnie pokrywa dom zakonny. Niezależnie jednak od ulg, twarde makroekonomiczne wnioski nasuwają się same. Znacznie zmniejszająca się pula zajęć dydaktycznych oznacza mniejsze wpływy z potrącanych podatków.