Już dziesiątki zakażonych na tych rajskich wyspach. Wydano pilne ostrzeżenie do turystów
Piaszczyste plaże i gwarantowana pogoda przyciągają tysiące turystów, w tym coraz liczniejszą grupę podróżnych z Polski. Jednak najnowsze doniesienia medyczne rzucają cień na ten egzotyczny obraz. Zamiast regeneracji sił, wielu urlopowiczów wraca do domów z bagażem niebezpiecznych drobnoustrojów, a w skrajnych przypadkach wakacje kończą się tragicznie.
- Cienka granica między zwykłym zatruciem a poważną chorobą
- Zagrożenie w hotelowych bufetach
- Jak uchronić się przed groźną chorobą na wakacjach?
Cienka granica między zwykłym zatruciem a poważną chorobą
Planowanie podróży poza Europę zawsze wiąże się z koniecznością zachowania wzmożonej czujności w kwestii higieny. O ile standardy w dużych sieciach hotelowych na Sal czy Boa Vista wydają się spełniać europejskie normy, o tyle statystyki zachorowań mówią coś zgoła innego.
Problem zakażeń pokarmowych w regionach tropikalnych nie jest nowością, jednak skala zjawiska, jaką obserwujemy w ostatnich miesiącach, wykracza poza ramy statystycznego błędu. Turystyka na Cape Verde opiera się głównie na formule all inclusive, co sprzyja masowemu przygotowywaniu posiłków i korzystaniu ze wspólnych bufetów. To właśnie tam najczęściej dochodzi do przenoszenia patogenów.

Warto zadać sobie pytanie, czy jako turyści potrafimy jeszcze odróżnić zwykłą „zemstę faraona” od poważnego zagrożenia bakteriologicznego. Często lekceważymy pierwsze objawy, zrzucając winę na zmianę diety lub zmęczenie lotem.
Tymczasem różnica między łagodnym rozstrojem żołądka a infekcją wymagającą hospitalizacji bywa bardzo cienka. Eksperci z branży turystycznej zauważają, że rosnąca popularność Wysp Zielonego Przylądka wywiera ogromną presję na tamtejszą infrastrukturę sanitarną, która nie zawsze nadąża za tempem wzrostu liczby gości. W efekcie nawet luksusowe obiekty mogą stać się ogniskiem chorób, które potrafią skutecznie zrujnować wymarzony wypoczynek.
Zagrożenie w hotelowych bufetach
Sytuacja stała się na tyle poważna, że Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowotnego wydała oficjalne ostrzeżenie. Dane są niepokojące: od października ubiegłego roku zidentyfikowano już ponad 100 przypadków zakażenia bakterią shigella (wywołującą czerwonkę bakteryjną) oraz blisko 50 przypadków salmonelli wśród osób powracających z archipelagu.
To nie tylko suche liczby, ale przede wszystkim dramaty konkretnych rodzin. Jak podaje serwis BBC, w ciągu zaledwie czterech miesięcy zmarło czterech brytyjskich turystów, u których stwierdzono ciężkie infekcje żołądkowe po pobycie na wyspach.

Głównym winowajcą jest wspomniana shigella. Patogen ten wywołuje silną biegunkę, często z krwią, wysoką gorączkę oraz bolesne skurcze żołądka. Choć większość dorosłych osób wraca do pełni sił w ciągu około siedmiu dni, bakteria ta jest niezwykle niebezpieczna dla dzieci, seniorów oraz osób z obniżoną odpornością.
W ich przypadku odwodnienie postępuje błyskawicznie, a powikłania mogą prowadzić do niewydolności nerek lub sepsy. Salmonelloza, choć bardziej znana przeciętnemu Polakowi, w warunkach tropikalnych również przybiera agresywną formę. Brytyjskie służby podkreślają, że łącznie odnotowano już co najmniej 161 zachorowań o podłożu bakteryjnym u podróżnych z Wielkiej Brytanii, co sugeruje, że problem ma charakter systemowy i nie ogranicza się do jednego hotelu.
Jak uchronić się przed groźną chorobą na wakacjach?
Ryzyko związane z wyjazdem na Wyspy Zielonego Przylądka nie oznacza, że musimy natychmiast rezygnować z rezerwacji. Kluczem jest jednak radykalna zmiana podejścia do bezpieczeństwa żywności. Polskie biura podróży, które chętnie wysyłają klientów na Cape Verde, na razie nie wydały podobnych ostrzeżeń co ich brytyjskie odpowiedniki, ale ostrożność jest jak najbardziej wskazana.
Podstawowa zasada „ugotuj, obierz lub zapomnij” powinna stać się dekalogiem każdego turysty. Szczególną uwagę należy zwrócić na lód w napojach, który często powstaje z nieprzefiltrowanej wody kranowej, oraz na surowe warzywa i owoce myte w tej samej wodzie.
Medycyna podróży wskazuje, że profilaktyka to nie tylko częste mycie rąk, ale też świadome wybieranie miejsc posiłków. Jeśli zauważymy, że dania w hotelowym bufecie nie są utrzymywane w odpowiedniej temperaturze, lepiej z nich zrezygnować. Warto również przed wyjazdem skonsultować się z lekarzem medycyny tropikalnej i wyposażyć apteczkę w odpowiednie leki hamujące biegunkę oraz preparaty nawadniające (elektrolity).
Pamiętajmy, że w przypadku wystąpienia objawów takich jak krwawa biegunka czy bardzo wysoka gorączka, domowe sposoby nie wystarczą – konieczny jest szybki kontakt z lekarzem. Afrykański archipelag nadal może być rajem, pod warunkiem że nasze bezpieczeństwo postawimy wyżej niż chęć spróbowania wszystkich potraw z hotelowego menu.