Gospodarcza lawina po ataku na Iran. Ceny paliw mogą wystrzelić w górę
Bliski Wschód znów staje w ogniu, a oczy inwestorów na całym świecie z niepokojem zwracają się ku rynkom surowcowym. Napięcie między potęgami militarnymi budzi uzasadnione obawy o stabilność globalnych dostaw. Przerwanie szlaków handlowych może wywołać gospodarczą lawinę, która nieuchronnie dotrze do Polski.
- Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran
- Ceny ropy pod znakiem zapytania
- Tyle mogą wzrosnąć ceny paliw w Polsce
Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran
Wieloletnie napięcia na linii Waszyngton-Teheran mają głębokie korzenie, sięgające jeszcze rewolucji islamskiej z końca lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Przez kolejne dekady relacje te przypominały nieustanne przeciąganie liny, w którym główną rolę odgrywały rygorystyczne sankcje gospodarcze oraz zaciekłe spory o irański program nuklearny. Porozumienia zrywano równie szybko, jak je podpisywano, co nieustannie destabilizowało cały region.

Obecny atak na Iran, przeprowadzony przez Stany Zjednoczone, stanowi brutalne zburzenie dotychczasowego, kruchego status quo. Według niepotwierdzonych w pełni doniesień i publicystycznych spekulacji, uderzenia mogły być wymierzone w irańską infrastrukturę krytyczną, w tym instalacje militarne oraz bazy wojskowe, z których wcześniej wyprowadzano ataki. Działania te są stanowczą próbą osłabienia reżimu i ograniczenia jego dotychczasowych wpływów w regionie. Bezpośrednim impulsem stało się wprawdzie bezpieczeństwo narodowe Izraela, ale konsekwencje natychmiast zaczęły rezonować w globalnej ekonomii.
Zbrojna niestabilność w tej części globu funkcjonuje jak rynkowy zapalnik, na który z ogromną nerwowością reagują największe ośrodki finansowe od Nowego Jorku po Tokio. W pierwszych godzinach po uderzeniu inwestorzy dosłownie wstrzymali oddech. Indeks VIX (tzw. indeks strachu) natychmiast wystrzelił w górę, co ewidentnie sygnalizowało ewakuację kapitału z ryzykownych aktywów. Ten wojenny incydent bezpowrotnie ograniczył apetyt na ryzyko wśród potężnych funduszy inwestycyjnych, co stanowi zaledwie wstęp do o wiele głębszych wstrząsów na międzynarodowych rynkach towarowych.
Ceny ropy pod znakiem zapytania
Wojna na terytoriach państw posiadających gigantyczne, strategiczne złoża węglowodorów to główny czynnik determinujący globalne cenniki hurtowe. Mechanizm giełdowy pozostaje w takich sytuacjach całkowicie bezlitosny, a każda rakieta spadająca na Bliskim Wschodzie natychmiast podnosi koszty transportu morskiego. Poważne zagrożenie dla fizycznych dostaw pompowanej ropy naftowej skutkuje gwałtownym nałożeniem tak zwanej premii za ryzyko (dodatkowego narzutu cenowego wynikającego z rynkowej niepewności), którą maklerzy błyskawicznie doliczają do rynkowej wyceny każdej baryłki.
Jeżeli chodzi o basen Zatoki Perskiej, sprawa pozostaje nad wyraz krytyczna. To właśnie tam znajduje się kluczowa cieśnina Ormuz, przez którą każdego dnia przepływa około trzydziestu procent światowego zapotrzebowania na czarne złoto. Ewentualna blokada tych kluczowych wodnych szlaków tranzytowych mogłaby znacząco zakłócić globalne dostawy i drastycznie podnieść ceny, choć istnienie rezerw strategicznych zapobiegłoby całkowitemu odcięciu bogatego Zachodu od zaopatrzenia w zaledwie kilkanaście dni. Zbrojny konflikt bezwzględnie zmusza wszystkie pracujące rafinerie oraz hurtowych importerów do panicznego organizowania alternatywnych, znacznie droższych kontraktów terminowych.

Taka nerwowość inwestycyjna automatycznie wyciąga surowcowe notowania ropy Brent na wyraźnie wyższe poziomy, choć wciąż nie są to historyczne maksima. Kraje zrzeszone w rozszerzonym kartelu OPEC dysponują wprawdzie wolnymi mocami wydobywczymi, jednak ich uruchomienie i szybkie dostarczenie na rynki wymaga czasu, którego po prostu brakuje. Dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) wskazują, że podobne szoki geopolityczne prowadziły już w przeszłości do kilkudziesięcioprocentowych wzrostów. Zablokowanie głównych terminali eksportowych w Iranie wywołuje globalny efekt domina.
Zobacz też: Pilny komunikat LOT. Niebo nad całym regionem zamknięte, dziesiątki lotów odwołane
Tyle mogą wzrosnąć ceny paliw w Polsce
Prewencyjny atak Izraela na cele w Iranie może wkrótce odbić się wyraźnie na portfelach kierowców. Jak przypomina Dawid Czopek, ekspert ds. rynków finansowych i zarządzający Polaris FIZ na łamach money.pl, Bliski Wschód wciąż odgrywa kluczową rolę w globalnym wydobyciu ropy naftowej, a szczególnie newralgiczne znaczenie ma cieśnina Ormuz. Przez ten wąski przesmyk przepływa wspomniane powyżej około jednej trzeciej światowej produkcji ropy, a możliwości obejścia go za pomocą alternatywnych rurociągów są ograniczone.
Historyczne analizy wskazują, że w przypadku blokady cieśniny ceny baryłki ropy mogą gwałtownie wzrosnąć, szacuje się, że cena mogłaby osiągnąć nawet 150 dolarów. W praktyce według Czopka oznaczałoby to, że na polskich stacjach benzynowych litr paliwa mógłby kosztować około 10 zł, zakładając brak dodatkowych zmian w kursach walut i podatkach. Ekspert zwraca również uwagę na rynek gazu. Zablokowanie szlaku Ormuz mogłoby znacząco podnieść ceny energii elektrycznej na Starym Kontynencie, zwłaszcza w sytuacji, gdy europejskie magazyny gazu po sezonie zimowym są częściowo opróżnione.
Choć atak miał miejsce w sobotę, rynki finansowe pozostają obecnie wstrzymane, handel ropą, złotem i walutami na giełdach światowych zostanie wznowiony dopiero w niedzielę wieczorem czasu polskiego. Wtedy inwestorzy pokażą prawdziwą reakcję na eskalację konfliktu, a ceny paliw mogą odnotować gwałtowne zmiany już na początku nowego tygodnia.