biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Ceny dorsza szokują Polaków. Tyle trzeba zapłacić nad polskim morzem
Julia Czwórnóg
Julia Czwórnóg 21.05.2026 12:28

Ceny dorsza szokują Polaków. Tyle trzeba zapłacić nad polskim morzem

Ceny dorsza szokują Polaków. Tyle trzeba zapłacić nad polskim morzem
Fot. Alex Segre/REX/East News

Majowy wypoczynek i zbliżający się wielkimi krokami sezon letni po raz kolejny stawiają pod znakiem zapytania opłacalność urlopu nad polskim morzem. Polacy ruszający na plaże przeżywają brutalne zderzenie z nową rzeczywistością cenową, w której tradycyjny obiad w nadmorskiej smażalni staje się luksusem dostępnym dla nielicznych. Symbolem gwałtownego wzrostu kosztów utrzymania stał się bałtycki król stołu, którego ceny na tablicach restauracyjnych przyprawiają o zawrót głowy.

Zagraniczny król polskiego wybrzeża

Nadmorskie lokale gastronomiczne budzą ogromne emocje jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem wakacyjnego szczytu. Klienci analizujący menu przecierają oczy ze zdumienia, ponieważ stawki za popularne dania rybne osiągnęły niespotykany dotąd poziom.

Głównym winowajcą fali podwyżek okazuje się paradoksalnie brak surowca w samym Morzu Bałtyckim. Katastrofalna sytuacja ekologiczna i drastyczne ograniczenia narzucone przez regulatorów doprowadziły do sytuacji, w której restauratorzy zostali zmuszeni do całkowitej zmiany logistyki dostaw.

Ceny dorsza szokują Polaków. Tyle trzeba zapłacić nad polskim morzem
Fot. MARCIN GADOMSKI/AGENCJA SE/East News

W przytłaczającej większości miejsc serwowana ryba nie ma nic wspólnego z polskimi łowiskami. Jak wyjaśniają eksperci rynku rybnego, konsumenci zamawiający obiad w popularnych kurortach otrzymują produkt sprowadzany z zagranicy. Dorsz atlantycki, dominujący obecnie w menu, trafia do nas z Danii, Norwegii lub dalekiej Islandii. Globalne rynki borykają się z wysokimi cenami frachtu i przetwórstwa, co automatycznie winduje cenę zakupu surowca przez polskich przedsiębiorców.

Sami rybacy znaleźli się w krytycznym położeniu, które zmusza ich do porzucania wielopokoleniowych tradycji i szukania alternatywnych źródeł dochodu na lądzie. Restrykcyjne limity połowowe, stały stres związany z drobiazgowymi kontrolami oraz ujemna rentowność wyjść w morze doprowadziły do masowego złomowania kutrów. Wielu dawnych wilków morskich decyduje się na całkowite przebranżowienie, przenosząc swoją aktywność zawodową do sektora usług turystycznych.

Wielki rachunek ukryty w gramaturze ryby znad Bałtyku

Największą pułapką, na którą dają się złapać nieświadomi turyści, pozostaje powszechny system rozliczeń oparty na cenie za sto gramów gotowego produktu. Na tablicach informacyjnych widnieją kwoty pozornie akceptowalne dla przeciętnego portfela, jednak ostateczny koszt posiłku poznaje się dopiero przy kasie. Standardowy filet rzadko waży tyle, ile zakłada klient, a pojedyncza porcja serwowana na talerzu osiąga masę od 150 do nawet 250 gramów, co drastycznie zmienia końcowy rachunek.

W popularnych miejscowościach na Pomorzu Środkowym, takich jak Darłowo, za 100 gramów smażonego dorsza trzeba zapłacić obecnie 17 złotych, co w przeliczeniu na kilogram daje astronomiczną kwotę 170 złotych.

Ceny dorsza szokują Polaków. Tyle trzeba zapłacić nad polskim morzem
Fot. travellinglight/Getty Images/Canva

Niewiele tańsza okazuje się flądra, której cena oscyluje w granicach 15 złotych za sto gramów. Prawdziwym rekordzistą pozostaje jednak łosoś, gdzie cena smażonego fileta dochodzi do 18 złotych, a zamówienie tatara z tej ryby wiąże się z wydatkiem rzędu 25 złotych za niewielką porcję.

W aglomeracji trójmiejskiej stawki bywają jeszcze bardziej wyśrubowane i w zależności od standardu lokalu wahają się od 13 do 24 złotych za sto gramów. Za dorsza w wersji saute zapłacimy około 18-20 złotych, z kolei porcja halibuta potrafi kosztować nawet 24 złote. Do tego należy doliczyć niezbędne dodatki, bez których większość Polaków nie wyobraża sobie obiadu - porcja frytek to koszt od 10 do 19 złotych, natomiast zestaw surówek uszczupli budżet o kolejne 8 do 14 złotych.

Zobacz też: Amerykańscy meteorolodzy ostrzegają. Nadchodzi pogodowy kryzys, Polacy muszą być gotowi

Wakacyjny budżet pod presją drożyzny

Ekonomiczna rzeczywistość weryfikuje plany finansowe polskich rodzin, które za zestaw obiadowy składający się z ryby, dodatków i napoju płacą dziś dwukrotnie więcej niż zaledwie kilka lat temu. Porównania historyczne pokazują ogromną skalę inflacji w branży restauracyjnej. Jeszcze w 2020 roku gotowy komplet z dwustugramowym dorszem, frytkami oraz surówką kosztował w granicach 34-37 złotych, podczas gdy obecnie analogiczne danie w Trójmieście to wydatek rzędu 57-62 złotych, a w przypadku halibuta cena rośnie do 66 złotych.

Restauratorzy odpierają zarzuty o chęć szybkiego zysku kosztem urlopowiczów, wskazując na lawinowy wzrost kosztów stałych prowadzenia działalności gastronomicznej. Prowadzenie biznesu nad morzem wiąże się z opłaceniem wysokich stawek za energię elektryczną, gaz oraz stale rosnących pensji personelu kuchennego i kelnerskiego. Sezonowy charakter pracy sprawia, że lokale muszą wypracować zysk na cały rok w zaledwie kilka miesięcy, a nikt nie podejmie ryzyka biznesowego, aby wychodzić na zero lub dokładać do interesu.

Oburzenie turystów rośnie z każdym wydanym paragonem, a internet zalewają zdjęcia dokumentujące rekordowe rachunki. Jak donoszą internauci, trzyosobowa rodzina chcąca zjeść obiad w pobliżu plaży w Brzeźnie musi liczyć się z kosztem rzędu 70-80 złotych za osobę, co przy kilkudniowym pobycie generuje ogromne kwoty.

Taka sytuacja zniechęca do krajowego wypoczynku i sprawia, że coraz większa liczba Polaków zaczyna traktować wyjazd nad Bałtyk jako nieuzasadniony wydatek, wybierając zagraniczne kierunki oferujące gwarantowaną pogodę w podobnej cenie.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: