biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > Drożej niż kiedykolwiek. Ceny parkingów nad Bałtykiem budzą emocje. "Trwa jakiś wyścig"
Julia Bogucka
Julia Bogucka 09.06.2026 17:17

Drożej niż kiedykolwiek. Ceny parkingów nad Bałtykiem budzą emocje. "Trwa jakiś wyścig"

Drożej niż kiedykolwiek. Ceny parkingów nad Bałtykiem budzą emocje. "Trwa jakiś wyścig"
Fot. nonnie192/Getty Images/CanvaPro

Krajowa turystyka zderza się z rynkową rzeczywistością, a koszty udanego urlopu zauważalnie rosną. O ile droższe noclegi czy posiłki są w domowy budżet, o tyle niektóre wzrastające ceny wciąż dziwią przyjezdnych. Turystka pojechała pospacerować na plaży, jednak cena za kilka godzin postoju ją przerosła. “Z perspektywy turysty wygląda to jak zwykłe wyciąganie pieniędzy" - gorzko kwituje.

Wakacyjny magnes i słony rachunek za upragniony wypoczynek

Krajowa branża turystyczna od dawna utrzymuje na rynku niezwykle silną, dominującą pozycję, choć jej rentowność jest obecnie wystawiona na bardzo ciężką próbę. Jak wskazują regularne, kwartalne raporty Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) oraz pogłębione analizy Polskiej Organizacji Turystycznej, wielomilionowa rzesza rodaków wciąż chętnie decyduje się spędzić swój główny urlop w granicach własnego państwa. Niekwestionowanym, odwiecznym królem letnich i wczesnojesiennych wyjazdów pozostaje polskie Morze Bałtyckie, generujące rokrocznie miliardowe przychody dla lokalnych, nadmorskich gospodarek.

Przyciąga ono szerokie grono urlopowiczów swym unikalnym, rześkim klimatem, bogactwem jodu oraz intensywnie rozwijaną infrastrukturą hotelowo-gastronomiczną. Niestety, w parze z gigantyczną popularnością obleganych kurortów idzie bardzo dynamiczny i bolesny dla konsumentów wzrost kosztów, na co jednoznacznie wskazują rynkowe wskaźniki makroekonomiczne. Wybierając polskie wybrzeże w szczycie sezonu, statystyczni turyści muszą być przygotowani na uruchomienie znacznie grubszych portfeli, co w dobie zauważalnego spowolnienia gospodarczego mocno rzutuje na nastroje konsumenckie i chęć ponownego powrotu.

Drożej niż kiedykolwiek. Ceny parkingów nad Bałtykiem budzą emocje. "Trwa jakiś wyścig"
Fot. phodopus/CanvaPro

Systematycznie podnoszone ceny już od kilkunastu sezonów budzą gigantyczne kontrowersje, podstawowe koszty noclegów w wygodnych, nowoczesnych apartamentach nad Bałtykiem nierzadko o kilkanaście procent przewyższają stawki wynajmu na niezwykle popularnym południu Europy, chociażby w słonecznej Hiszpanii, Grecji czy Chorwacji

Za zaledwie tygodniowy pobyt przeciętnej, czteroosobowej rodziny w naprawdę komfortowych warunkach trzeba nierzadko zapłacić od pięciu do nawet dziesięciu tysięcy złotych, a do tego naturalnie dochodzą codzienne, wysokie wydatki na pełne wyżywienie. Klasyczna ryba z domowymi frytkami czy porcja gofrów dla całej familii to nieuchronny wydatek rzędu kilkuset złotych każdego popołudnia. Eksperci rynku wprost przypisują ten niepokojący stan rzeczy kumulacji kilku negatywnych czynników: ciągłej presji inflacyjnej, drastycznie rosnących cen nośników energii dla przedsiębiorstw oraz nieubłaganie wyższych kosztów pracy.

Plażowa przestrzeń na wagę złota. Ile kosztuje parking w nadmorskich kurortach?

Jednym z niewątpliwie najbardziej drażliwych punktów na letniej mapie rosnących wydatków okazują się obowiązkowe opłaty uiszczane za zwykłe pozostawienie samochodu na wyznaczonym miejscu postojowym. Bezwzględnie płatne parkingi w miejscowościach turystycznych to aktualnie rynkowy standard, który wprost wynika z prawa podaży i popytu zgłaszanego przez zmotoryzowanych wczasowiczów. 

Pula wolnej przestrzeni publicznej tuż przy samej plaży jest fizycznie bardzo mocno ograniczona, natomiast turystyczny ruch drogowy w okresie najwyższego szczytu sezonowego dosłownie eksploduje z każdym cieplejszym weekendem. Aktywne samorządy lokalne dwoją się i troją, aby umiejętnie regulować narastające natężenie ruchu drogowego, wprowadzając miejskie strefy płatnego parkowania.

Drożej niż kiedykolwiek. Ceny parkingów nad Bałtykiem budzą emocje. "Trwa jakiś wyścig"
Fot. Stoica Adrian's Images/CanvaPro

Dynamicznie narastający problem leży jednak zupełnie na innym obszarze rynkowej rywalizacji, w tak zwanej szarej strefie przyzwoitości biznesowej. Tuż obok wyznaczonych, transparentnych i regulowanych stref miejskich masowo powstają całkowicie prywatne, często zaledwie prowizoryczne place postojowe i grodzone siatką piaszczyste trawniki. Sprytni właściciele niewielkich gruntów wyjątkowo szybko dostrzegli w bezpośrednim sąsiedztwie głównych wejść na szerokie plaże wymarzoną, prawdziwą żyłę złota.

Model biznesowy w tym wypadku jest zoptymalizowany pod szybki zysk. Brak jakichkolwiek regulacji prawnych określających odgórnie dozwolone progi cenowe na terenach należących do podmiotów prywatnych sprawia, że rynkowi operatorzy swobodnie dyktują wyśrubowane cenniki, które nierzadko całkowicie ignorują elementarne zasady rynkowego fair play. Powszechnie zdarza się, że narzucona prowizyjna opłata za zaledwie godzinę postoju przekracza 15 czy 20 złotych, a każda, nawet minutowa, zwłoka w opłacie jest przez system karana.

Zobacz też: Koniec z "pułapką spadkową". Dziurawy przepis o dziedziczeniu ma zostać zamknięty

Turystka pojechała nad morze. Tyle musiała zapłacić za parking

Rosnące ceny parkowania nad Bałtykiem coraz częściej wywołują irytację wśród turystów. Dziś za kilkugodzinny postój trzeba zapłacić nawet kilkadziesiąt złotych, a przyjezdni pytają, czy chodzi jeszcze o uporządkowanie ruchu, czy już o maksymalne wykorzystanie sezonowego zainteresowania. Z takimi odczuciami wróciła z długiego weekendu Bożego Ciała czytelniczka "Faktu", pani Joanna, która od lat odwiedza Kąty Rybackie i Mikoszewo na Mierzei Wiślanej

Jak relacjonuje, tegoroczny wyjazd mocno ją rozczarował, szczególnie ze względu na opłaty za zostawienie samochodu w pobliżu plaży. Kobieta zwraca uwagę, że w Kątach Rybackich płatna strefa pojawiła się na drodze prowadzącej do morza, czyli w miejscu, z którego turyści korzystali od lat. Według jej relacji pierwsza godzina postoju kosztuje tam 5 zł, dwie godziny 11 zł, a całodniowy bilet 30 zł

Dodatkowo czytelniczka narzeka na sposób działania parkometrów. Jak twierdzi, nie można zapłacić monetami za krótszy, faktyczny czas postoju, np. kilkadziesiąt minut. Zamiast tego trzeba wykupić pełną godzinę, nawet jeśli ktoś przyjechał tylko na krótki spacer albo chce na chwilę zejść na plażę. 

Jeszcze drożej, jak opisuje pani Joanna, jest w Mikoszewie. Tam godzina parkowania ma kosztować 10 zł, a każda kolejna tyle samo. Za cały dzień postoju trzeba zapłacić 40 zł. Czytelniczkę zaskoczyło również to, że opłaty obowiązują przez całą dobę, także w nocy. Jak przyznaje, nie wie, czy chodzi o parking prywatny, czy publiczny, ale z perspektywy turysty takie stawki odbiera jako przesadzone.

Mam wrażenie, że nad Bałtykiem trwa jakiś niekontrolowany wyścig o to, kto skuteczniej opróżni kieszenie przyjezdnych. Noclegi drożeją, gastronomia drożeje, a teraz nawet pozostawienie samochodu na kilka godzin przy plaży kosztuje tyle, co kiedyś całodniowe parkowanie w centrum dużego miasta. Za chwilę okaże się, że rodzinny wyjazd nad morze będzie luksusem dostępnym tylko dla najzamożniejszych. Tak mnie załatwili - czytamy na łamach “Faktu”.

W liście do redakcji kobieta nie kryje rozgoryczenia. Jej zdaniem nad Bałtykiem coraz wyraźniej widać, że niemal każdy element wypoczynku staje się droższy, od noclegów, przez jedzenie, aż po samo zaparkowanie auta. Pani Joanna ocenia, że rodzinny wyjazd nad morze zaczyna być coraz większym obciążeniem dla domowego budżetu. Po ostatnim pobycie na Mierzei Wiślanej po raz pierwszy zaczęła się zastanawiać, czy kolejny urlop nad Bałtykiem nadal ma sens.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: