Dodatkowe opłaty przy kasach w supermarketach, klienci narzekają. "Kaucja nie jest podatkiem"
Polacy uwielbiają codzienne zakupy w dyskontach, gdzie od lat trwa zacięta walka o najniższe ceny. Ostatnio jednak wielu klientów ze zdziwieniem spogląda na ostateczny paragon. Kwota do zapłaty często mija się z wartością na sklepowym regale. Ta subtelna zmiana to efekt nowych regulacji, które drastycznie zmieniają rynkowe standardy.
- To tu Polacy robią zakupy
- Nowy system wciąż wywołuje emocje
- Biedronka i Lidl stosują te praktyki
To tu Polacy robią zakupy
Współczesny polski rynek handlu detalicznego jest zdominowany przez potężnych graczy z zagranicznym kapitałem. Dyskont (wielkopowierzchniowy sklep samoobsługowy o zoptymalizowanym asortymencie, rywalizujący głównie polityką niskich marż) stanowi dzisiaj podstawowe miejsce zaopatrywania się milionów obywateli. Zdecydowanymi liderami tego lukratywnego segmentu są portugalska Biedronka, należąca do grupy Jeronimo Martins, oraz niemiecki Lidl ze stajni Schwarz Gruppe. Obie organizacje od wielu kwartałów prowadzą bezpardonową wojnę cenową. Przedsiębiorstwa bezustannie prześcigają się w krzykliwych promocjach, niegdyś wysyłając klientom wiadomości tekstowe z porównaniami koszyków zakupowych. Taka wysoce agresywna polityka handlowa sprawiła, że wszyscy staliśmy się wyjątkowo wyczuleni na każdy grosz różnicy.

Czy jednak w gąszczu kolorowych szyldów zawsze wiemy, ile ostatecznie zostawimy przy kasie? Wieloletnie przyzwyczajenie do szybkiego rzutu oka na gigantyczne cyfry na regałach może obecnie stać się powodem niemiłego rozczarowania. Zacięta rywalizacja imperiów handlowych naturalnie przeniosła się na zupełnie nowy front informacyjny. Kluczową rolę odgrywa na nim obecnie odrębne, nierzadko mniej widoczne prezentowanie dodatkowych, odgórnie nałożonych opłat państwowych.
Ten pozornie drobny detal powoduje, że sumaryczna kwota widniejąca na paragonie fiskalnym budzi ogromne kontrowersje wśród najwierniejszych bywalców marketów. Nabywcy czują się zdezorientowani, gdy system kasowy w ułamku sekundy powiększa wartość ich zakupów o kilkanaście złotych. Co istotne, wszelkie nowe koszty zostały podyktowane przez urzędników, ale już sama metoda poinformowania o nich kupującego pozostaje w stu procentach autonomiczną, precyzyjnie przekalkulowaną decyzją zarządów poszczególnych spółek.
Nowy system wciąż wywołuje emocje
Ogromne zaskoczenie towarzyszące skanowaniu wybranych towarów to bezpośrednie pokłosie wdrażania bezprecedensowego projektu ekologicznego. Ogólnopolski system kaucyjny (ustawowy mechanizm przymusowej zbiórki pustych opakowań po napojach, gwarantujący ich sprawny recykling) na stałe wpisuje się w rynkowy krajobraz. Jego fundamentalnym, narzuconym przez dyrektywy unijne celem, jest drastyczna redukcja milionów ton wyrzucanego plastiku oraz szkła. Wymóg ten wymusił na rozlewniach wód mineralnych i potężnych podmiotach branży detalicznej diametralną przebudowę dotychczasowej infrastruktury. Dla sieci handlowych oznacza to konieczność inwestycji rzędu setek milionów złotych w nowoczesne maszyny zbiórkowe, modyfikację budynków oraz zbudowanie skomplikowanego zaplecza logistycznego. Konsument dostrzega jednak tylko wierzchołek tej góry lodowej.

Ile realnie kosztuje nas ta ambitna wizja ratowania naturalnego ekosystemu? Ustawodawcy wycenili kaucję w bardzo sztywny sposób, nie pozostawiając przestrzeni na rynkowe negocjacje. Przy wrzuceniu do wózka napoju w popularnej butelce z tworzywa sztucznego do trzech litrów lub w klasycznej puszce, do ceny asortymentu obligatoryjnie doliczane jest równe pięćdziesiąt groszy. Za szklaną butelkę wielokrotnego użytku odgórna dopłata wynosi okrągłą złotówkę. Wszystkie placówki handlowe o powierzchni przekraczającej dwieście metrów kwadratowych są bezwzględnie zobligowane do przyjmowania tych wyselekcjonowanych opakowań.
Proces zwrotu jest stosunkowo intuicyjny. Klient, aby błyskawicznie odzyskać wydatek kapitałowy, po prostu oddaje puste butelki do recyklomatu stojącego w sklepie. Maszyna automatycznie weryfikuje kod kreskowy i kształt pojemnika, a następnie drukuje specjalny bon. Procedura odbywa się bez konieczności okazywania starego paragonu z dnia zakupu.
Biedronka i Lidl stosują te praktyki
Główny problem pojawia się znacznie wcześniej, już na etapie planowania sprawunków i selekcji produktów. Lidl oraz Biedronka, desperacko pragnąc uchodzić za liderów taniości, umieszczają na głównych szyldach cenowych wyłącznie stawkę netto napoju. Często nie eksponują kosztu nałożonej kaucji w kluczowym dla ludzkiego wzroku, pogrubionym druku. Wartość nowej opłaty środowiskowej oczywiście oficjalnie figuruje na etykiecie, jednak jest ukryta pod postacią mikroskopijnego tekstu przy kodzie kreskowym. Niczego nieświadomy kupujący bierze w pośpiechu kilka zgrzewek wody mineralnej oraz soki, przekonany o upolowaniu fantastycznej okazji cenowej. Dopiero przy samoobsługowym terminalu płatniczym ze zdziwieniem uiszcza rachunek zawyżony nagle o dziesięć czy piętnaście złotych.
Czy wprowadzanie takiej iluzji optycznej łamie zasady rynkowej gry? Z perspektywy prawa handlowego dyskonty nie naruszają przepisów. Urzędowe normy dopuszczają bowiem prezentowanie rozbitej struktury kosztów, separując bazową należność za płyn od opłat kaucyjnych. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (organ państwowy pilnujący rynkowej przejrzystości) kilkukrotnie nawoływał jednak sieci do wykazania zdecydowanie większej transparentności.
Zgodnie z przepisami w cenie uwzględnia się podatek od towarów i usług oraz ewentualny podatek akcyzowy. Kaucja nie jest podatkiem, dlatego nie powinna być wliczana do ceny - mówiła "Faktowi" Agnieszka Orlińska z UOKiK.
W internecie regularnie wylewa się fala narzekań, potęgowana dość rygorystyczną formą rozliczania zwrotów. Ten sprytny zabieg biznesowy w postaci wydawania voucherów zamiast gotówki gwarantuje korporacjom, że pieniądze ostatecznie i tak zostaną wydane w ich placówkach. Droga do neutralności klimatycznej jest dla polskiej gospodarki procesem nieuniknionym. Dla statystycznego konsumenta oznacza ona jednak definitywny koniec ery beztroskich zakupów.