Dino na krawędzi konfliktu. Związkowcy nie odpuszczają, grożą wielkim strajkiem
Mediacje między gigantem handlowym Dino Polska a stroną związkową zakończyły się fiaskiem, pozostawiając pracowników z poczuciem zlekceważenia. Brak konkretnych deklaracji ze strony zarządu oraz narastający konflikt z byłą kierowniczką sprawiają, że nad jedną z największych sieci marketów w kraju zawisło widmo ogólnopolskiego strajku.
- Związkowcy z rozgoryczeniem oceniają działania zarządu Dino
- Możliwość ogólnopolskiego strajku w tysiącach marketów
- Zwolniona kierowniczka nie zamierza odpuścić - zapowiada zdecydowane kroki
Związkowcy z rozgoryczeniem oceniają działania zarządu Dino
Sytuacja na linii pracownicy-zarząd w sieci Dino Polska staje się coraz bardziej krytyczna. Ostatnie spotkanie mediacyjne, które odbyło się 7 kwietnia, miało być szansą na wypracowanie kompromisu w palących kwestiach socjalnych i płacowych.
Niestety, rzeczywistość okazała się zgoła inna, a przedstawiciele OPZZ Konfederacja Pracy nie kryją swojego głębokiego rozczarowania postawą drugiej strony.

Wojciech Jendrusiak, przewodniczący związku, wprost określa przebieg rozmów jako bezowocny monolog. Według jego relacji, związkowcy szczegółowo przedstawili swoje postulaty, jednak ze strony przedstawicieli Dino nie padła ani jedna merytoryczna odpowiedź. Co więcej, strona społeczna od listopada ubiegłego roku bezskutecznie domaga się wglądu w dokumentację dotyczącą regulaminu pracy, wynagradzania oraz Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych.
Mediacje z Dino Polska nie przyniosły oczekiwanego przełomu. — Rozmowy stoją w miejscu, to bardziej monolog niż dialog — relacjonuje "Faktowi" przewodniczący Konfederacji Pracy Wojciech Jendrusiak.
Brak transparentności w zakresie ZFŚS, który jest ustawowym obowiązkiem (fundusz tworzony przez pracodawców zatrudniających powyżej 50 pracowników na cele socjalne), przelał czarę goryczy. Związkowcy podejrzewają, że mogło dojść do naruszenia obowiązujących przepisów prawa, co skłoniło ich do podjęcia kroków ostatecznych i złożenia zawiadomienia do prokuratury.
Przedstawiliśmy swoje postulaty, omówiliśmy je, a ze strony spółki Dino nie padło ani jedno słowo odpowiedzi. Przyjechali nieprzygotowani, nie odnieśli się do żadnego z naszych żądań — relacjonuje związkowiec.
Możliwość ogólnopolskiego strajku w tysiącach marketów
W obliczu impasu negocjacyjnego, Konfederacja Pracy zapowiada radykalizację swoich działań. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych dniach zostanie ogłoszony strajk ostrzegawczy. Jest to narzędzie, które ma sprawdzić realną determinację pracowników oraz ich gotowość do walki o lepsze warunki.
Prawdopodobnie ogłosimy w najbliższych dniach strajk ostrzegawczy — dodaje Jendrusiak w rozmowie z “Faktem”.
Co istotne z punktu widzenia procedur, do przeprowadzenia takiego protestu nie jest wymagane wcześniejsze referendum, co znacznie przyspiesza całą ścieżkę formalną. Skala ewentualnego protestu może być ogromna, biorąc pod uwagę, że Dino posiada w Polsce już ponad 3 tysiące placówek i zatrudnia imponującą rzeszę ponad 50 tysięcy osób.
Nastroje wewnątrz firmy oceniane są jako bardzo złe, co potwierdzają również wyniki kontroli prowadzonych przez Państwową Inspekcję Pracy.
Związkowcy ujawnili, że inspektorzy wykryli już ponad tysiąc nieprawidłowości, a lista uchybień wciąż się wydłuża. Spółka, mimo doskonałej kondycji finansowej i dynamicznej ekspansji rynkowej, zdaniem strony społecznej szuka oszczędności tam, gdzie nie powinna – na własnej kadrze.
Główne postulaty są jasne i obejmują wzrost wynagrodzeń o 900 złotych, natychmiastowe uruchomienie funduszu socjalnego oraz zwiększenie obsady w sklepach, co miałoby odciążyć nadmiernie eksploatowanych pracowników.
Zobacz też: Giełdowe zamieszanie wokół Dino. W jeden dzień zniknęły miliardy
Zwolniona kierowniczka nie zamierza odpuścić - zapowiada zdecydowane kroki
Symbolem oporu wobec polityki korporacyjnej Dino stała się Katarzyna Kiwerska, była kierowniczka jednego ze sklepów, która została zwolniona dyscyplinarnie. Jej obecność przy stole negocjacyjnym wywołała wyraźny dyskomfort u przedstawicieli spółki, którzy bezskutecznie próbowali podważyć jej udział w składzie delegacji.
Nie chcieli mnie w składzie. Ale się nie poddałam. Chcę, by pracownicy wiedzieli, że prawo jest po ich stronie — podkreśla Kiwierska w rozmowie z “Faktem”.
Kiwerska, która zdecydowała się walczyć o swoje prawa w sądzie pracy, podkreśla, że jej sprawa ma wymiar znacznie szerszy niż tylko osobisty interes. Domaga się ona przede wszystkim sprostowania świadectwa pracy, twierdząc, że jej zwolnienie było bezprawne i stanowiło formę odwetu.
Jak już powiedziałam A, to trzeba powiedzieć B. Najgorsze, co mogę zrobić, to odpuścić w tym momencie temat, bo to też by był dla innych pracowników sygnał, że gdzieś się poddałam. To byłby znak, że nie warto walczyć. A nie o to chodzi, prawda? — dodaje w rozmowie z "Faktem".

Dla wielu zatrudnionych jej postawa jest sygnałem, że pracownik nie jest bezbronny wobec wielkiej korporacji i może skutecznie domagać się przestrzegania przepisów. Kolejne spotkanie z zarządem zaplanowano na 27 kwietnia, jednak związkowcy nie zamierzają bezczynnie czekać.
Jeśli nastroje w regionach potwierdzą dużą mobilizację, akcja protestacyjna może objąć całą Polskę jeszcze przed końcem miesiąca. Spółka Dino Polska, która do tej pory unikała jasnych deklaracji, może zostać zmuszona do dialogu nie przez argumenty przy stole, ale przez puste półki i zamknięte drzwi swoich marketów.