Czym grozi masowe zniknięcie Ukraińców? Polski rynek pracy może się załamać
Nagłe zniknięcie pracowników z Ukrainy, którzy od lat są ważną częścią polskiego rynku pracy i codziennego funkcjonowania wielu firm mogłoby wywołać odczuwalne skutki dla całej gospodarki. Jak wskazywano podczas Panelu Ekonomistów "Rzeczpospolitej”, chodzi nie tylko o wskaźniki PKB, ale też o realne konsekwencje, które odczuliby zarówno przedsiębiorcy, jak i konsumenci.
Znikną pracownicy z rynku? Skutki mogą być kosztowne dla gospodarki
Polska gospodarka, choć uznawana za relatywnie odporną, jest silnie uzależniona od pracy cudzoziemców. Pod koniec października 2025 r. w Polsce zatrudnionych było około 1,14 mln obcokrajowców. To najwyższy dotychczas wynik, oznaczający wzrost o 7,1 proc. w ujęciu rocznym. Najliczniejszą grupę stanowią przede wszystkim obywatele Ukrainy. Jak informuje "Rzeczpospolita”, w Polsce pracuje obecnie od 770 tys. do ponad 1 mln Ukraińców, co odpowiada ok. 6 proc. wszystkich zatrudnionych. W razie zawieszenia wojny i masowego exodusu ich nagłe zniknięcie bez wątpienia oznaczałoby wyraźny wstrząs dla rynku pracy i całej gospodarki.

Eksperci wskazują konkretne wyliczenia: odpływ 500 tys. pracowników przełożyłby się na spadek produktu krajowego brutto o ok. 0,8 pkt proc. w krótkim okresie. W kolejnych latach tempo wzrostu gospodarczego byłoby średnio o 0,2 pkt proc. niższe. To pokazuje, że znaczenie tej grupy dla utrzymania dynamiki wzrostu jest bardzo duże. Skutki nie ograniczyłyby się jednak wyłącznie do PKB. Niedobór pracowników wywołałby presję płacową, co przełożyłoby się na wzrost inflacji.
Czytaj więcej: Zełenski nie wystartuje w wyborach na prezydenta? Wiadomo, kto mógłby go zastąpić
Jak podaje "Rzeczpospolita”, wskaźnik CPI mógłby wzrosnąć o 0,5–0,6 pkt proc. W konsekwencji mogłoby to wymusić utrzymywanie wyższych stóp procentowych – nawet o 0,25–0,5 pkt proc. Oznacza to, że potencjalny odpływ Ukraińców uderzyłby zarówno w przedsiębiorstwa, jak i gospodarstwa domowe. Wyższe koszty pracy, droższy kredyt i rosnące ceny to scenariusz, który odczułby praktycznie każdy uczestnik rynku.
Fala powrotów do Ukrainy? Eksperci rozwiewają wątpliwości
Choć potencjalne skutki odpływu pracowników są poważne, ekonomiści podkreślają, że prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest bardzo nikłe. Jak wskazuje cytowany przez "Rzeczpospolitą” główny ekonomista mBanku Marcin Mazurek, nawet duży odpływ nie byłby dla gospodarki wstrząsem, co świadczy o jej relatywnej odporności.
Czytaj więcej: Wielka zmiana w świadczeniach od 5 marca. Dla tych obywateli dostęp został ograniczony
Z kolei dr Paweł Strzelecki zwraca uwagę, że zakończenie wojny w Ukrainie nie musi oznaczać masowych powrotów. Wręcz przeciwnie - może sprzyjać dalszej migracji do Polski, na przykład poprzez łączenie rodzin. Potwierdzają to badania przywoływane przez "Rzeczpospolitą”. Wynika z nich, że tylko 14 proc. uchodźców deklaruje chęć powrotu do Ukrainy po zakończeniu wojny. Znaczna część nie planuje zmiany miejsca pobytu lub chce zostać w Polsce na dłużej, natomiast 30–40 proc. pozostaje niezdecydowanych.
W obliczu toczącej się wojny trzeba brać pod uwagę, że wielu obywateli Ukrainy rozpoczęło życie właściwie od nowa w Polsce. Stabilność zatrudnienia, warunki życia oraz niepewność związana z sytuacją w Ukrainie sprawiają, że Polska pozostaje dla wielu atrakcyjnym miejscem do życia i pracy.

Zagrożenie istnieje, ale masowych wyjazdów raczej nie będzie
Nie oznacza to jednak, że ryzyko odpływu pracowników z Ukrainy nie istnieje. Jak wskazuje "Rzeczpospolita”, raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego z 2025 r. sugeruje, że prawdopodobieństwo pozostania ok. 650 tys. pracowników jest niskie lub bardzo niskie. To sygnał ostrzegawczy dla rynku pracy.
Potencjalne niedobory mogłyby szczególnie dotknąć kluczowe sektory, takie jak budownictwo, przemysł czy usługi – czyli obszary, w których udział pracowników z Ukrainy jest znaczący. Ewentualne braki kadrowe mogłyby prowadzić do ograniczenia produkcji, opóźnień inwestycji oraz wzrostu kosztów działalności firm.
Mimo tych zagrożeń ekonomiści podkreślają, że scenariusz masowego powrotu obywateli Ukrainy do ojczyzny pozostaje mało prawdopodobny. Jak zauważa Marcin Mazurek, wpływają na to m.in. obawy przed przedłużającą się wojną oraz relatywnie lepsze warunki życia w Polsce w porównaniu z Ukrainą.
W praktyce oznacza to, że choć gospodarka powinna przygotowywać się na możliwe zmiany w strukturze zatrudnienia, nie należy zakładać gwałtownego odpływu pracowników. Kluczowe będzie jednak utrzymanie atrakcyjności polskiego rynku pracy oraz stabilnej polityki migracyjnej.