Coś pękło na rynku pracy. Polacy nie mają złudzeń, wskaźniki jak sprzed 18 lat
Choć oficjalne wskaźniki makroekonomiczne przez długi czas usypiały naszą czujność, miniony rok zweryfikował poczucie bezpieczeństwa polskich pracowników. Pod powierzchnią rekordowo niskiego bezrobocia doszło do pęknięcia, którego skutki będziemy odczuwać jeszcze długo. Firmy nad Wisłą przeprowadziły największą czystkę kadrową od kilkunastu lat.
- Z tymi problemami zmagają się światowe gospodarki
- W Polsce doszło do fali zwolnień grupowych
- Te firmy dokonały zwolnień grupowych w 2025
Z tymi problemami zmagają się światowe gospodarki
Kiedy analitycy patrzą na wykresy obrazujące rynek pracy, rok 2025 jawi się jako niechlubna anomalia, którą ostatni raz obserwowaliśmy w ponurych czasach po upadku banku Lehman Brothers. Wówczas, w latach 2008-2009, światowy system finansowy drżał w posadach, a fala zwolnień była bezpośrednim skutkiem załamania popytu i zamrożenia akcji kredytowej. Dziś sytuacja jest zgoła inna, choć skutek pozostaje ten sam: tysiące ludzi tracących źródło utrzymania.

Wtedy walczyliśmy z recesją wywołaną przez toksyczne aktywa, obecnie zmagamy się z kumulacją czynników kosztowych i technologicznych, które zmuszają przedsiębiorstwa do radykalnych cięć. To paradoks, z którym trudno się pogodzić, gospodarka teoretycznie rośnie, a mimo to liczba zgłaszanych zwolnień grupowych osiągnęła poziom, który przypomina statystyki z czasów głębokiego kryzysu. Mechanizm dzisiejszych redukcji różni się fundamentalnie od tego sprzed blisko dwóch dekad. W tamtym okresie bezrobocie szybowało w górę gwałtownie, dotykając niemal każdej branży.
Obecnie mamy do czynienia z bardziej punktowymi, ale niezwykle bolesnymi uderzeniami. Zjawisko to jest o tyle podstępne, że statystyczna stopa bezrobocia, wciąż utrzymująca się na relatywnie niskim poziomie, maskuje dramat tysięcy rodzin. Firmy nie bankrutują masowo, jak miało to miejsce w przeszłości, lecz dokonują "optymalizacji”, słowa klucza, pod którym kryje się likwidacja stanowisk uznanych za zbędne w dobie automatyzacji i sztucznej inteligencji.
W Polsce doszło do fali zwolnień grupowych
Liczby nie kłamią, a te podsumowujące minione dwanaście miesięcy są porażające. Z danych przytaczanych przez “Rzeczpospolitą” wynika, że w całym 2025 roku zgłoszono do zwolnień grupowych łącznie 97,6 tysiąca pracowników. To wynik, który mrozi krew w żyłach, zwłaszcza gdy zestawimy go z danymi z lat poprzednich. Mamy do czynienia z absolutnym rekordem ostatnich lat, który wyraźnie przewyższył wyniki notowane w poprzednich okresach, stanowiąc znaczący skok w statystykach.
Procedura zwolnień grupowych, uregulowana ściśle przepisami prawa pracy, nie jest procesem, który zarządy firm uruchamiają pod wpływem impulsu. To skomplikowana machina wymagająca konsultacji ze związkami zawodowymi oraz oficjalnych zgłoszeń do urzędów pracy, co świadczy o tym, że decyzje te były przemyślane i, co gorsza, nieuniknione z perspektywy rachunku zysków i strat. Co doprowadziło do tak drastycznych ruchów? Eksperci wskazują na zabójczą mieszankę. Po pierwsze, skokowy wzrost płacy minimalnej w ostatnich latach, choć korzystny społecznie, dla wielu przedsiębiorstw, zwłaszcza w sektorze produkcyjnym i usługowym, stał się barierą nie do przeskoczenia.

Koszty pracy w Polsce zaczęły tracić swoją wyraźną konkurencyjność w skali regionu, co skłoniło międzynarodowe korporacje do relokacji procesów do tańszych jurysdykcji lub zastępowania ludzi maszynami. Po drugie, ceny energii, które mimo tarcz osłonowych wciąż dławią przemysł energochłonny. Widzieliśmy to wyraźnie w branży motoryzacyjnej, meblarskiej czy odzieżowej, gdzie całe zakłady znikały z mapy gospodarczej Polski w ciągu kilku tygodni. Zwolnienia grupowe w 2025 roku to nie tylko efekt "chłodzenia” gospodarki, ale przede wszystkim jej strukturalnej przebudowy, w której czynnik ludzki przegrywa z bezwzględną efektywnością algorytmów i robotyzacji.
Zobacz też: MEN ujawnia listę. To najbardziej pożądane zawody w Polsce, wiele osób się zdziwi
Te firmy dokonały zwolnień grupowych w 2025
W 2025 roku temat zwolnień grupowych wyraźnie zdominował debatę o sytuacji na rynku pracy w Polsce. Jak podkreśla "Rzeczpospolita”, liczba zgłoszonych do urzędów pracy zwolnień grupowych była aż trzykrotnie wyższa niż rok wcześniej. Skok ten w dużej mierze wynikał z działań Poczty Polskiej, która w związku ze zmianą regulaminu wynagrodzeń musiała zgłosić ponad 51 tys. tzw. wypowiedzeń zmieniających. Nawet po wyłączeniu tego przypadku skala zjawiska pozostaje znacząca, w 2025 roku zgłoszenia objęły około 46 tys. osób.
Społeczne emocje wokół zwolnień nasilał fakt, że redukcje zapowiadały znane i duże firmy. "Rzeczpospolita” wskazuje m.in. na PKP Cargo, Black Red White, Beko, Henkel czy Eko-Okna. Dużym echem odbiła się również fala zwolnień w centrach usług wspólnych międzynarodowych korporacji, takich jak Fujitsu Technology Solutions, HSBC, Heineken czy Shell, która szczególnie dotknęła rynek pracy w Krakowie. Zwolnienia grupowe ogłaszały także firmy produkcyjne, w połowie grudnia 2025 r. jeden z największych producentów płytek ceramicznych w Polsce zapowiedział redukcję 140 etatów, co stanowiło około 13 proc. załogi, tłumacząc decyzję koniecznością cięcia kosztów.
Jednocześnie dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pokazują, że nie wszystkie zgłoszenia oznaczają faktyczną utratę pracy. Aż 65 proc. zapowiadanych w 2025 roku zwolnień dotyczyło wypowiedzeń zmieniających warunki pracy lub płacy. Jak wyjaśnia prof. Ewa Flaszyńska, dyrektorka Departamentu Rynku Pracy w MRPiPS, wiele procesów kończy się porozumieniami z pracownikami, którzy pozostają w firmach, choć na zmienionych zasadach. W praktyce oznacza to, że skala realnych redukcji etatów jest mniejsza niż wynikałoby to z samych statystyk zgłoszeń, choć nie zmienia to faktu rosnącej niepewności na rynku pracy w 2025 roku.