Zaskakujące odkrycie w ciężarówce z Białorusi. To znaleźli podczas kontroli
Funkcjonariusze lubelskiej Krajowej Administracji Skarbowej udaremnili przemyt rzadkich gadów wartych fortunę. Nielegalny ładunek ukryto w zaskakującym miejscu pojazdu ciężarowego, a kierowca liczył na łatwy zarobek na polskim rynku. Sprawa szybko trafiła do organów ścigania.
Międzynarodowy przemyt dzikiej fauny to od lat jeden z najbardziej dochodowych, a zarazem bezwzględnych segmentów szarej strefy na świecie. Nielegalny obrót okazami flory i fauny generuje miliardy dolarów rocznie, ustępując jedynie handlowi bronią, narkotykami oraz ludźmi.
Czarny rynek egzotycznej fauny zderza się z unijną granicą
Polska stanowi kluczowy punkt tranzytowy na szlakach wiodących ze Wschodu. To właśnie na odcinku granicy z Białorusią funkcjonariusze celno-skarbowi regularnie stawiają tamę próbom wprowadzenia na wspólny rynek unijny dóbr bez wymaganych prawem zezwoleń.
Choć statystyki najczęściej zdominowane są przez wyroby tytoniowe czy alkohol, to próby przemytu żywych stworzeń budzą szczególne emocje i wymagają natychmiastowej reakcji służb.
Każdy taki przypadek uruchamia skomplikowaną procedurę prawną opartą na regulacjach międzynarodowych. Kluczowym narzędziem jest w tym obszarze Konwencja Waszyngtońska CITES, czyli porozumienie regulujące handel dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem.
Restrykcyjne przepisy obejmują nie tylko żywe okazy, lecz także wyroby ze skóry, medykamenty tradycyjnej medycyny wschodniej czy trofea myśliwskie. Wprowadzenie na obszar celny Unii Europejskiej jakiegokolwiek okazu ujętego w załącznikach CITES bez uprzednio wydanych zezwoleń importowych stanowi poważne przestępstwo celne i środowiskowe.
Skala zjawiska nie maleje, bo popyt na rzadkie okazy w Europie Zachodniej i Środkowej utrzymuje się na wysokim poziomie, a marże pośredników bywają zawrotne.
Wartość jaszczurek oszacowano na blisko 100 tys. zł
Do kolejnego incydentu doszło podczas rutynowej kontroli w Oddziale Celnym w Koroszczynie. Na terminal wjechał samochód ciężarowy kierowany przez 41-letniego obywatela Białorusi. Mundurowi skierowali zestaw do szczegółowej rewizji. Doświadczenie celników szybko zaprocentowało, gdy ich wzrok przyciągnęły podejrzane schowki.
W kabinie kierowcy oraz w przestrzeni agregatu chłodniczego naczepy ukryto foliowe worki oraz plastikowe pudełka. Wewnątrz znajdował się żywy ładunek. Łącznie funkcjonariusze doliczyli się 41 żywych jaszczurek stłoczonych w warunkach zagrażających ich przetrwaniu.



Na miejsce natychmiast wezwano koordynatora do spraw CITES z lubelskiej izby celnej. Wstępna ekspertyza potwierdziła obecność przedstawicieli rzadkich rodzajów, takich jak Goniurosaurus, Smaug, Cordylus, Calotes oraz Lacerta.
Część zabezpieczonych gadów bezpośrednio podlega rygorystycznemu reżimowi ochrony konwencji waszyngtońskiej. Wartość rynkową całej przechwyconej partii oszacowano na blisko 100 tys. zł, co dobitnie świadczy o randze procederu.
Zatrzymany kierowca nie posiadał żadnych dokumentów weterynaryjnych ani zezwoleń przewozowych. Zabezpieczone zwierzęta natychmiast trafiły pod opiekę specjalistów z Centralnego Azylu dla Zwierząt, gdzie zapewniono im odpowiednie warunki bytowe i kwarantannę. Co grozi obywatelowi Białorusi?
Zobacz też: Zmiany w chowaniu zmarłych już w Senacie. Teraz grozi za to kara nawet 5 tys. zł
Jaszczurki kupione w rosyjskim internecie miały trafić w nieznane ręce
Kulisy całego przedsięwzięcia odsłoniły zeznania samego kierowcy. Mężczyzna przyznał, że 41 żywych jaszczurek zakupił za pośrednictwem rosyjskich portali ogłoszeniowych. Plan biznesowy był prosty: przewieźć zwierzęta przez granicę do Polski i przekazać umówionemu, nieznanemu wcześniej odbiorcy.
Za realizację transakcji Białorusin miał zainkasować 3 tys. euro. Różnica między oferowaną mu zapłatą a wartością rynkową okazów sięgającą 100 tys. zł pokazuje, jak potężne zyski inkasują organizatorzy takich łańcuchów dostaw kosztem zwerbowanych kurierów.
Dla kierowcy próba łatwego zarobku skończy się poważnymi kłopotami sądowymi. Polskie prawo traktuje przemyt gatunków chronionych niezwykle surowo. Za nielegalny przewóz przez granicę okazów podlegających przepisom CITES grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.
Do tego dochodzą sankcje finansowe oraz niemal pewna utrata prawa wykonywania zawodu przewoźnika. Zamiast obiecanych 3 tys. euro w gotówce, kierowca ciężarówki musi liczyć się z pobytem w zakładzie karnym.