Bilety podrożeją nawet o 20%. Rekordowe podwyżki w Ryanair na horyzoncie
Podniebne podróże powoli przestają być tanim kaprysem dla każdego. Ostatnie zapowiedzi gigantów rynku lotniczego wstrząsnęły branżą turystyczną, sugerując, że nadchodzące miesiące przyniosą bezprecedensowy skok opłat za rejsy po Starym Kontynencie. Osoby planujące urlopy muszą przygotować się na spore wydatki, bo era taniego latania najwyraźniej dobiega końca.
Wojna na Bliskim Wschodzie wywraca do góry nogami dotychczasowe kalkulacje przewoźników i znacząco podnosi koszty operacyjne linii lotniczych. Głównym czynnikiem dynamizującym podwyżki stały się gwałtownie drożejące surowce energetyczne, a w szczególności paliwo lotnicze.
Ryanair ostrzega przed podwyżką cen biletów lotniczych
Europejski rynek przewozów pasażerskich staje w obliczu poważnego sprawdzianu finansowego. Przez lata przyzwyczailiśmy się do promocyjnych taryf, gdzie podróż na drugi koniec kontynentu kosztowała mniej niż bilet kolejowy między polskimi miastami. Ten model biznesowy opierał się jednak na efektywnym zarządzaniu ryzykiem oraz wyjątkowo sprzyjającym otoczeniu makroekonomicznym.
Obecnie ten skomplikowany mechanizm zaczyna zgrzytać pod wpływem potężnych impulsów zewnętrznych. Pasażerowie planujący urlopy na kolejne sezony coraz częściej przecierają oczy ze zdumienia, widząc stawki w systemach rezerwacyjnych.
Nie jest to jedynie chwilowy skok cen podyktowany szczytem wakacyjnym, lecz głęboka korekta całego rynku przewozów pasażerskich.

Podstawową przyczyną rynkowego zawirowania są rosnące wydatki operacyjne, z którymi muszą mierzyć się linie lotnicze. Wojna na Bliskim Wschodzie z udziałem Iranu doprowadziła do gwałtownych skoków cen surowców energetycznych na światowych giełdach.
Paliwo lotnicze stanowi nawet 30-40 proc. wszystkich kosztów ponoszonych przez przewoźników w trakcie realizowania pojedynczego rejsu. Gdy ceny ropy idą w górę, marże operacyjne przewoźników natychmiast topnieją.
Przez ostatnie lata linie radziły sobie z tą zmiennością poprzez hedging, czyli instrument finansowy pozwalający zakontraktować cenę surowca z góry na określony czas. Polega on na zawieraniu umów terminowych z instytucjami finansowymi, co chroni przedsiębiorstwo przed nagłymi wstrząsami rynkowymi.
Problem w tym, że stare, niezwykle tanie umowy powoli dobiegają końca, a odnowienie ich na obecnych warunkach jest wybitnie kosztowne.
Droższe paliwo uderzy w wydatki pasażerów
Jeszcze do niedawna branżowi giganci spali spokojnie dzięki dalekowzrocznym decyzjom skarbników korporacyjnych. Irlandzki Ryanair zabezpieczył aż 80 proc. swojego zapotrzebowania na paliwo po stawce zaledwie 67 dolarów za baryłkę z terminem obowiązującym do marca 2027 roku.
Taka tarcza chroniła przewoźnika przed bezpośrednią uderzeniową falą drożejącej ropy. Jednak już w kolejnych miesiącach sytuacja ulegnie diametralnej zmianie.
Na okres rozpoczynający się w kwietniu 2027 roku spółka ma ustaloną stałą cenę 85 dolarów za baryłkę dla zaledwie 15 proc. potrzebnego surowca. Tymczasem aktualne notowania na światowych giełdach są niemal dwukrotnie wyższe od stawek z wygasających umów.
U większości konkurentów sytuacja wygląda jeszcze gorzej, bo ich poziom zabezpieczeń na lata 2027-2028 jest znikomy.

Gdy do wyższych rachunków za paliwo dodamy lokalne decyzje polityczne, obraz rynku staje się jeszcze bardziej ponury. Dobrym przykładem jest postępowanie władz w Brukseli. Belgia zdecydowała się na poważny krok i podnosi podatek lotniczy opłacany od każdego pasażera - stawka skacze z 2 euro do aż 7 euro ze skutkiem od stycznia 2027 roku. Reakcja rynku była natychmiastowa.
Ryanair zapowiedział likwidację 20 tras z belgijskich portów oraz zredukowanie zimowego rozkładu jazdy o ponad milion foteli. Mniejszy wybór i skasowanie połączeń na relatywnie tanich trasach oznaczają jedno: wyższe stawki za pozostałe w systemie miejsca.
Administracyjne podnoszenie opłat uderza więc bezpośrednio w portfele podróżnych, bo przewoźnicy nie zamierzają brać tych kosztów na własne barki.
Zobacz też: Ceny paliwa na 22 października. Ważna granica przekroczona
Bilety lotnicze mogą zdrożeć nawet o 20 procent
Efektem splotu droższego paliwa i znikających połączeń będzie bezprecedensowy wzrost opłat za loty. Prezes Ryanaira Michael O'Leary w rozmowie z agencją Reutera wprost ostrzegł, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy pasażerowie doświadczą największej podwyżki taryf w historii europejskiego lotnictwa komercyjnego.
Ceny biletów w Europie wzrosną zdaniem szefa irlandzkiej linii o 10, 15, a powszechnie oczekuje się, że opłaty skoczą nawet o 20 proc.
Na tę sytuację nakłada się ograniczenie podaży miejsc na rynku. Spodziewane fale bankructw mniejszych przewoźników oraz konsolidacje rynku doprowadzą do sytuacji, w której dostępnych foteli będzie po prostu mniej. Przy nie słabnącym popycie na podróże popytowo-podażowa dźwignia automatycznie wywinduje stawki na najwyższe poziomy w historii.
Pewnym światełkiem w tunelu dla branży pozostaje wymiana floty na bardziej oszczędne maszyny. Amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa sfinalizowała wieloletni proces certyfikacji modelu Boeing 737 MAX 10.
Dzięki temu Ryanair liczy na odbiór 16 nowych samolotów na początku 2027 roku. Nowe samoloty spalają zauważalnie mniej paliwa na przeliczeniowego pasażera, co pozwala obniżać jednostkowy koszt operacyjny.
Jest to jednak zaledwie kropla w morzu potrzeb, która nie zdoła zamortyzować tak potężnego skoku cen paliwa i rosnących opłat podatkowych. Pasażerowie muszą pogodzić się z faktem, że era latania za grosze dobiega końca, a podróże lotnicze znów staną się dobrem bardziej luksusowym.