Wielkie zmiany w sklepach od lutego. Klienci na to czekają, zakupy staną się łatwiejsze
Zakupy spożywcze wiążą się dla wielu Polaków z dużą logistyką. Manewrowanie pomiędzy półkami nie zawsze należy do łatwych czynności, szczególnie, gdy w grę wchodzi poszukiwanie produktów konkretnej jakości. Od lutego w życie wchodzą przepisy, które znacząco to ułatwią. Grafiki pomogą w wyborze odpowiednich artykułów.
- Resort chce zadbać o transparentność
- Te przepisy ułatwią wybór produktów
- W czerwcu kolejna rewolucja w sklepach
Resort chce zadbać o transparentność
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, instytucja często kojarzona przez pryzmat dopłat bezpośrednich czy polityki agrarnej, pełni w rzeczywistości znacznie szerszą rolę regulatora rynku, mającego bezpośredni wpływ na to, co i w jaki sposób trafia do koszyków Polaków. Kompetencje resortu obejmują nie tylko wspieranie produkcji rolnej, ale także dbałość o jakość żywności oraz rzetelność informacji przekazywanych konsumentom. Jest to odpowiedź na zmieniające się realia rynkowe, w których cena, choć wciąż kluczowa w dobie inflacji, przestaje być jedynym kryterium wyboru. Z badań rynkowych wynika, że polscy konsumenci coraz częściej poszukują produktów rodzimych, postrzegając je jako świeższe, bezpieczniejsze i bardziej ekologiczne ze względu na krótszy łańcuch dostaw.

Mimo szczerych chęci wspierania lokalnych producentów, klienci w zderzeniu z rzeczywistością marketową często napotykają na mur dezinformacji. Znakowanie żywności w Polsce, choć regulowane przepisami unijnymi i krajowymi, w praktyce bywa mało czytelne. W przypadku produktów przetworzonych etykiety są zazwyczaj jasne, jednak problem pojawia się przy towarach nieopakowanych. Warzywa i owoce sprzedawane luzem, które stanowią znaczną część obrotu w sekcjach fresh, często oznaczane są jedynie na zbiorczych kartonach czy skrzynkach, do których dostęp bywa utrudniony, a czcionka informująca o kraju pochodzenia jest ledwo zauważalna. To właśnie w tym obszarze Ministerstwo Rolnictwa dostrzegło lukę, która wymagała natychmiastowej interwencji legislacyjnej, mającej na celu wyrównanie szans między produktami polskimi a importowanymi.
Te przepisy ułatwią wybór produktów
Przełomowym momentem dla handlu detalicznego będzie data 17 lutego 2026 roku, kiedy to wejdzie w życie nowelizacja rozporządzenia w sprawie znakowania poszczególnych rodzajów środków spożywczych. Zgodnie z nowymi wytycznymi, każdy sklep sprzedający ziemniaki, owoce lub warzywa luzem będzie zobligowany do znacznie wyraźniejszego informowania o kraju ich pochodzenia. Kluczową zmianą jest wprowadzenie obowiązku graficznej prezentacji tej informacji. Oznacza to, że przy cenie produktu musi pojawić się flaga państwa, z którego dany towar pochodzi. Do tej pory wystarczyła informacja słowna, która często ginęła w gąszczu innych danych, takich jak odmiana czy klasa jakości.

Wprowadzenie flag ma charakter psychologiczny i poznawczy, mózg ludzki znacznie szybciej przetwarza obraz niż tekst, co pozwoli klientom na błyskawiczną identyfikację produktu polskiego, hiszpańskiego czy marokańskiego bez konieczności wczytywania się w etykiety. Zmiana ta jest odpowiedzią na postulaty organizacji rolniczych, które od lat wskazywały, że brak czytelnego oznakowania pozwala na nieuczciwą konkurencję, gdzie importowane, tańsze zamienniki są sprzedawane w sposób sugerujący ich lokalne pochodzenie. Od połowy lutego każdy detalista, niezależnie od wielkości powierzchni handlowej, będzie musiał dostosować swoje wywieszki cenowe do nowych standardów. Jest to krok milowy w stronę pełnej transparentności, który wymusi na handlowcach rzetelność, a konsumentom da realne narzędzie do weryfikacji deklaracji marketingowych sieci handlowych, które często w swoich gazetkach promują polskość, podczas gdy na półkach dominują towary z importu.
Zobacz też: Znana marka odzieżowa wkracza do Polski. Wielkie otwarcie już w 2026 roku
W czerwcu kolejna rewolucja w sklepach
Lutowa zmiana to jednak dopiero początek szerszej reformy w podejściu do informowania o składzie i pochodzeniu żywności. Kolejnym, niezwykle istotnym obszarem, który od dawna budzi kontrowersje, jest rynek miodu. Obecnie obowiązujące przepisy pozwalają na stosowanie enigmatycznego zapisu mieszanka miodów pochodzących z UE i niepochodzących z UE, co w praktyce dla konsumenta nie niesie żadnej konkretnej treści i często maskuje przewagę taniego surowca z Chin czy Ukrainy nad polskim miodem. Sytuacja ta ma ulec zmianie, choć na pełne wdrożenie nowych regulacji przyjdzie nam poczekać nieco dłużej, bo aż do czerwca 2026 roku. Od tego momentu etykiety na słoikach z miodem będą musiały zawierać precyzyjną nazwę kraju pochodzenia, a w przypadku mieszanek, listę krajów w porządku malejącym.
Podobne zaostrzenie przepisów dotknie również dżemy, galaretki i powidła, gdzie producenci będą musieli wykazać się większą transparentnością. Tutaj zniknie obowiązek informowania o zawartości cukru. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE), która wymusza te zmiany, ma na celu walkę z fałszowaniem żywności i wprowadzaniem konsumentów w błąd. Długi okres przejściowy (do połowy 2026 roku) wynika z konieczności wyprzedania zapasów wyprodukowanych według starych zasad oraz czasu potrzebnego producentom na zmianę procesów technologicznych i projektów opakowań. Choć perspektywa dwóch lat wydaje się odległa, jest to wyraźny sygnał dla branży przetwórczej, że era ukrywania rzeczywistego składu surowcowego dobiega końca. Dla polskiego pszczelarstwa i sadownictwa może to być impuls rozwojowy, pozwalający na skuteczne konkurowanie jakością, która wreszcie zostanie jednoznacznie nazwana i wskazana na etykiecie, dając klientowi jasny wybór między produktem premium a tańszą mieszanką.