Trutka na szczury w słoiczkach marki HiPP. Austriacy ostrzegają: możliwe, że trafiły do innych krajów UE
Alarm żywnościowy w Europie wywołał ogromny niepokój wśród rodziców. W słoiczkach z żywnością dla niemowląt wykryto trutkę na szczury, a służby nie wykluczają celowego skażenia. Sprawa, która zaczęła się w Austrii, błyskawicznie nabrała międzynarodowego wymiaru.
- Alarm w Austrii. Wycofano produkty, policja ostrzega rodziców.
- Co znaleziono w słoiczkach dla dzieci? Wykryto trutkę na szczury
Alarm w Austrii. Wycofano produkty, policja ostrzega rodziców
Punktem zapalnym kryzysu była Austria, gdzie wszczęto pilny alarm po wykryciu skażenia w słoiczkach marki HiPP. Chodzi o 190-gramowy produkt „marchewka z ziemniakami” przeznaczony dla niemowląt od 5. miesiąca życia, sprzedawany w sieci SPAR, EUROSPAR, INTERSPAR i Maximarkt. W reakcji na zagrożenie rozpoczęto szeroko zakrojoną akcję wycofywania produktów z rynku, obejmującą około 1500 sklepów. Producent podkreślił, że problem nie wynikał z błędu produkcyjnego, lecz – według dotychczasowych ustaleń – z „zewnętrznej ingerencji kryminalnej”.
Austriacka policja oraz Agencja ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności ostrzegły konsumentów, by nie spożywać zawartości podejrzanych słoiczków. Wskazano także sygnały ostrzegawcze: biały znak z czerwonym okręgiem na spodzie opakowania, uszkodzone wieczko, brak charakterystycznego odgłosu „kliknięcia” przy otwieraniu oraz nietypowy zapach produktu. Według służb to właśnie zgłoszenie klienta, który zauważył możliwe manipulacje przy opakowaniu, uruchomiło lawinę działań. Na tym etapie nie potwierdzono, by skażony produkt został spożyty przez dziecko, ale zagrożenie uznano za potencjalnie śmiertelne.
Co znaleziono w słoiczkach dla dzieci? Wykryto trutkę na szczury
Najbardziej alarmującym elementem sprawy okazały się wyniki badań próbek pobranych z podejrzanych słoiczków. Jak potwierdziły austriackie służby, wykryto w nich trutkę na szczury. Według informacji przekazanych przez Austrian Agency for Health and Food Safety chodzi o bromadiolon – substancję przeciwzakrzepową, która może prowadzić do poważnych zaburzeń krzepnięcia, krwawień wewnętrznych i innych groźnych objawów. Symptomy zatrucia mogą pojawić się dopiero po dwóch do pięciu dniach od spożycia, co dodatkowo zwiększa niepokój służb i rodziców.
Istotne jest to, że według producenta skażenie nie nastąpiło na etapie produkcji, lecz po opuszczeniu zakładu. To właśnie wzmacnia hipotezę o celowym dodaniu niebezpiecznej substancji już w łańcuchu dystrybucji. Śledczy koncentrują się na tym, w jaki sposób toksyna mogła trafić do zamkniętych słoiczków oraz czy sprawca lub sprawcy działali punktowo, czy według szerszego planu. HiPP zaznaczył, że słoiczki opuszczały fabrykę w nienaruszonym stanie. Władze ostrzegły także osoby, które miały kontakt z opakowaniami, by zachowały ostrożność i dokładnie myły ręce. Na obecnym etapie nie ma informacji o poszkodowanych dzieciach, ale skala ryzyka sprawiła, że sprawa została potraktowana priorytetowo.
Sprawa może mieć charakter międzynarodowy. Trop prowadzi poza Austrię
Choć alarm rozpoczął się w Austrii, bardzo szybko pojawiły się sygnały, że problem może wykraczać poza granice jednego kraju. Jak informowały służby, podobne podejrzane słoiczki zabezpieczono również w Czechach i na Słowacji. W obu państwach zdecydowano o prewencyjnym wycofaniu produktów z rynku, a lokalne władze rozpoczęły współpracę ze śledczymi z Austrii. Według dostępnych informacji ostrzeżenia miały pojawić się również w związku z ustaleniami prowadzonymi wcześniej w Niemczech, co dodatkowo wzmacnia podejrzenia, że nie chodzi o odosobniony incydent.
Właśnie międzynarodowy zasięg dystrybucji oraz podobne sygnały z kilku państw sprawiają, że śledczy rozważają scenariusz skoordynowanego działania o charakterze transgranicznym. Jednym z badanych wątków jest możliwe przestępcze wymuszenie lub sabotaż obejmujący więcej niż jeden rynek. To zmienia wagę sprawy – z incydentu konsumenckiego na potencjalny problem bezpieczeństwa międzynarodowego. Dochodzenie pozostaje w toku, a organy nadzoru żywnościowego i policja analizują, czy zagrożone mogły zostać kolejne kanały dystrybucji. Na razie nie ma potwierdzenia szerszego skażenia innych partii lub innych produktów, ale służby podkreślają, że śledztwo ma charakter rozwojowy.