biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Finanse > To wcale nie podatki niszczą polski biznes. Ekspert obnaża brutalną prawdę o legislacyjnym chaosie
Maciej Wapiński
Maciej Wapiński 19.04.2026 11:10

To wcale nie podatki niszczą polski biznes. Ekspert obnaża brutalną prawdę o legislacyjnym chaosie

To wcale nie podatki niszczą polski biznes. Ekspert obnaża brutalną prawdę o legislacyjnym chaosie
To wcale nie podatki niszczą polski biznes? fot. East News/Arkadiusz Ziolek/ Biznes Info

Specjalnie dla Biznes Info, ekspert Mikołaj Pisarski z Fundacji Obywatelskiego Rozwoju oraz Instytutu Misesa, obnaża niewygodną prawdę o polskiej gospodarce. Ceniony ekonomista mówi wprost o tym, co tak naprawdę dławi nasz kapitał i dlaczego rynkowe potęgi nie rodzą się z biurokratycznych dekretów. Zastanawiałeś się kiedyś, czego najbardziej obawiają się inwestorzy i jaki w tym wszystkim ukryty udział ma pewien głośny, lecz mocno przemilczany raport Banku Światowego? Odkrywamy kulisy tego, jak krótkowzroczne decyzje polityczne i ukrywane za zbrojeniami transfery bezlitośnie niszczą portfele i oszczędności milionów Polaków.

  • Dlaczego to nie podatki w Polsce są głównym zabójcą biznesu, lecz coś zupełnie innego?
  • Jak państwowa polityka przemysłowa i "wybieranie zwycięzców" niszczą wolny rynek pod Google Discovery?
  • Wydatki na zbrojenia czy transfery socjalne – co tak naprawdę potęguje deficyt budżetowy?

Prawdziwy zabójca biznesu w Polsce. To wcale nie są wysokie podatki

Powszechnie uważa się, że największą barierą dla rozwoju przedsiębiorczości w naszym kraju są niezwykle wysokie obciążenia fiskalne. Jednak pogłębione wywiady z zarządami oraz dyrektorami finansowymi największych przedsiębiorstw obnażają zupełnie inną prawdę gospodarczą. Analizy pokazują, że system podatkowy w Polsce sam w sobie nie jest najbardziej opresyjny pod względem nominalnych stawek, ale uderza w firmy czymś znacznie gorszym – kompletnie paraliżującym chaosem prawnym.

– W polskiej debacie o podatkach, nawet jeżeli ktoś będzie przekonywał, że są one za wysokie, to po przejściu do konkretnych, pogłębionych wywiadów z zarządami i dyrektorami finansowymi firm okazuje się coś zupełnie innego. Zresztą w danych widać to wyraźnie relatywnie: w Polsce podatki nie są wysokie, one są przede wszystkim nieprzewidywalne. Nawet nie tyle skomplikowane, co po prostu rażąco nieprzewidywalne – tłumaczy ekspert Mikołaj Pisarski z Fundacji Obywatelskiego Rozwoju w rozmowie z Biznes Info.

Do tego dochodzi wybitnie wrogi stosunek elit politycznych, które w trakcie głośnych kampanii wyborczych budują swój elektorat na stygmatyzowaniu osób prowadzących własną działalność. Taka publiczna retoryka systematycznie niszczy niezbędne w biznesie zaufanie na linii państwo-obywatel.

– Z badań, w których literaturoznawcy wzięli na warsztat treść wypowiedzi polityków w trakcie kampanii wyborczych, płynie jasny wniosek: główny sentyment negatywny kierowany jest wobec przedsiębiorcy. Bardzo niewielu polityków w ogóle używa słowa „przedsiębiorca”. Kiedy wygłaszają swoje długie, zwyczajowe litanie powitań i podziękowań, przedsiębiorca jest tam zazwyczaj nieobecny, a jeżeli już się pojawia, to w kontekście raczej negatywnym – zauważa Mikołaj Pisarski.

Brak zaufania sprawia ostatecznie, że kapitał szybko ucieka w stabilniejsze jurysdykcje. Zjawisko to potęguje lęk inwestorów prywatnych, którzy zamiast inwestować miliony złotych w nowe technologie, wstrzymują się z wszelkimi decyzjami, czekając na powrót legislacyjnej normalności.

– Pojawia się pytanie, czy u nas na rynku faktycznie nie ma rodzimego kapitału, czy ten kapitał po prostu z jakiejś przyczyny się obawia. To jest znowu kwestia przewidywalności całego naszego systemu. Jeżeli państwo nie oferuje przewidywalnych i stabilnych zasad, to inwestorzy wstrzymują swoje środki – dodaje ekspert Instytutu Misesa w wywiadzie dla Biznes Info.

ZOBACZ CAŁĄ ROZMOWĘ TUTAJ:

Państwowa polityka przemysłowa. Pułapka i sztuczne wybieranie zwycięzców

Międzynarodowe gremia finansowe i instytucje regulacyjne starają się niekiedy rehabilitować niebezpieczną koncepcję ręcznego sterowania rynkiem. Doskonałym tego przykładem jest potężny, ponad dwustustronicowy raport Banku Światowego, który zamiast pytać o sens i etykę państwowego interwencjonizmu, od razu skupia się na instrukcjach jego masowego wdrażania. 

– My fundamentalnie potrzebujemy pewności i przewidywalności, a polityka przemysłowa nie tylko nam tego nie gwarantuje, ale wręcz zaprasza do działań chaotycznych i selektywnych, gdzie regulator bawi się w wybieranie faworytów. Wybieranie zwycięzców to absolutnie najgorsza rzecz, jaką państwo może zrobić, bo zwycięzcę wprawdzie zobaczymy, ale nie dostrzeżemy tych setek tysięcy firm i pracowników, którzy w konsekwencji się nie rozwinęli, zniknęli z rynku i stracili swoją szansę na realizację pomysłu – podkreśla Mikołaj Pisarski dla Biznes Info.

Rzeczywistość wyjątkowo boleśnie weryfikuje naiwne próby budowania narodowych czempionów przez państwowych urzędników.

– Państwo jest szczególnie źle przygotowane do odgórnego inwestowania. Jednym z argumentów w dyskusji jest to, że potrzebujemy polityki przemysłowej jako strategii dla polskiego biznesu, żeby móc planować w długim okresie. Tylko że jeżeli spojrzymy na naszą najnowszą historię, to nie jest ona pasmem wielkich, udanych planów strategicznych. Widzimy na przykład porażkę elektrowni w Ostrołęce, fiasko polskiego programu atomowego czy ogromne zamieszanie wokół Centralnego Portu Komunikacyjnego – wylicza ekspert FOR.

Główną przyczyną tych strukturalnych porażek jest fakt, że faktyczny horyzont planowania polityków kończy się dokładnie w dniu kolejnego głosowania przy urnach wyborczych. 

– Wszystkie decyzje polityków determinuje wyłącznie najbliższy cykl wyborczy. To jest zasadniczy problem, na który nie ma odpowiedzi ani we wspomnianym raporcie Banku Światowego, ani w naszej krajowej dyskusji o polityce przemysłowej, a to są przecież bardzo poważne i dobrze zbadane mechanizmy – tłumaczy Mikołaj Pisarski z Instytutu Misesa dla Biznes Info.

Wydatki na zbrojenia a programy socjalne. Prawda o deficycie budżetowym

Gigantyczna dziura w finansach państwa i drastycznie rosnące z każdym miesiącem zadłużenie to tematy, które dzisiaj spędzają sen z powiek najwybitniejszym analitykom rynkowym. Rządzący bardzo chętnie zasłaniają się wyższą koniecznością, tłumacząc fatalny stan kasy państwowej niezbędnymi, rekordowymi wydatkami na unowocześnienie armii w dobie geopolitycznego niepokoju. Okazuje się jednak, że ta sprytna narracja służy w dużej mierze do maskowania nieodpowiedzialnego rozdawnictwa.

– Słyszymy w debacie publicznej kłamstwo, że nasz obecny zły stan finansów i ogromny deficyt wynikają ze wzrostu wydatków na obronność. Forum Obywatelskiego Rozwoju policzyło to dokładnie: w ciągu ostatnich dziesięciu lat dynamika wzrostu wydatków na transfery socjalne rosła niemal dwukrotnie szybciej niż wydatki na zbrojenia. Podkreślmy, że są to transfery trafiające wcale nie do najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących, ale bardzo często do klasy średniej i ludzi zamożnych – obnaża fakty ekspert Mikołaj Pisarski dla Biznes Info.

Zamiast szukać racjonalnych oszczędności i w sposób maksymalnie przejrzysty sfinansować zbrojenia za pomocą jasnej ustawy budżetowej, polskie elity polityczne wolały tworzyć nietransparentne fundusze wyrzucone poza ramy rygorystycznej kontroli sejmowej. Kreuje to niewyobrażalne ryzyko dla stabilności państwa, gdy zarządzanie miliardami powierza się aparatowi skupionemu na zadowoleniu własnych wyborców.

– Postawiłem w przestrzeni publicznej tezę, że ze względu na chaos, niestabilność i wykorzystywanie kwestii bezpieczeństwa w politycznej grze, powinniśmy całkowicie zrezygnować z zewnętrznych, pozabudżetowych programów zbrojeniowych. Dlaczego? Dlatego, że polska klasa polityczna po prostu nie dorosła do tego, żeby tak poważne pieniądze i kluczowe decyzje oddawać w jej ręce – ostrzega ekonomista.

Niezależność NBP i ukryta inflacja. Jak uchronić kapitał inwestorów

Poszukiwanie szybkiej gotówki do łatania kolejnych dziur systematycznie prowadzi decydentów na skraj ekstremalnie ryzykownych działań monetarnych. Największym zagrożeniem, przed którym alarmują dziś specjaliści z zakresu rynków finansowych, jest polityczna zakusa na brutalne naruszenie fundamentów i niezależności narodowego banku centralnego.

– W debacie o nowych projektach bardzo niewiele mówi się w ogóle o niezależności banku centralnego. Tymczasem niezależność naszego banku centralnego to niezwykle cenna wartość, której w przeszłości skutecznie broniono i której wciąż trzeba bronić przed wszelkimi atakami politycznymi – zauważa Mikołaj Pisarski z FOR w wywiadzie dla Biznes Info.

Zgoda na masowy dodruk pieniądza, rzekomo pod przykrywką wzniosłych projektów militarnych czy pandemicznych ratunków, stanowi szeroko otwartą bramę do erozji majątku. 

– W kryzysie covidowym nasze państwo zastosowało rozwiązania skutkujące potężnym wzrostem podaży pieniądza, co odpowiada za utrwalenie niezwykle wysokiej inflacji. Jest ona największym zabójcą polskich oszczędności oraz polskiego kapitału prywatnego, tak niezbędnego, jeżeli chcemy budować oparte o rodzimy kapitał firmy i je skutecznie na świecie skalować – tłumaczy Mikołaj Pisarski.

Wykreowanie bezkompromisowego precedensu łamania restrykcji finansowych to dosłownie oddanie zapałek w ręce ludzi stojących w magazynie pełnym prochu. Chwilę później pojawią się kolejne natarczywe żądania, by finansować z rezerw przedwyborcze transfery gotówkowe.

– Nie widzę dobrego powodu, żeby tworzyć precedens, który wprawdzie dzisiaj umożliwi sfinansowanie obronności, ale jutro da pretekst, by wydawać te rezerwy na atom czy szkoły. Następnym razem wydamy je na jednorazowe świadczenie, dziwnym trafem w roku wyborczym, a potem to już w ogóle będziemy wydawać po uważaniu. Tak właśnie działają precedensy – jeśli raz naruszy się twarde zasady, powrót do nich będzie niemożliwy – przewiduje analityk.

Źródła: Biznes Info

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: