Tańsze leki w aptekach? Obiecane 30 proc. brzmi lepiej, niż wygląda
Rząd zapowiada, że refundowane leki produkowane w Polsce mogą być nawet o 30 proc. tańsze. Brzmi jak solidna obniżka przy aptecznej kasie, ale najważniejsze jest to, od jakiej kwoty zostanie policzona. Pacjent nie otrzyma bowiem 30-procentowego rabatu od pełnej ceny opakowania. Wyjaśniamy, kto rzeczywiście zapłaci mniej i jak obiecana bonifikata może przełożyć się na apteczny rachunek.
Projekt przyjęty 27 października przez Radę Ministrów zawiera blisko 200 zmian. Ma wspierać produkcję leków w Polsce, skrócić procedury refundacyjne i ułatwić sprowadzanie preparatów niedostępnych w kraju. Najbardziej chwytliwa zapowiedź dotyczy jednak cen. I właśnie tutaj procenty mogą wyglądać bardziej efektownie niż kwoty na paragonie.
Leki nie potanieją o 30 proc. od pełnej ceny w aptece
Serce całej zmiany najlepiej pokazuje prosty przykład. Załóżmy, że odpłatność pacjenta za lek przed naliczeniem bonifikaty wynosi 20 zł. Przy obecnej maksymalnej obniżce wynoszącej 15 proc. pacjent płaci 17 zł. Jeżeli bonifikata wzrośnie do 30 proc., zapłaci 14 zł. Projektowana zmiana przyniesie mu więc dodatkowe 3 zł oszczędności w porównaniu z obecnymi zasadami, a nie 6 zł.
To ważne rozróżnienie. Bonifikata jest naliczana od kwoty odpłatności pacjenta za refundowany preparat, a nie od jego pełnej ceny detalicznej. Jeżeli cena detaliczna opakowania wynosi 100 zł, nie oznacza to automatycznie, że po zmianach będzie można kupić je za 70 zł.
Na wysokość rachunku wpływa również limit finansowania ustalony dla danej grupy leków. Jeżeli cena wybranego preparatu przekracza ten limit, pacjent pokrywa różnicę. Obniżka nie obejmie też leków kupowanych pełnopłatnie. W przypadku preparatów wydawanych już bezpłatnie nie będzie natomiast czego dodatkowo obniżać.
Obecnie obowiązują dwie bonifikaty. Odpłatność spada o 10 proc., jeśli lek powstaje w Polsce albo do jego produkcji wykorzystuje się krajową substancję czynną. Obniżka wynosi 15 proc., gdy oba te warunki są spełnione jednocześnie. Przyjęty przez rząd projekt zakłada zwiększenie maksymalnej bonifikaty z 15 do 30 proc.

Kto najmocniej odczuje zmianę?
Największą szansę na odczuwalną oszczędność mają pacjenci, którzy regularnie wykupują refundowane leki stosowane przewlekle, np. w leczeniu nadciśnienia, cukrzycy czy chorób serca. Nawet niewielka różnica na jednym opakowaniu może mieć znaczenie, jeżeli zakup powtarza się każdego miesiąca albo pacjent przyjmuje kilka preparatów.
Warunek jest jednak podwójny: konkretny lek musi być refundowany i spełniać kryteria produkcji w Polsce. Sam fakt, że preparat ma polską nazwę handlową albo sprzedaje go firma kojarzona z krajowym rynkiem, jeszcze o niczym nie przesądza.
Doświadczenia z obecnymi bonifikatami pokazują, że procentowa obniżka nie zawsze oznacza dużą kwotę. Z wyliczeń opublikowanych w 2024 roku przez „Dziennik Gazetę Prawną” wynikało, że średnia korzyść dla pacjenta wynosiła wówczas 78 groszy na opakowaniu, a najwyższa około 5 zł.
Nie jest to prognoza oszczędności po wejściu nowych przepisów. Pokazuje jednak, dlaczego hasła o lekach tańszych nawet o 30 proc. nie należy przekładać wprost na jedną trzecią wartości całego aptecznego rachunku.
Wniosek o zagraniczny lek będzie można złożyć przez IKP
Projekt ma również uprościć import docelowy. Z tej procedury korzysta się, kiedy potrzebnego pacjentowi preparatu nie ma na polskim rynku i trzeba sprowadzić go z zagranicy.
Wniosek o refundację takiego leku będzie można złożyć za pośrednictwem Internetowego Konta Pacjenta. Obsługa dokumentów ma zostać przeniesiona do Systemu Obsługi Importu Docelowego.
Nie oznacza to, że pacjent sam zamówi przez internet dowolny zagraniczny lek. Nadal potrzebne będą wskazanie medyczne i zgoda na jego sprowadzenie. Cyfryzacja ma przede wszystkim ograniczyć papierowy obieg dokumentów i usprawnić sprawdzanie, na jakim etapie znajduje się sprawa.
W przypadku niedoborów minister zdrowia będzie mógł sprowadzić do Polski lek w obcojęzycznym opakowaniu i objąć go refundacją na korzystniejszych warunkach. Dla pacjenta czekającego na niedostępny preparat ta zmiana może mieć większe znaczenie niż najbardziej medialna zapowiedź obniżki ceny.
Rząd obiecuje szybszy dostęp, branża zgłasza zastrzeżenia
Nowelizacja przewiduje też utworzenie Krajowej Listy Leków Krytycznych. Firmy przenoszące produkcję do Polski mają otrzymać dodatkowe preferencje, a wnioski dotyczące leków produkowanych w kraju będą rozpatrywane w pierwszej kolejności spośród konkurencyjnych preparatów.
Minister zdrowia ma również zyskać możliwość wezwania firmy farmaceutycznej do złożenia wniosku refundacyjnego, jeżeli pacjenci nie mają dostępu do potrzebnej terapii. Nowe preparaty w programach lekowych mają być dostępne od pierwszego dnia obowiązywania decyzji refundacyjnej.
Zastrzeżenia zgłaszają Pracodawcy RP i INFARMA, reprezentująca producentów leków innowacyjnych. Organizacje krytykują przede wszystkim pomysł stworzenia katalogu terapii uznawanych za równoważne oraz premiowania placówek wybierających tańsze leczenie o porównywalnej skuteczności.
Rząd przedstawia ten mechanizm jako sposób na lepsze wykorzystywanie pieniędzy przeznaczonych na refundację. Branża obawia się natomiast, że o wyborze terapii częściej mogą decydować kryteria finansowe i administracyjne, a nie indywidualna sytuacja pacjenta.
Przyjęcie projektu przez rząd nie oznacza jeszcze zmiany cen w aptekach. Dokument musi trafić do Sejmu, później zajmie się nim Senat, a uchwalona ustawa zostanie przekazana prezydentowi.
Planowany termin wejścia nowych przepisów w życie to 1 stycznia 2027 roku. Dopiero po zakończeniu prac legislacyjnych i wskazaniu preparatów spełniających nowe warunki będzie można dokładnie policzyć, ile pacjenci rzeczywiście zaoszczędzą.