System kaucyjny uderza w butelki. Polacy masowo przechodzą na filtrowaną wodę
System kaucyjny działa jak zimny prysznic. Nagle okazuje się, że plastik nie znika „gdzieś” po wyrzuceniu — trzeba go przechować, donieść, oddać, dopilnować, by był w całości. Właśnie ta niewygoda ma sens: zmienia nawyki i uruchamia poszukiwanie alternatyw. Zyskują na tym domy, ale też firmy — zwłaszcza gastronomia, biura i hotele, gdzie woda butelkowana przez lata była standardem.
O tym, jak kaucyjny impuls przekłada się na realne oszczędności i zmianę logistyki w HoReCa, w rozmowie z BiznesInfo opowiada Dariusz Majchrzak, ekspert rynku uzdatniania wody.
- Obowiązek magazynowania i zwracania niezniszczonych opakowań kaucyjnych uświadamia skalę codziennego zużycia plastiku
- Nowoczesne dystrybutory wody w gastronomii i biurach potrafią obniżyć koszt obsługi jednego „opakowania” z kilkunastu złotych do kilku groszy
- Woda o odpowiedniej twardości poprawia estetykę szkła i jakość lodu, a właściwa mineralizacja jest kluczowa dla smaku kawy
Uciążliwość wpisana w system
Wejście w życie ogólnopolskiego systemu kaucyjnego wymusiło szybką korektę codziennych przyzwyczajeń. Żeby odzyskać kaucję, butelki PET muszą wrócić do punktu zbiórki w nienaruszonym stanie — bez zgniatania. Dla wielu to irytujący obowiązek, tym bardziej że początki wdrażania systemu bywają chaotyczne.
Ale z perspektywy edukacji ekologicznej ten mechanizm jest skuteczny właśnie dlatego, że przeszkadza. Gdyby zamiast kaucji była tylko opłata doliczana do ceny, plastik nadal lądowałby w koszu — problem pozostawałby abstrakcją. Tymczasem konieczność trzymania pustych zgrzewek w domu (często w małym mieszkaniu) szybko pokazuje, ile tych opakowań realnie zużywamy.
– Kiedy my musimy to zmagazynować, kiedy musimy to zanieść, rozliczyć, to nagle rośnie nam świadomość, ile tego plastiku w ogóle zużywamy – podkreśla Dariusz Majchrzak.
Ta wymuszona świadomość działa jak katalizator: część osób rezygnuje z wody butelkowanej na rzecz dzbanków filtrujących, domowych systemów czy saturatorów. System kaucyjny spełnia więc swój środowiskowy cel nie tylko przez odzysk opakowań, ale też przez ograniczenie samej konsumpcji plastiku.
HoReCa i biura: logistyka, która przestała się spinać
To, co w domu jest kłopotem, w biznesie staje się problemem operacyjnym. W biurach, hotelach i gastronomii woda butelkowana była przez lata „pewniakiem”: zamówienie, dostawa, zużycie. Teraz dochodzi obowiązek gromadzenia i zwrotu opakowań kaucyjnych, a to oznacza czas, miejsce i dodatkową pracę.
W hotelach skala jest szczególnie widoczna: woda ma być pod ręką od rana, więc wcześniej obsługa rozwoziła butelki do pokoi, a potem zbierała i składowała puste opakowania. Coraz częściej ten model ustępuje dystrybutorom filtrującym ustawianym na korytarzach czy w częściach wspólnych — goście i tak coraz częściej podróżują z bidonami albo butelkami wielorazowymi.
Nowoczesne dystrybutory mają też odpowiedzieć na różne potrzeby: woda schłodzona, gazowana, w temperaturze pokojowej. W praktyce jeden punkt rozwiązuje problem kupowania i przechowywania wielu wariantów napojów.
Liczby robią robotę: z 11 zł do 5 groszy
W gastronomii zmiana bywa jeszcze bardziej opłacalna, bo dotyka nie tylko zaplecza, ale też relacji z klientem. Zamiast wciskać drogą wodę w małej butelce, lokale coraz częściej serwują filtrowaną wodę w dzbankach — czasem bezpłatnie, czasem za symboliczną kwotę. Estetyka jest inna, ale jeszcze ważniejsze są koszty.
– Jak policzymy sobie te wszystkie koszty związane właśnie z logistyką, z zakupem, później obsługą posprzedażową tej butelki, niestety, no to sięgamy nawet czasami 11 zł, a w momencie kiedy skorzystamy z rozwiązań takich jak dystrybutor do wody, saturator, to koszt nam spada do 5 groszy – mówi Dariusz Majchrzak.
Taka dysproporcja potrafi oznaczać szybki zwrot z inwestycji — czasem w mniej niż rok. Tym bardziej że wiele firm nie musi kupować urządzeń na własność: popularne są modele wynajmu lub dzierżawy z miesięczną opłatą, obejmujące szkolenie i serwis. Wkłady wymieniają technicy, zwykle co pół roku, a przy dużym obciążeniu — nawet co kwartał.
Smak i estetyka
Oszczędności i mniej plastiku to jedno. Drugie — wcale nie mniej ważne — to jakość. Twarda woda z sieci zostawia osady, które w gastronomii oznaczają polerowanie szkła i wieczną walkę z zaciekami. Woda zmiękczona i filtrowana ogranicza ten problem, a efekt widać od razu na zastawie.
Podobnie z lodem: z kranówki bywa mętny, z bąbelkami i „mleczną” strukturą. Z wody filtrowanej można uzyskać lód bardziej przejrzysty, który w szklance robi wrażenie — zwłaszcza tam, gdzie liczy się detal.
Najbardziej bezkompromisowa bywa jednak kawa. Nawet świetnie wypalone ziarno nie obroni się w filiżance, jeśli woda ma przypadkowe parametry.
– Poziom mineralizacji wody jest to między 80 do 110 ppmów czyli miligram te mineralizacji i w tym przedziale kawa smakuje najlepiej ona nie jest za kwaśna nie jest za gorzka – dodaje Dariusz Majchrzak.
Ekspert przypomina, że trzymanie się parametrów rekomendowanych m.in. przez SCA daje napar bardziej zbalansowany, przewidywalny i powtarzalny — a w gastronomii powtarzalność jest walutą równie ważną jak cena.
Źródło: BiznesInfo