Rynek pracy w stagnacji. Ekspert: To ostateczny koniec ery "rynku pracownika"
Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw zbliża się do granicy 10 tysięcy złotych brutto, jednak za podwyżkami postępuje drastyczne hamowanie rekrutacji. Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) oraz prognozy ekonomistów potwierdzają, że rynek pracy wszedł w fazę stagnacji. Krzysztof Inglot, założyciel Personnel Service i ekspert rynku pracy, tłumaczy przyczyny tego zjawiska i wskazuje, kogo uderzy ono najbardziej.
- Dlaczego spadek zatrudnienia o 0,9 proc. oznacza koniec ery “rynku pracownika”?
- W jaki sposób wojna w Iranie i koszty surowców zmuszają polskie firmy do cięć wakatów?
- Jakie strategie pozwolą pracownikom utrzymać płynność finansową w dobie ucieczki pracodawców na kontrakty B2B?
Złudny optymizm danych GUS. Firmy zamrażają nowe etaty
Z pozoru sytuacja finansowa zatrudnionych ulega poprawie. Zgodnie z marcowymi danymi GUS za 2026 rok, przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 9 652,19 zł. Oznacza to stabilny wzrost o 6,6 proc. w ujęciu rocznym. Niestety, wyższe pensje dla obecnych pracowników oznaczają zamknięte drzwi dla poszukujących zatrudnienia. Statystyki bezwzględnie pokazują, że zatrudnienie spadło o 0,9 proc. rok do roku. Ekonomiści PZU podkreślają wprost: ścieżka zatrudnienia przypomina płaską trajektorię, a rywalizacja o nieliczne miejsca pracy staje się niezwykle zacięta.
Krzysztof Inglot, założyciel Personnel Service, ekspert rynku pracy mówi wprost:
- To nie jest jeden czynnik, tylko nakładanie się kilku zjawisk. Po pierwsze, wyraźnie widać ostrożność firm. W naszym najnowszym raporcie „Barometr Polskiego Rynku Pracy” 45% przedsiębiorców zakłada utrzymanie sytuacji na poziomie z 2025 roku, a 30% obawia się pogorszenia. Jednocześnie tylko 18% planuje wzrost zatrudnienia, podczas gdy 51% chce utrzymać obecny poziom etatów. To nie jest rynek ofensywy, tylko rynek przeczekania - wyjaśnia.
Brak aktywności rekrutacyjnej jest podyktowany rosnącymi obciążeniami, z którymi mierzą się przedsiębiorcy. Sytuacja ta zmusza organizacje do rewizji planów rocznych, co wprost przekłada się na wydłużony czas poszukiwania pracy przez kandydatów o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt dni względem ubiegłego roku.
- Po drugie, firmy są pod presją kosztową. W naszym badaniu 26% pracodawców wskazuje koszty pracy jako największe zagrożenie dla działalności, przed spowolnieniem gospodarczym i niedoborem kadr. To dobrze tłumaczy, dlaczego nawet tam, gdzie biznes jeszcze rośnie, decyzje rekrutacyjne są bardziej selektywne. Po trzecie, widzimy, że rynek pracy traci impet. Polska zbliża się do swojego limitu podaży pracy i coraz częściej wchodzimy w rzeczywistość, w której firmy muszą jednocześnie kontrolować koszty, automatyzować procesy i walczyć o produktywność, a nie tylko o skalę zatrudnienia - dodaje ekspert.

Ucieczka w B2B i presja na pracownikach 30+
Analitycy PZU alarmują, że narastająca presja kosztowa nieuchronnie przełoży się na strukturę umów. Standardowa umowa o pracę staje się dla wielu firm luksusem z uwagi na sztywne koszty. W zamian rośnie odsetek propozycji współpracy w oparciu o umowy cywilnoprawne oraz kontrakty B2B (własna działalność gospodarcza). Brak pełnej stabilizacji finansowej, ubezpieczenia chorobowego czy płatnych urlopów budzi ogromny niepokój, szczególnie w grupie wiekowej 30-40 lat, która jest często obciążona kredytami hipotecznymi i zobowiązaniami rodzinnymi.
- W mojej ocenie presja na większą elastyczność form zatrudnienia utrzymuje się już od jakiegoś czasu i raczej będzie rosła, choć nie spodziewałbym się prostego, masowego odpływu z etatów do B2B. Zwłaszcza że Polacy mocno cenią dziś stabilność - tłumaczy założyciel Personnel Service.
Ekspert, Krzysztof Inglot, dodaje także:
- W „Barometrze Polskiego Rynku Pracy” 32% pracowników wskazuje stabilność zatrudnienia jako jeden z najważniejszych elementów pracy, a tylko 20% deklaruje, że planuje zmianę pracy w ciągu 6 miesięcy. To oznacza, że kandydat szuka dziś przewidywalności, bezpieczeństwa dochodowego i jasnych warunków. Dlatego brak stabilizacji finansowej czy ograniczona ochrona socjalna mogą hamować gotowość do zmiany pracy.
Rynek ulega transformacji, wymuszając adaptację do nowoczesnych technologii. Osoby długotrwale poszukujące pracy, pomimo wysokiego wykształcenia, muszą zmierzyć się z nowym paradygmatem, w którym jeden, dozgonny etat przestaje być standardem rynkowym.
- Jednocześnie sztuczna inteligencja będzie sprzyjała rozwojowi gig economy. W kolejnych latach można się spodziewać, że część osób zamiast jednego etatu będzie realizować zlecenia dla kilku podmiotów równocześnie - mówi rozmówca.
Globalne wstrząsy podyktują zasady gry do końca roku
Trudna sytuacja może dotknąć każdego Polaka, który poszukuje pracy lub planuje ją zmienić. Zmiany są nieodwracalne i nieuniknione, a jedynym rozwiązaniem zdaje się być tylko (a raczej aż) gotowość do zmian.
- Warto też przyzwyczaić się do tego, że żyjemy w czasach, w których nie warto opierać strategii wyłącznie na jednym modelu kariery. Elastyczność jest kluczowa. Coraz większe znaczenie ma mobilność międzybranżowa i gotowość do zmiany ścieżki kariery. Nadal warto korzystać z sieci kontaktów i direct search. Z kolei państwo i firmy powinny realnie wspierać pracowników w przekwalifikowaniu oraz tworzyć warunki do nowych inwestycji i miejsc pracy - podkreśla w rozmowie z Redakcją BiznesInfo ekspert.
Odpowiedzią na zamrożony rynek musi być ewolucja kompetencji i strategiczne podejście do własnej ścieżki zawodowej. Przedsiębiorstwa również stają przed testem – cięcie kosztów ludzkich to działanie krótkowzroczne. Organizacje, które pragną przetrwać rynkowe zawirowania, muszą postawić na zatrzymanie kluczowych talentów.
- To nie jest tylko wrażenie z mediów społecznościowych. Z naszego raportu „Barometr Polskiego Rynku Pracy” wynika, że najsilniejsze pogorszenie nastrojów widać w grupie 25-34 lata. Już 20% osób w tym wieku ocenia swoją sytuację na rynku pracy jako złą lub bardzo złą. To dziś grupa pod największą presją. Do tego 55% wszystkich pracowników nie spodziewa się poprawy swojej sytuacji zawodowej w najbliższych 12 miesiącach - dodaje Krzysztof Inglot, ukazując gorzką rzeczywistość młodych Polaków.
Krzysztof Inglot podkreśla, że eskalacja kosztów wynikająca z konfliktu na Bliskim Wschodzie może w szczególności uderzyć w branże o niskich marżach. Zaznacza, że w związku z tym w perspektywie kilku najbliższych miesięcy scenariusz płaskiego rynku jest znacznie bardziej prawdopodobny niż jego szybkie odbicie.
Ekspert radzi firmom, które mimo trudności planują powiększać zespoły, aby rekrutowały mądrzej, a nie szerzej. Według niego pracodawcy powinni przede wszystkim planować zatrudnienie w sposób selektywny i biznesowo uzasadniony. Ponadto zauważa, że oferty pracy muszą dziś opierać się nie tylko na atrakcyjnym wynagrodzeniu, ale również na stabilności, przewidywalności i wysokiej jakości organizacji, co staje się obecnie równie istotne dla kandydatów. Jako trzeci kluczowy kierunek działań wskazuje konieczność silniejszego inwestowania w rozwój i zatrzymywanie w firmie obecnych pracowników.
Źródło:
- Rozmowa z Założycielem PersonnelService,
- GUS,
- PZU