Policzyli, ile oszczędności daje fotowoltaika na balkonie. Spółdzielnie i tak robią problemy
Rosnące koszty utrzymania zmuszają do poszukiwania alternatyw. Choć własny prąd kojarzył się dotąd z domami, trend ten nie omija blokowisk. Okazuje się, że nawet niewielka przestrzeń wystarczy, aby domowy budżet odczuł potężną ulgę. Takich oszczędności wiele osób się nie spodziewało.
- Ceny prądu w Polsce zaskakują
- To rozwiązanie zyskuje coraz większą popularność
- Tyle można zaoszczędzić na tym rozwiązaniu
Ceny prądu w Polsce zaskakują
Krajowa energetyka przez dekady opierała się niemal wyłącznie na węglu, a choć udział paliw kopalnych systematycznie maleje na rzecz odnawialnych źródeł energii, wciąż pozostaje na wysokim poziomie. W realiach rynkowych oraz surowych wymogach regulacyjnych narzucanych przez Unię Europejską oznacza to systematyczny, a wręcz nieunikniony wzrost kosztów. Ceny prądu w Polsce od dłuższego czasu znajdują się pod niezwykle silną presją rosnących opłat za uprawnienia do emisji dwutlenku węgla w ramach unijnego systemu EU ETS.
Według analiz, opłaty te mogą stanowić od 30 do 50 procent hurtowej ceny energii elektrycznej. Zerkając na comiesięczne zestawienia, widzimy tam nie tylko fizyczne zużycie kilowatogodzin, ale też potężne nakłady na modernizację przestarzałej infrastruktury przesyłowej. Mechanizm kształtowania taryf zatwierdzanych przez Urząd Regulacji Energetyki jest w tym aspekcie nieubłagany. Bez szybkiej i radykalnej zmiany miksu energetycznego na poziomie makroekonomicznym niezwykle trudno spodziewać się odwrócenia tego negatywnego trendu. Dodatkowo presję inflacyjną potęgują zjawiska globalne, takie jak wahania cen surowców na rynkach światowych. W konsekwencji obywatele gorączkowo poszukują skutecznych sposobów na to, by zatrzymać ciężko zarobione pieniądze w domowej kasie.
Jak wynika z projekcji NBP z 2025 roku, choć spadek dynamiki cen energii zaczął działać dezinflacyjnie, to wciąż pozostają one istotnym czynnikiem ryzyka dla domowych budżetów w przyszłości. Właśnie z tego powodu z każdym miesiącem zyskują na strategicznym znaczeniu nowoczesne formy prądotwórcze.

To rozwiązanie zyskuje coraz większą popularność
Choć wielka transformacja zaczęła się w naszym państwie od lądowej energetyki wiatrowej oraz dużych instalacji fotowoltaicznych, to prawdziwą rewolucję widać dzisiaj przede wszystkim na poziomie pojedynczych konsumentów. Gospodarstwa domowe decydują się wziąć sprawy we własne ręce, próbując zminimalizować skutki zawirowań na giełdach towarowych. Nikt nie chce być całkowicie uzależniony od centralnych dostawców, dlatego na własne mikroinstalacje zdecydowało się już ponad półtora miliona prosumentów w kraju.
Przydomowa fotowoltaika na dobre zagościła w świadomości rodzimych konsumentów już blisko dekadę temu. Jednak prawdziwy inwestycyjny boom przypadł na lata 2019–2021, co zbiegło się w czasie z uruchomieniem szeroko zakrojonych programów dotacyjnych, takich jak "Mój Prąd”. To właśnie w tym okresie tradycyjna fotowoltaika w Polsce zyskała gigantyczną popularność. Szybko stała się symbolem gospodarności właścicieli domów jednorodzinnych, pozwalając im diametralnie zredukować wieloletnie zobowiązania wobec państwowych koncernów dystrybucyjnych.

Korzystny system opustów sprawił, że dachowe elektrownie wyrastały na przedmieściach jak grzyby po deszczu. Co jednak z milionami obywateli, którzy zamieszkują budynki wielorodzinne i z racji uwarunkowań architektonicznych zwyczajnie nie dysponują własną połacią dachową? Powszechna energetyka musi elastycznie i innowacyjnie odpowiadać na specyficzne wyzwania gęsto zaludnionych aglomeracji, w których żyje większość społeczeństwa. Naturalną odpowiedzią inżynierów oraz producentów na ten całkowicie niezagospodarowany dotąd rynkowy popyt stały się mikroinstalacje. Producenci elektroniki masowo dostarczają na rynek urządzenia typu plug-and-play (sprzęt gotowy do działania po podłączeniu).
System ten jest tak skonstruowany, że mieszkaniec bloku może go niemal samodzielnie zainstalować i wpiąć bezpośrednio do zwykłego gniazdka elektrycznego w salonie czy na tarasie. Zgodnie z prawem mikroinstalacje do 800 watów wymagają jedynie prostego zgłoszenia do operatora sieci, co zwalnia obywateli z papierologii.
Własne źródło zasilania oparte na odnawialnych zasobach przestaje być w ten sposób przywilejem zarezerwowanym wyłącznie dla zamożniejszych posiadaczy wolnostojących willi. Wykorzystane tu nowoczesne technologie otworzyły zupełnie nowy rozdział w dużych ośrodkach miejskich. Lokatorzy spółdzielni mieszkaniowych otrzymali wreszcie realną, technologiczną możliwość wyprodukowania darmowej energii w środku aglomeracji, do czego wystarczy zaledwie solidna balustrada i odrobina słońca.
Zobacz też: Ogrzewali mieszkanie klimą przy -20˚C. Taki dostali rachunek za prąd
Tyle można zaoszczędzić na tym rozwiązaniu
Fotowoltaika balkonowa staje się realną alternatywą dla mieszkańców bloków, którzy dotąd byli wykluczeni z transformacji energetycznej zarezerwowanej głównie dla właścicieli domów jednorodzinnych. Z analiz Fundacja Instrat wynika, że niewielka instalacja zamontowana na balkonie może przynieść oszczędności rzędu ok. 700 zł rocznie, a jej koszt zwraca się w mniej niż cztery lata.
Rozwiązanie polega na montażu jednego lub dwóch paneli fotowoltaicznych na balkonie i podłączeniu ich do inwertera, który przekształca prąd stały w zmienny. Następnie urządzenie wpina się bezpośrednio do gniazdka w mieszkaniu, dzięki czemu wyprodukowana energia zużywana jest na bieżące potrzeby gospodarstwa domowego. Przykładowo, mieszkanie w Warszawie zużywające około 3100 kWh rocznie może wykorzystać instalację o mocy 800 W, co pozwala istotnie obniżyć rachunki za energię. Kluczowe znaczenie ma jednak orientacja balkonu. Największe uzyski osiągają instalacje skierowane na południe, południowy wschód i południowy zachód. W takich przypadkach roczne oszczędności w taryfie G11 mogą sięgać 740-757 zł. Przy mniej korzystnym ustawieniu produkcja energii będzie niższa, co wydłuży okres zwrotu inwestycji.
Koszt wejścia w fotowoltaikę balkonową nie jest wygórowany. Gotowy zestaw paneli z inwerterem to wydatek rzędu 1300-1600 zł, natomiast stelaż i montaż mogą kosztować dodatkowo około 700 zł. Pojedynczy panel o mocy 400 W ma wymiary około 1,0 × 1,8 m i waży około 20 kg, dlatego odpowiednie mocowanie i kwestie bezpieczeństwa konstrukcyjnego są istotnym elementem całej inwestycji. Największą barierą bywa jednak nie koszt, lecz formalności. Montaż paneli wymaga zgody administracji budynku, która może odmówić jej udzielenia bez podania przyczyny. Osoby chcące oddawać nadwyżki energii do sieci muszą dodatkowo zgłosić instalację do operatora systemu dystrybucyjnego, takiego jak PGE, Tauron czy Enea. Po zgłoszeniu operator ma 30 dni na wymianę licznika na dwukierunkowy.
W efekcie fotowoltaika balkonowa może być dla mieszkańców bloków nie tylko sposobem na obniżenie rachunków, ale także formą aktywnego udziału w transformacji energetycznej, pod warunkiem sprzyjającej ekspozycji balkonu i zgody administracyjnej.