Polacy na potęgę decydują się na kredyty mieszkaniowe. Tyle osób nie składało wniosków od 2008 roku
Kredyt mieszkaniowy znów przyciąga tłumy, a najnowsze dane pokazują nagły skok zainteresowania finansowaniem zakupu mieszkań. Skala ruchu jest największa od lat i może oznaczać ważny zwrot dla całego rynku - od banków po ceny nieruchomości.
W tekście przeczytasz:
- dlaczego kredyt mieszkaniowy znów mocno ruszył
- co stoi za nagłym wzrostem liczby wniosków
- czy to początek nowego odbicia na rynku mieszkań
Kredyt mieszkaniowy wystrzelił. Tyle osób nie składało wniosków od 2008 roku
Marcowe dane pokazały bardzo mocne odbicie. Według BIK wartość zapytań o kredyt mieszkaniowy wzrosła w marcu o 80,5 proc. rok do roku, a samych wnioskujących było 63,31 tys., wobec 36,87 tys. rok wcześniej. To oznacza wzrost o 71,7 proc. r/r. Do tego doszła rekordowa średnia kwota wnioskowanego kredytu - 506,42 tys. zł, o 10,1 proc. wyższa niż przed rokiem.

To nie jest tylko jednorazowy skok w statystykach. BIK zwrócił uwagę, że tak duża liczba osób ubiegających się o kredyt mieszkaniowy była ostatnio widoczna w lipcu 2008 r. W praktyce oznacza to powrót bardzo silnego popytu na finansowanie zakupu mieszkań, zwłaszcza że w ujęciu miesiąc do miesiąca liczba wnioskujących wzrosła jeszcze o 42,4 proc. względem lutego. Skala ruchu jest więc duża nie tylko na tle słabego ubiegłego roku, ale także w krótkim terminie.
Na tym jednak historia się nie kończy, bo sam wzrost liczby wniosków nie odpowiada jeszcze na najważniejsze pytanie - czy Polacy ruszyli po kredyt mieszkaniowy dlatego, że ich na niego bardziej stać, czy dlatego, że boją się, iż za chwilę będzie trudniej.
Nie tylko stopy procentowe. Za popytem stoi kilka mocnych czynników
Rynek nie obudził się z dnia na dzień. Dane AMRON-SARFiN pokazują, że już 2025 rok był dla hipotek bardzo mocny - banki udzieliły kredytów mieszkaniowych o łącznej wartości ponad 103 mld zł, a w samym IV kwartale 2025 r. było to 64 228 kredytów na ponad 29 mld zł. To ważny kontekst, bo marcowy wyskok wygląda bardziej jak kontynuacja trendu niż nagły, przypadkowy zryw.
Jednym z głównych motorów pozostają stopy procentowe. RPP w marcu obniżyła stopę referencyjną NBP do 3,75 proc., a wcześniej cykl cięć poprawiał zdolność kredytową części gospodarstw domowych. Równolegle wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w lutym rosły nominalnie o 6,1 proc. r/r, co także wspierało możliwości zakupowe części klientów. Z drugiej strony rynek pracy nie jest już tak komfortowy jak wcześniej - stopa bezrobocia rejestrowanego w lutym wyniosła 6,1 proc.

Do tego dochodzą ceny mieszkań. GUS podał, że w IV kwartale 2025 r. ceny lokali mieszkalnych wzrosły o 4,3 proc. rok do roku i 1,5 proc. kwartał do kwartału. Na rynku pierwotnym wzrost roczny sięgnął 5,7 proc., a na wtórnym 3,1 proc. Dla wielu kupujących taki układ jest czytelny - skoro mieszkania nadal drożeją, a kredyt mieszkaniowy pozostaje dostępniejszy niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu, odkładanie decyzji może oznaczać wyższy koszt zakupu za kilka miesięcy.
I właśnie tu pojawia się drugi ważny wątek - część rynku mogła uznać, że obecne warunki są po prostu najlepsze, jakie da się dziś złapać, zanim otoczenie znów zacznie się pogarszać.
Ekspert mówi o obawach rynku. Czy Polacy przyspieszyli decyzje przed możliwym zwrotem
BIK nie wyklucza, że część marcowego ruchu to efekt ostrożności kupujących. W komentarzu do danych dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK, wskazał:
Niepewność geopolityczna przekłada się również na wzrost refinansowania już posiadanych kredytów, bowiem obecny poziom oprocentowania kredytu mieszkaniowego może okazać się najniższym w perspektywie kolejnych kwartałów.
W tym samym komentarzu zwrócono uwagę na możliwe skutki wzrostu cen energii, paliw i materiałów budowlanych oraz ryzyko odbicia inflacji po napięciach geopolitycznych.
To ważna interpretacja, ale warto ją oddzielić od twardych danych. Faktem jest rekordowy popyt na kredyt mieszkaniowy, rosnąca średnia kwota wniosku i utrzymujący się wzrost cen mieszkań. Faktem jest też to, że marcowa projekcja NBP zakłada średnioroczną inflację CPI na poziomie 2,3 proc. w 2026 r. przy założeniu stałych stóp, więc scenariusz gwałtownego nawrotu inflacji nie jest dziś bazowym wariantem banku centralnego.
Najuczciwszy wniosek jest więc taki: kredyt mieszkaniowy napędza dziś jednocześnie poprawa dostępności finansowania, rosnące dochody części gospodarstw i przekonanie, że zwlekanie może się nie opłacać.