Płacił składki przez 37 lat. Świerzyński dowiedział się, ile ma emerytury. Tyle wypłaci ZUS
Kwestia świadczeń dla polskich artystów regularnie powraca do debaty publicznej. Kiedy nadchodzi moment wycofania się z estrady, wielu twórców przeżywa finansowe zderzenie z twardą rzeczywistością. System bywa niezwykle surowy dla wolnych zawodów, o czym przekonał się Sławomir Świerzyński, lider grupy disco polo Bayer Full. Na jakie pieniądze z ZUS może liczyć wokalista po blisko 40 latach odprowadzania składek?
- Bezlitosna matematyka w państwowej kasie, czyli jak wyceniana jest nasza starość
- Takie emerytury mają polscy artyści
- Sławomir Świerzyński ujawnił, ile przelewa mu ZUS
Bezlitosna matematyka w państwowej kasie, czyli jak wyceniana jest nasza starość
Kluczowy mechanizm wyliczania świadczeń w kraju opiera się na prostej regule. Zadaniem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych jest obrót zebranym funduszem, jednak urzędnicy nie pomnażają kapitału za pomocą magii. Wysokość przyszłego przelewu determinuje kapitał zgromadzony na indywidualnym koncie w trakcie całej kariery. Suma ta jest następnie dzielona przez prognozowane dalsze trwanie życia dla osób w danym wieku, a parametr ten cyklicznie publikuje Główny Urząd Statystyczny. W marcu tego roku, jak wynika z danych ZUS, przeciętna wypłata dla polskiego seniora wynosiła około cztery i pół tysiąca złotych brutto. Oznacza to, że system wprost promuje długotrwałą i wysoko opłacaną pracę na etacie.

Zgodnie z prognozami analityków makroekonomicznych, stopa zastąpienia, czyli stosunek pierwszej wypłaconej emerytury do ostatniego wynagrodzenia pracownika, będzie w najbliższych dekadach drastycznie spadać, osiągając pułap zaledwie 25 proc. Aby ubiegać się o wsparcie z kasy publicznej, należy najpierw osiągnąć powszechny wiek emerytalny, wynoszący obecnie 60 lat dla kobiet oraz 65 lat dla mężczyzn. Wiele osób mylnie zakłada, że sam upływ czasu aktywności to gwarancja bezpieczeństwa na starość.
Kluczowa pozostaje wymierna wartość odprowadzanych potrąceń z wynagrodzenia. Im wyższa podstawa wymiaru składek, tym wyższe przelewy trafią na konto seniora. Wybierając nieoskładkowane ścieżki zawodowe lub agresywnie optymalizując dochody, pracownik de facto zaciąga dług wobec własnej przyszłości. Kiedy przychodzi moment podsumowań, aparat państwowy chłodno kalkuluje zgromadzone środki, zupełnie nie zważając na dawną sceniczną popularność.
Takie emerytury mają polscy artyści
Dlaczego nazwiska, które przez dekady gromadziły wiernych fanów i inkasowały potężne honoraria za każdy występ, dziś z przerażeniem patrzą na urzędowe pisma? Odpowiedź tkwi w architekturze rodzimego show-biznesu oraz formach rozliczania działalności twórczej, dominujących przez ostatnie lata.
Przez całe dekady wokaliści, aktorzy czy muzycy realizowali zlecenia głównie na podstawie cywilnoprawnych umów o dzieło czy kontraktów na zbycie praw autorskich. Takie rozwiązania prawne gwarantowały skuteczną optymalizację obciążeń podatkowych i pozwalały zachować w domowym budżecie znacznie więcej gotówki z każdego koncertu. Niestety, w polskim prawodawstwie takie kontrakty najczęściej nie rodziły obowiązku odprowadzania składek na powszechne ubezpieczenie emerytalne. Mówiąc wprost, muzyczne gwiazdy inkasowały fortuny na bieżąco, nierzadko przeznaczając je na natychmiastową konsumpcję, podczas gdy ich subkonta w publicznym rejestrze wiały pustką.
Ten nieuchronny mechanizm obnaża się brutalnie przy każdej dyskusji o starości artystów. Legendarni muzycy często odbierają dziś decyzje opiewające na zaledwie kilkaset złotych. W szczycie swojej kariery po prostu nie transferowali wypracowanych zysków do państwowej kasy. Powszechnym zjawiskiem było pobieranie oficjalnego wynagrodzenia na poziomie minimalnej pensji krajowej, podczas gdy lwią część prowizji przelewano w oparciu o umowy obniżające koszty pracy. Zjawisko to potęguje fakt, że instytucja nie przewiduje specjalnych taryf ulgowych dla ludzi kultury, traktując ich wpłaty dokładnie tak samo jak zwykłych pracowników.
Dla etatowca, oddającego co miesiąc sporą część wynagrodzenia, publiczne narzekania celebrytów brzmią dość kontrowersyjnie. Nielogicznym wydaje się oczekiwanie gwarancji z budżetu, do którego samemu latami nie dokładało się grosza. Rzecznik ZUS podkreślił, że większość artystów opłacała składki w najniższej możliwej wysokości, wynoszącej zaledwie 14 groszy miesięcznie. Zaznaczył przy tym, że mieli oni możliwość uczestnictwa w systemie na takich samych zasadach jak inni obywatele, czyli przy pełnych składkach, jednak z tej opcji nie korzystali.
Podręcznikowym dowodem na zautomatyzowane działanie państwowych trybów jest sytuacja, w jakiej znalazł się frontman zespołu Bayer Full.
Zobacz też: 13. i 14. emerytura do likwidacji? W zamian bon dla seniorów. MRPiPS zabiera głos
Sławomir Świerzyński ujawnił, ile przelewa mu ZUS
Emerytura Świerzyńskiego wywołała medialne poruszenie i stała się pretekstem do ogólnonarodowej dyskusji. Ten wokalista, który od przeszło czterdziestu lat dostarcza rozrywki publiczności, również został poddany chłodnej urzędniczej kalkulacji. Jak przyznał w wywiadach, po trzydziestu siedmiu latach deklarowanego regulowania składek, wyliczono mu świadczenie w wysokości trzystu osiemdziesięciu sześciu złotych.
Dostałem pisemko, w którym ZUS po 37 latach płacenia wymaganych stawek gwarantuje mi 386 zł emerytury. Nie mogłem w to uwierzyć. Moja żona się śmiała, że nawet łódki nie zatankuję za te pieniądze, nie mówiąc już o samochodzie. Według ustawy, jeśli nie osiągam 700 zł, to i tak je dostanę, co nie zmienia faktu, że państwo robi sobie z nas żarty - powiedział w wywiadzie dla "Super Expressu".

Taka kwota w zderzeniu z kosztami życia wydaje się nierealna do utrzymania się w mieście. Jednocześnie Sławomir Świerzyński sam przyznał, że przez kilka lat w ogóle nie odprowadzał składek do ZUS, ponieważ trafiały one do KRUS. Wszystko to przełożyło się na jeszcze niższą, i tak niewielką, przyszłą emeryturę.
Warto jednak spojrzeć na historię frontmana z szerszej, inwestycyjnej perspektywy. Choć suma wsparcia wydaje się kuriozalna, muzyk absolutnie nie zalicza się do grona ubogich seniorów. Przez lata kariery udowodnił swój zmysł ekonomiczny, zamieniając popularność na twarde aktywa. Zgromadzony prywatny kapitał obejmuje nowoczesny sprzęt wodny, kolekcję dorożek oraz drogie auta. Zamiast czekać na urzędnicze gwarancje, artysta zbudował własną poduszkę finansową, opartą na zdywersyfikowanym majątku.
Gdyby pani wiedziała, ile mój jacht zużywa paliwa na godzinę, byłaby pani zaskoczona. Ale nie podam tej liczby, żeby nikogo nie drażnić - mówił portalowi nto.pl
Jego przypadek to brutalna lekcja ekonomii dla młodych na rynku pracy. Mądre inwestowanie nadwyżek to jedyna realna ochrona przed załamaniem płynności na starość, a ślepa wiara w państwowy aparat ubezpieczeń często kończy się potężnym rozczarowaniem.