Pilny komunikat URE. Skandaliczna plaga fałszywych kontroli. Pytają o 3 rzeczy
Polski rynek nieruchomości boryka się z narastającym problemem, który bezpośrednio zagraża bezpieczeństwu finansowemu obywateli. W całym kraju rośnie liczba zgłoszeń o niepokojących incydentach, a sprawa zyskała tak duży rozgłos, że głos w niej musiał zabrać centralny organ państwowy. Sytuacja wymaga ogromnej czujności.
Polskie domy w sieci skomplikowanych i rygorystycznych przepisów
Polski sektor nieruchomości to potężny i niezwykle zróżnicowany organizm gospodarczy, stanowiący fundament majątku większości obywateli. Z danych statystycznych wynika, że w naszym kraju funkcjonuje kilkanaście milionów gospodarstw domowych, z czego przeważająca większość to własność prywatna. Polacy tradycyjnie lokują swój kapitał w nieruchomościach, traktując zakup domu lub mieszkania jako najbezpieczniejszą przystań chroniącą oszczędności przed niszczącym wpływem inflacji.

Posiadanie własnego metra kwadratowego to jednak dzisiaj nie tylko powód do dumy, ale przede wszystkim rosnący z każdym rokiem katalog rygorystycznych wymogów administracyjnych. Właściciele nieruchomości zostali w ostatnich latach obarczeni szeregiem nowych obowiązków, które wynikają z szeroko pojętej transformacji klimatycznej i dążenia do poprawy efektywności energetycznej budynków. Konieczność zgłaszania źródeł ciepła do centralnych ewidencji, regularne przeglądy kominiarskie, audyty techniczne czy wreszcie obowiązkowe świadectwa charakterystyki energetycznej to tylko wierzchołek góry lodowej.
Każde, nawet nieświadome potknięcie na tym biurokratycznym polu grozi nałożeniem dotkliwych kar finansowych. Ten głęboko zakorzeniony w społeczeństwie strach przed urzędowymi sankcjami za niedopełnienie formalności stał się idealnym środowiskiem dla zorganizowanych grup przestępczych. Posiadacze domów jednorodzinnych, którzy rzadko nadążają za dynamicznymi zmianami w skomplikowanym prawie energetycznym, stanowią dziś łatwy cel dla oszustów. Gąszcz wprowadzanych w szybkim tempie regulacji paradoksalnie pomaga w manipulacji, ponieważ mieszkańcy tracą orientację, kto w dobie zielonej transformacji faktycznie dysponuje uprawnieniami do audytowania ich instalacji grzewczych oraz domowych rachunków za prąd.
Bezczelny modus operandi naciągaczy i kluczowa rola regulatora
Aby dokładnie zrozumieć mechanizm tego rosnącego procederu i skalę zagrożenia, trzeba w pierwszej kolejności zdefiniować rolę samego Urzędu Regulacji Energetyki (URE). Ta kluczowa państwowa instytucja zajmuje się odgórnym kształtowaniem rynku paliw i energii elektrycznej oraz dbaniem o zdrową konkurencję w całej branży. URE, jako centralny organ administracji rządowej, nadzoruje procesy wydawania koncesji przedsiębiorstwom, zatwierdza oficjalne taryfy dla gospodarstw domowych oraz chroni fundamentalne interesy odbiorców w asymetrycznych relacjach z wielkimi koncernami.

Zasadniczym i najważniejszym faktem jest to, że urzędnicy tej instytucji nigdy, pod żadnym pozorem, nie realizują bezpośrednich inspekcji w prywatnych domach obywateli. Niestety, mimo jasnego stanu prawnego, przez całą Polskę przetacza się obecnie zmasowana fala fałszywych wizyt, w trakcie których przestępcy powołują się na rzekome pełnomocnictwa wydane przez prezesa URE. Mechanizm działania oszustów jest perfekcyjnie dopracowany pod kątem socjotechnicznym. Z najnowszych relacji poszkodowanych wynika, że fałszywi kontrolerzy stawiają trzy powtarzalne i niebezpieczne żądania.
Pierwszym celem takiej wizyty może być wejście na teren posesji i obejrzenie instalacji na miejscu, co pozwala później przygotować wycenę ewentualnej usługi serwisowej albo oferty sprzedażowej. Drugim jest zebranie szczegółowych informacji technicznych, takich jak model i parametry falownika, numer licznika czy moc instalacji. Tego typu dane same w sobie mają wartość handlową, ponieważ mogą zostać wykorzystane do precyzyjniejszego kierowania kolejnych propozycji do właściciela. Coraz częściej pojawia się też trzeci element: przedstawienie oferty bezpośrednio podczas wizyty, np. dotyczącej rozbudowy instalacji, dodatkowego serwisu albo ubezpieczenia.
Stanowcze ostrzeżenie organu nadzoru. Tym osobom lepiej nie otwierać
Urząd Regulacji Energetyki ponownie ostrzega właścicieli mikroinstalacji fotowoltaicznych przed osobami podszywającymi się pod kontrolerów. Chodzi o przedstawicieli rzekomej Agencji Kontroli Sieci Przesyłowych, którzy odwiedzają prosumentów i informują o konieczności sprawdzenia instalacji PV. Problem w tym, że taka instytucja nie ma żadnych uprawnień do prowadzenia podobnych działań. URE podkreśla, że podmiot ten nie jest operatorem sieci, nie działa w imieniu operatorów i nie może żądać dostępu do posesji, falownika, licznika ani dokumentacji technicznej.
Schemat działania budzi szczególny niepokój, ponieważ wykorzystuje fakt, że część prosumentów wie o realnych kontrolach prowadzonych przez operatorów sieci dystrybucyjnych. Osoby pojawiające się przy domach z panelami fotowoltaicznymi mogą więc sprawiać wrażenie przedstawicieli legalnej procedury. W praktyce próbują jednak pozyskać dane techniczne instalacji, a niekiedy także wykorzystują wizytę do przedstawienia oferty handlowej. URE zwraca uwagę, że właściciele domów nie mają obowiązku wpuszczania takich osób na teren posesji.
Prawdziwa kontrola instalacji wygląda inaczej. Może ją przeprowadzić wyłącznie właściwy operator sieci dystrybucyjnej, czyli podmiot odpowiadający za dostarczanie energii na danym obszarze. Kontrolerzy muszą działać na podstawie imiennego upoważnienia oraz okazać legitymację służbową. Właściciel instalacji ma prawo przed wpuszczeniem kogokolwiek na posesję skontaktować się bezpośrednio z operatorem i potwierdzić, czy dana kontrola rzeczywiście została zaplanowana. Odmowa podania danych do weryfikacji powinna być traktowana jako wyraźny sygnał ostrzegawczy.