Od 2026 r. podatek od antykoncepcji w górę. Władze tego kraju sięgają po radykalne rozwiązanie
Z dniem 1 stycznia 2026 r. władze Chin podniosły podatek VAT na środki antykoncepcyjne. Zmiana kończy ponad 30 lat subsydiowania i zwolnień podatkowych na prezerwatywy i pigułki, stosowanych w ramach polityki kontroli urodzeń. Nowe przepisy mają przeciwdziałać kryzysowi demograficznemu, choć ich skuteczność bywa kwestionowana.
- Katastrofa na własne życzenie? Kryzys demograficzny w Chinach
- Chiny podjęły decyzję ws. antykoncepcji
- Potencjalne skutki podatku od antykoncepcji
Katastrofa na własne życzenie? Kryzys demograficzny w Chinach
Jeszcze do niedawna chińska polityka demograficzna była synonimem jednych z najbardziej drastycznych interwencji państwa w życie prywatne obywateli w nowożytnej historii. Wprowadzona w 1979 roku polityka jednego dziecka, która miała zapobiec przeludnieniu i klęsce głodu, przez dekady opierała się na powszechnej dostępności darmowej antykoncepcji, a w skrajnych przypadkach na przymusowych aborcjach i sterylizacjach.
W tamtym okresie, a dokładnie w 1993 roku, władze w Pekinie zdecydowały się na całkowite zwolnienie prezerwatyw i innych środków zapobiegawczych z podatku od wartości dodanej, traktując je jako towar pierwszej potrzeby służący realizacji nadrzędnego celu państwowego, jakim było ograniczenie przyrostu naturalnego. Przez ponad 30 lat chińskie regulacje i system zachęt wspierały politykę ograniczania urodzeń, co skutecznie wyhamowało dynamikę populacyjną, ale jednocześnie doprowadziło do zachwiania struktury wiekowej społeczeństwa.

Obecna zmiana paradygmatu jest bezpośrednim skutkiem dramatycznych odczytów demograficznych z ostatnich lat. Chiny, które w 2023 roku oddały Indiom palmę pierwszeństwa w rankingu najludniejszych państw świata, mierzą się z problemem starzejącego się społeczeństwa i kurczącej się siły roboczej. Władze centralne uznały, że skoro celem państwa nie jest już ograniczanie dzietności, to nie ma uzasadnienia dla utrzymywania preferencji podatkowych dla produktów, które temu celowi służą. Jest to jednak ruch, który symbolicznie zamyka epokę walki z przeludnieniem i otwiera nowy, nieznany rozdział walki o każdego nowego obywatela, w którym państwo sięga po narzędzia inżynierii fiskalnej.
Chiny podjęły decyzję ws. antykoncepcji
Nowe przepisy, które weszły w życie 1 stycznia 2026 roku, nakładają 13-procentowy podatek VAT na prezerwatywy, pigułki antykoncepcyjne oraz inne środki zapobiegania ciąży. Dla przeciętnego konsumenta oznacza to zauważalny, choć nie drastyczny wzrost cen przy kasie.
Szacuje się, że ceny prezerwatyw i innych środków wzrosną, co w skali roku może przełożyć się na odczuwalny wydatek dla gospodarstw domowych. Z perspektywy budżetu państwa, który w 2024 roku czerpał dużą część swoich przychodów właśnie z podatku VAT, ruch ten ma przynieść dodatkowe wpływy do państwowej kasy. Kwota ta, choć z pewnością zauważalna, stanowi zaledwie kroplę w morzu potrzeb chińskiego budżetu, który zmaga się z zadłużeniem samorządów lokalnych i koniecznością finansowania kosztownych programów stymulacyjnych.

Wprowadzenie podatku zbiega się z publikacją danych, które nie pozostawiają złudzeń co do skali wyzwania. Wskaźnik urodzeń w Chinach spadł do poziomu ok. 6,39 na 1000 mieszkańców, co jest wartością dalece niewystarczającą do prostej zastępowalności pokoleń. Mimo że rok 2024 przyniósł niewielki, symboliczny wzrost liczby noworodków, co przypisuje się postpandemicznemu efektowi odłożonych małżeństw oraz kulturowemu znaczeniu Roku Smoka, trend długoterminowy pozostaje spadkowy.
Populacja Chin kurczy się trzeci rok z rzędu, a według prognoz zespołu badawczego z Szanghajskiej Akademii Nauk Społecznych, do 2100 roku liczba mieszkańców Państwa Środka może spaść do poziomu zaledwie 525 milionów. W tym kontekście podatek od antykoncepcji jawi się jako desperacka próba odwrócenia trendu, który ma swoje źródła znacznie głębiej niż w cenie prezerwatyw.
Decydenci w Pekinie starają się równoważyć kij marchewką, wprowadzając równolegle szereg ulg dla rodziców. Nowelizacja ustawy o VAT, która podniosła ceny antykoncepcji, jednocześnie zwolniła z podatku usługi związane ze ślubami oraz opieką nad osobami starszymi. Te działania mają na celu stworzenie społeczeństwa przyjaznego płodności, jednak w zderzeniu z rosnącymi kosztami życia w chińskich metropoliach, wydają się one niewystarczające.
Zobacz też: Kontrole pukają do drzwi i sprawdzają, kto jest w środku. Tysiące adresów na liście
Potencjalne skutki podatku od antykoncepcji
Patrząc na problem z szerszej perspektywy, chiński eksperyment podatkowy idzie pod prąd światowym trendom w zakresie zdrowia reprodukcyjnego. Według danych Funduszu Ludnościowego ONZ (UNFPA), globalnym wyzwaniem pozostaje zapewnienie powszechnego dostępu do antykoncepcji, a nie jej ograniczanie. W 2024 roku wciąż blisko 9 proc. kobiet na świecie miało niezaspokojone potrzeby w zakresie planowania rodziny, a w krajach najmniej rozwiniętych odsetek ten sięgał 15 proc. Podczas gdy organizacje międzynarodowe walczą o znoszenie barier ekonomicznych w dostępie do nowoczesnych metod zapobiegania ciąży, Chiny, do niedawna lider w produkcji i dystrybucji tanich środków antykoncepcyjnych, stawiają barierę fiskalną.
Paradoks sytuacji polega na tym, że Pekin, próbując stymulować dzietność metodami administracyjnymi, może niechcący uderzyć w najuboższe warstwy społeczeństwa, dla których wzrost cen podstawowych środków higienicznych będzie odczuwalny. Socjologowie zwracają uwagę, że ciężar nowych regulacji spadnie nieproporcjonalnie na kobiety oraz osoby o niższych dochodach, nie wpływając realnie na decyzje prokreacyjne klasy średniej. Historia pokazuje, że demografii nie da się sterować wyłącznie za pomocą wskaźników podatkowych, a zaufanie obywateli do państwa buduje się stabilnością ekonomiczną, a nie ingerencją w intymne sfery życia przy sklepowej kasie.
Można więc przypuszczać, że skutkiem ubocznym takich działań będzie raczej pogłębienie nierówności społecznych niż odwrócenie negatywnych trendów demograficznych. W warunkach rosnących kosztów życia i niepewności zatrudnienia decyzje o posiadaniu dzieci pozostają silnie zakorzenione w poczuciu bezpieczeństwa ekonomicznego, dostępności mieszkań oraz jakości usług publicznych, a nie w cenach prezerwatyw czy tabletek antykoncepcyjnych. Z tej perspektywy chiński eksperyment podatkowy jawi się nie jako spójna polityka prorodzinna, lecz jako symboliczny gest władzy, który może przynieść więcej społecznych napięć niż realnych efektów pronatalistycznych.