Nawet 32 dni urlopu wypoczynkowego. Rewolucyjna petycja trafiła do Sejmu
Polski rynek pracy boryka się z narastającym niedoborem kadr. Aby skutecznie przyciągnąć młodych pracowników, coraz śmielej debatuje się nad poszerzeniem puli świadczeń. Do Sejmu trafiła rewolucyjna petycja proponująca nawet 32 dni urlopu wypoczynkowego, jednak cała procedura napotkała przeszkodę. Podjęto ostateczną decyzję.
- Demograficzny hamulec i rynkowa walka o pokolenie Z
- Rewolucja w wypoczynku zamiast tradycyjnych podwyżek. Urlop miałby być dłuższy
- Komisja podjęła decyzję. Wiadomo, co dalej z dłuższymi urlopami
Demograficzny hamulec i rynkowa walka o pokolenie Z
Polski rynek pracy przypomina obecnie niebezpiecznie mocno napiętą strunę. Stopa bezrobocia rejestrowanego ustabilizowała się na historycznie niskich poziomach, jednak od pewnego czasu wzrasta i wynosi około 6 procent. Współczynnik aktywności zawodowej pozostaje relatywnie wysoki, jednak fizycznie rąk do pracy po prostu ubywa. Ekonomiści od dawna biją na alarm, wskazując na nieubłagane procesy starzenia się społeczeństwa. Z roku na rok kurczy się krajowa populacja osób w wieku produkcyjnym, co staje się barierą rozwojową dla rodzimej gospodarki.

Kogo brakuje na rynku w pierwszej kolejności? Firmy komercyjne oraz instytucje mają potężny problem ze znalezieniem specjalistów. Wakaty świecą pustkami nie tylko w przemyśle czy technologiach, ale także w administracji publicznej. Zarobki państwowych urzędników często nie nadążają za skumulowaną inflacją oraz stawkami oferowanymi w dynamicznym sektorze prywatnym. Jak przyciągnąć absolwenta uczelni wyższej, gdy podrzędny urząd nie może licytować się na wynagrodzenia z międzynarodową korporacją finansową?
Instytucje muszą sięgać po zupełnie inne, nieszablonowe argumenty. Zachęcanie młodych do pracy przybiera dziś najczęściej formę poszukiwania idealnej równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Generacja Z, wchodząca na rynek zatrudnienia, ceni sobie elastyczność i czas wolny znacznie bardziej niż „wyścig szczurów”. Sektor budżetowy desperacko szuka rozwiązań pozapłacowych. Gwarantowanie hybrydowych ram działania to dla współczesnego pracownika często za mało. Stąd właśnie biorą się inicjatywy zmierzające do odważnego wydłużenia czasu na odpoczynek. Dodatkowe wolne miałoby stać się magnesem na młode talenty.
Rewolucja w wypoczynku zamiast tradycyjnych podwyżek. Urlop miałby być dłuższy
Zasady przyznawania płatnego wolnego w Polsce są ściśle regulowane przez obowiązujący Kodeks pracy i od wielu lat pozostają w niezmienionym kształcie. Zgodnie z powszechnymi przepisami, każdemu etatowemu pracownikowi przysługuje coroczny płatny urlop. Jego wymiar zależy bezpośrednio od stażu, do którego wlicza się również udokumentowany okres edukacji. Samo ukończenie studiów wyższych daje "na start” osiem lat dodanych do okresu zatrudnienia. Pracownik, którego staż wynosi łącznie mniej niż dekadę, ma prawo do zaledwie 20 dni wolnego. Z kolei przekroczenie granicy dziesięciu lat aktywności zawodowej podnosi ten wyczekiwany limit do 26 dni.
Wizja spędzenia ponad miesiąca na płatnym wypoczynku wciąż brzmi w polskich realiach jak niedoścignione marzenie. Warto tu zauważyć, że w niektórych bogatych państwach Europy Zachodniej podobnie hojne rozwiązania już sprawnie funkcjonują. Z bezprecedensowym postulatem wyszła niedawno Komisja Krajowa Związku Zawodowego Pracowników Państwowej Inspekcji Pracy, która złożyła do Sejmu oficjalną petycję w kwietniu 2024 roku. Związkowcy zaproponowali w niej drastyczną zmianę ustawy, celując w uatrakcyjnienie państwowych posad.

Zgodnie z głównymi założeniami odważnego projektu, nowo zatrudnieni urzędnicy państwowi od pierwszego dnia otrzymaliby dokładnie 26 dni urlopu. Oznaczałoby to natychmiastowy zastrzyk sześciu dodatkowych dni wolnego względem obowiązujących reguł. Po przepracowaniu pełnych 10 lat wymiar ten wzrósłby skokowo do 29 dni. Najbardziej lojalni pracownicy, mogący pochwalić się dwudziestoletnim stażem, otrzymaliby ostatecznie okrągłe 32 dni płatnego wolnego rocznie. Każdy taki dzień to dla pracodawcy bardzo wymierny koszt stały, oznaczający konieczność zapłacenia pensji za czas, w którym urzędnik nie wykonuje obowiązków. Twórcy argumentowali jednak, że to bezkosztowo zrekompensuje brak podwyżek.
Komisja podjęła decyzję. Wiadomo, co dalej z dłuższymi urlopami
Początkowo cały opisywany projekt wydawał się mieć historyczne szanse na szybką realizację w parlamencie. Sejmowe Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji uważnie przeanalizowało związkową propozycję i wydało jednoznacznie pozytywną opinię merytoryczną. Wydłużony ustawowo urlop mógłby być w pełni uzasadnioną formą państwowej gratyfikacji dla osób decydujących się związać karierę zawodową z administracją. Zyskany czas na relaks miał stanowić urzędniczą premię za bezwarunkową lojalność. Oczekiwano również, że posunięcie legislacyjne skutecznie i szybko zahamuje ogromną rotację kadr na najniższych, najsłabiej opłacanych szczeblach. Piękny sen etatowców prysł jednak niezwykle szybko, mianowicie na bardzo wczesnym etapie biurokratycznych prac w sejmowych gabinetach.
Sejmowa Komisja, która pochyliła się nad dokumentem, ostatecznie podjęła kategoryczną decyzję o definitywnym zakończeniu procedowania.
Kuriozalnym jest to, że centralne organy państwowe de facto chcą dokonywać zmian legislacyjnych za pośrednictwem Komisji do Spraw Petycji. To jest tryb, szanowni państwo, który przysługuje obywatelom. Ja wiem, państwo też jesteście obywatelami, ale funkcjonujecie w pewnych ramach urzędu centralnego i za pośrednictwem organów nadzorujących, zwierzchnich, powinniście tego typu zmiany legislacyjne przeprowadzać. Tutaj jest Rada Ochrony Pracy, jest marszałek Sejmu, który jest w tej całej strukturze nad państwem. Komisja do Spraw Petycji zajmuje się zmianami punktowymi (…) i zmianami, które są rekomendowane lub gdy na potrzebę takich zmian zwracają uwagę bezpośrednio sami obywatele. Dlatego tu również nie widzę absolutnie powodu, dla którego mielibyśmy w ogóle tą sprawą się zajmować - mówił Przewodniczący Komisji, poseł Rafał Bochenek z PiS.
Zmiany mocno rzutujące na całą gospodarkę muszą wcześniej przejść przez konsultacje na forum Rady Dialogu Społecznego. Co to oznacza dla milionów pracowników wyczekujących poprawy losu? Choć komisja zakończyła prace nad petycją, droga legislacyjna dla tego pomysłu nie została definitywnie zamknięta. Inicjatorom pozostaje teraz znalezienie posłów gotowych złożyć regularny projekt nowelizacji.