Lepiej przeszukaj szafki. Te filiżanki są teraz warte krocie, płacą za nie ponad 8 tys. zł
Niemal w każdym polskim domu znajduje się przynajmniej jeden komplet naczyń wyciągany wyłącznie na wyjątkowe okazje albo zapomniany przez domowników. Choć dla wielu z nas to tylko wiekowa pamiątka po babci, w świecie współczesnego wzornictwa sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Aż trudno uwierzyć, że za te filiżanki kolekcjonerzy są w stanie zapłacić nawet ponad 8 tys. zł.
Wybrane komplety ceramiki z minionej epoki przeżywają absolutny renesans, a na giełdach staroci i w domach aukcyjnych toczy się o nie cicha, lecz zawzięta walka. Kolekcjonerzy są w stanie zapłacić za nie krocie.
Skarby z zakurzonego kredensu
Żeby zrozumieć ten fenomen, trzeba cofnąć się do lat 60. XX wieku. To właśnie wtedy w Polsce nastąpił prawdziwy rozkwit nowoczesnego projektowania użytkowego, a czołowe zakłady, na czele z legendarną fabryką w Ćmielowie, zaczęły wypuszczać na rynek formy, które znacząco wyprzedzały swoje czasy.
Jedną z najbardziej ikonicznych postaci tamtego okresu był Lubomir Tomaszewski – wybitny rzeźbiarz i projektant związany z prestiżowym Instytutem Wzornictwa Przemysłowego. To z jego pracowni wyszły projekty, które zrywały z toporną, tradycyjną stylistyką.
Filiżanki z PRL-u są dziś warte ponad 8 tys. zł
Prawdziwym przełomem okazał się serwis „Dorota”. Jego miękkie, organiczne i opływowe linie do dziś zachwycają znawców sztuki. Tomaszewski zastosował w nim nowatorskie rozwiązanie – filiżanki zostały pozbawione klasycznych, doklejanych uchwytów, stanowiąc jednolitą, aerodynamiczną bryłę.
Sam pomysł i jego nazwa miały zresztą bardzo osobisty wymiar, ponieważ zarówno „Dorota”, jak i bliźniaczy zestaw „Ina”, otrzymały imiona po córkach artysty. Projekt szybko zyskał międzynarodowy rozgłos – w 1963 roku został zaprezentowany na Międzynarodowej Wystawie Form Przemysłowych w Paryżu, skąd wrócił ze złotym medalem. Dziś unikalne serwisy Tomaszewskiego nie są już tylko przedmiotem użytkowym, ale prawowitymi dziełami sztuki, które regularnie trafiają do muzealnych kolekcji
Zestaw z PRL-u wart mały majątek
Współczesny rynek antyków bezwzględnie weryfikuje przeszłość, a kolekcjonerzy są w stanie zapłacić fortunę za unikalny design. Kluczowym czynnikiem przy wycenie jest zestawienie trzech elementów: autora projektu, kompletności serwisu oraz jego stanu zachowania. Naczynia bez pęknięć, wyszczerbień i ze spójnym malowaniem osiągają na licytacjach kwoty, o których pierwotni właściciele mogli jedynie pomarzyć.
W przypadku idealnie zachowanych, pełnych serwisów „Dorota” z oryginalnymi elementami, w obiegu kolekcjonerskim ceny potrafią dochodzić nawet do około 8,5 tys. zł. Warto jednak zachować chłodną głowę i pamiętać o rynkowej anatomii – nie każda filiżanka wyprodukowana w czasach PRL-u oznacza zastrzyk gotówki. Masowe, produkcyjne zestawy bez wyraźnego autorskiego stempla wyceniane są znacznie niżej, ale rzadkie perełki projektowane przez mistrzów IWP pozostają na giełdach absolutnym rarytasem.

