Już nie Tajlandia. Nowy ulubiony kraj na wakacje, w hotelach dziwią się, skąd tylu Polaków
Urlop coraz częściej skłania nas do porzucenia utartych szlaków na rzecz dalekiej egzotyki. Turystyka w znanych kurortach ma się świetnie, ale na horyzoncie pojawia się zupełnie nowy kierunek. Pewien azjatycki archipelag kusi nie tylko rajskimi widokami, ale też czymś, czego podróżnicy usilnie szukają.
- Polacy chętnie wyjeżdżają w te miejsca
- To nowa perełka turystyczna Polaków
- Mroczna strona raju turystycznego Polaków
Polacy chętnie wyjeżdżają w te miejsca
Krajowa turystyka wciąż cieszy się gigantycznym zainteresowaniem, co potwierdzają najnowsze rynkowe odczyty. Z opublikowanych danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w minionym roku z legalnych obiektów noclegowych w Polsce skorzystało ponad 36 milionów turystów. Dane te, obejmujące okres od stycznia do października 2025 roku, wskazują na stabilną pozycję rodzimego rynku. Jednak systematycznie rosnące koszty wypoczynku nad Bałtykiem czy w obleganych Tatrach sprawiają, że nasze spojrzenia coraz odważniej wędrują daleko poza granice kraju.
Szukając idealnego miejsca na wyczekiwane wakacje, przestaliśmy bać się znacznych odległości. Jesteśmy gotowi spędzić w samolocie kilkanaście godzin, byle tylko zagwarantować sobie bezchmurne niebo i krystalicznie czystą wodę, na co ciężko pracowaliśmy przez cały rok.

W minionych latach zagraniczne rezerwacje zdominowane były przez sprawdzone azjatyckie i afrykańskie hity. Tajlandia przyciągała miłośników wyrazistej kuchni, Zanzibar kusił białymi plażami skrytymi w cieniu palm, a Malediwy uchodziły za absolutny synonim prestiżu, oferując romantyczny azyl z dala od zgiełku. Zmieniające się oczekiwania pokazują jednak, że urlop przestał być dla nas wyłącznie czasem biernego leżenia na piasku. Dzisiaj od wyjazdów oczekujemy idealnego balansu między fizyczną regeneracją a aktywnym zwiedzaniem. Chcemy poczuć obezwładniające ciepło tropików, ale jednocześnie zachować możliwość schronienia się przed słońcem w klimatyzowanych wnętrzach lub rześkich, górskich rejonach.
To w pełni naturalne pragnienie odkrywania absolutnie nieznanego sprawia, że dotychczasowe mocno wyeksploatowane kierunki powoli ustępują miejsca nowym fascynacjom. Biura podróży od kilku kwartałów notują rekordowe zapytania o miejsca, które jeszcze dekadę temu wydawały się barierą nie do pokonania ze względu na logistykę. W tym kontekście widać, że jesteśmy gotowi na nowe przeżycia.
To nowa perełka turystyczna Polaków
Na fali gorączkowych poszukiwań idealnego miejsca, absolutnym hitem ostatnich miesięcy stały się właśnie Filipiny. Ten niezwykle rozległy archipelag, składający się z ponad siedmiu tysięcy wysp, nagle zaczął przyciągać podróżników znad Wisły niczym potężny magnes. Skala zjawiska okazała się na tyle imponująca, że nawet pracownicy lokalnych hoteli z zaciekawieniem pytali turystów, skąd wziął się u nich tak potężny przypływ gości z Europy Środkowej.
Według doniesień medialnych z marca 2026 roku, Polacy stali się jedną z najbardziej widocznych grup w tym regionie. Odpowiedź na to pytanie jest dość prosta i kryje się w rosnącej dostępności transportowej. Prawdziwym przełomem dla branży okazało się uruchomienie długodystansowych, bezpośrednich lotów czarterowych z naszego kraju. To rozwiązanie drastycznie skróciło czas podróży i skutecznie wyeliminowało uciążliwe przesiadki w portach lotniczych.

Loty z polskich aglomeracji sprawiły, że ten azjatycki raj stał się osiągalny dosłownie na wyciągnięcie ręki. Polacy błyskawicznie docenili unikalny charakter archipelagu. Z zachwytem odkrywają bajkowe wybrzeża i podziemne rzeki na rajskiej wyspie Palawan, a także fascynujące formacje geologiczne, na czele ze słynnymi Czekoladowymi Wzgórzami na wyspie Bohol.
W samolocie z Manili na popularną wyspę Palawan niemal połowę pasażerów stanowili nasi rodacy, a pracownicy hotelu pytali, skąd ten nagły wzrost popularności Filipin w Polsce - mówi dla WP Turystyka Marzena Buczkowska-German z Wakacje.pl, która odwiedziła w tym roku Filipiny.
Z analiz rynkowych agregowanych przez branżę wynika jednoznacznie, że trend ma ogromny potencjał do dalszego wzrostu. Branżowi analitycy przewidują, że w 2026 roku liczba turystów z naszego państwa wybierających ten zakątek globu może poszybować w górę o 30 proc. To w praktyce oznaczałoby szybkie przekroczenie historycznej bariery 30 tysięcy odwiedzających w zaledwie jednym roku. Taka dynamika jasno wskazuje inwestorom, że nie mamy tu do czynienia z chwilową anomalią, ale twardym trendem w krajowej turystyce.
Choć rosnąca dosłownie z miesiąca na miesiąc popularność tego pięknego państwa robi wrażenie na analitykach rynkowych, w tle wciąż pozostaje pewien niezwykle intrygujący paradoks. Mimo że kraj ten bardzo regularnie trafia do różnej maści niechlubnych zestawień jako jeden z najbardziej niebezpiecznych wakacyjnych kierunków na świecie, zachodnim przybyszom zdaje się to zupełnie nie przeszkadzać w planowaniu urlopu.
Zobacz też: LOT przedłuża zawieszenie lotów. Te kierunki pozostaną niedostępne przez kilka tygodni
Mroczna strona raju turystycznego Polaków
Z licznych branżowych doniesień wynika jasno, że pomimo oficjalnych ostrzeżeń dyplomatycznych przed wyprawami w niespokojne rejony na południu, archipelag nadal stabilnie gości miliony przyjezdnych. Niebezpieczeństwo Filipin potwierdzają to wyniki najnowszego indeksu opracowanego przez Hellosafe.
Zestawienie powstało w oparciu o 35 wskaźników pogrupowanych w pięć głównych obszarów: ryzyko klęsk żywiołowych, poziom przemocy, zaangażowanie w konflikty zbrojne (wewnętrzne i międzynarodowe), stan infrastruktury medycznej oraz stopień militaryzacji. Według tego rankingu za najmniej bezpieczny kierunek wakacyjny uznano Filipiny. Kolejne miejsca zajęły Kolumbia i Meksyk, a w pierwszej piątce znalazły się również Indie oraz Rosja.
Nasi rodacy, od lat doskonale znani w turystycznym świecie z zamiłowania do sprytnego zarządzania wyjazdowym budżetem, kalkulują to lokalne ryzyko w sposób niezwykle pragmatyczny. Konsekwentnie oraz z dużą świadomością omijają szerokim łukiem zapalne punkty na mapie tego państwa, skupiając się wyłącznie na sprawdzonych, bezpiecznych enklawach. To właśnie tam mogą w pełni, bez najmniejszych obaw, korzystać z piękna dzikiej natury. Cieszą się przy tym niespotykanie szczerą gościnnością i otwartością tamtejszych mieszkańców, co zawsze stanowi pożądaną, dodatkową wartość wyjazdu.
Nie bez znaczenia dla długoterminowego utrzymania wysokiej dynamiki rezerwacji pozostaje również korzystny przelicznik walutowy na miejscu. Słabsze notowania peso filipińskiego w stosunku do złotego sprawiają, że urlopowa codzienność jest przystępna pod kątem finansowym. Kosztowne obiady można śmiało zastąpić posiłkami w lokalnych garkuchniach, a wynajem niewielkich skuterów czy korzystanie z atrakcji wodnych okazuje się znacznie tańsze niż w Europie. Strumień rezerwacji kierowany w stronę Azji dobitnie udowadnia zatem, że mądrze zaplanowane wakacje potrafią sowicie wynagrodzić dyskomfort długiego lotu. Ten rejon globu ostatecznie potwierdza, że w turystyce wciąż jest miejsce na nieoczywiste odkrycia, łączące rozsądek z realizacją marzeń.