Intensywny kolor ma zachęcać do zakupu. Ten barwnik w żywności budzi jednak coraz więcej wątpliwości
Bezpieczeństwo żywności to jeden z najważniejszych elementów ochrony zdrowia publicznego. Produkty dostępne w sklepach muszą spełniać określone normy, ale historia pokazuje, że ocena dodatków do żywności potrafi się zmieniać. Dobrym przykładem są barwniki, które przez lata uznawano za zwykły element przetworzonej żywności.
Bezpieczeństwo żywności jest priorytetem. Historia zna wiele zmian ocen
Żywność trafiająca do sklepów powinna być bezpieczna dla konsumentów. To jedna z podstawowych zasad rynku spożywczego, szczególnie w Unii Europejskiej, gdzie dodatki do żywności, pestycydy, substancje konserwujące i materiały mające kontakt z jedzeniem podlegają szczegółowym regulacjom. Nie oznacza to jednak, że raz wydana ocena pozostaje niezmienna na zawsze. Historia pokazuje, że substancje przez lata obecne w produktach spożywczych potrafią po czasie wzbudzić wątpliwości. Czasem wynika to z nowych badań, czasem z lepszych metod analitycznych, a czasem z ostrożniejszego podejścia do ryzyka. To, co kiedyś uznawano za dopuszczalne w szerokim zakresie, później może zostać ograniczone albo całkowicie wycofane.

Przykładem jest dwutlenek tytanu, znany jako E171. Przez lata był stosowany jako biały barwnik, m.in. w słodyczach, gumach do żucia, polewach czy suplementach diety. Unia Europejska zakazała jednak jego stosowania jako dodatku do żywności po ocenie bezpieczeństwa, w której nie można było wykluczyć obaw dotyczących genotoksyczności. Podobnie zmieniało się podejście do niektórych sztucznych barwników. Część z nich nadal jest dozwolona, ale produkty zawierające takie substancje muszą mieć specjalne ostrzeżenie. Chodzi przede wszystkim o możliwy wpływ na aktywność i koncentrację u dzieci. To nie jest to samo co zakaz, ale jest sygnałem, że konsument powinien mieć jasną informację na etykiecie.
Takie przykłady pokazują, że bezpieczeństwo żywności nie polega wyłącznie na dopuszczeniu produktu do sprzedaży. To ciągły proces: badania, kontrole, aktualizacja norm i reagowanie na nowe dane. Dlatego dodatki do żywności, w tym barwniki, regularnie wracają w debacie publicznej. Dla konsumenta najważniejsza pozostaje umiejętność czytania etykiet. Wiele dodatków nie jest szkodliwych samo w sobie przy stosowaniu zgodnym z normami, ale ich obecność może mieć znaczenie dla osób wrażliwych, dzieci albo tych, którzy chcą ograniczać wysoko przetworzoną żywność.
Barwniki w żywności. Po co się je stosuje i które budzą największe ograniczenia?
Barwniki to dodatki do żywności, których zadaniem jest nadanie produktom określonego koloru albo poprawienie wyglądu. Dzięki nim napoje są bardziej intensywne, żelki mają mocniejsze barwy, desery wyglądają atrakcyjniej, a przetworzone produkty zachowują powtarzalny wygląd niezależnie od partii produkcyjnej. W przemyśle spożywczym stosuje się zarówno barwniki naturalne, jak i syntetyczne. Naturalne mogą pochodzić m.in. z roślin, owoców, warzyw albo przypraw. Syntetyczne są wytwarzane przemysłowo i często dają bardzo intensywny, stabilny kolor. To właśnie one najczęściej wzbudzają dyskusję, zwłaszcza gdy pojawiają się w produktach chętnie kupowanych przez dzieci.
W Unii Europejskiej barwniki mogą być stosowane tylko wtedy, gdy są dopuszczone do użycia i spełniają określone warunki. Przepisy określają, w jakich produktach można ich używać, w jakich ilościach i jak powinny być oznaczane na etykiecie. Konsument powinien znaleźć w składzie nazwę barwnika albo jego numer E. Szczególną grupą są barwniki objęte obowiązkiem ostrzeżenia o możliwym wpływie na aktywność i koncentrację u dzieci. Dotyczy to sześciu substancji: tartrazyny E102, żółcieni chinolinowej E104, żółcieni pomarańczowej E110, azorubiny E122, czerwieni koszenilowej A E124 oraz czerwieni allura E129. Jeśli znajdują się w produkcie, informacja powinna być widoczna na etykiecie.

Niektóre barwniki zostały w Unii Europejskiej wycofane z żywności albo nie są dopuszczone do stosowania. Najgłośniejszym przykładem ostatnich lat jest dwutlenek tytanu E171, który został zakazany jako dodatek do żywności. To pokazuje, że unijne przepisy nie polegają wyłącznie na ostrzeganiu, ale mogą też prowadzić do całkowitego usunięcia danej substancji z produktów spożywczych. Różnice między krajami są jednak duże. Substancja dopuszczona w Unii Europejskiej może być ograniczana albo wycofywana w innych częściach świata. Zdarza się też odwrotnie: dodatek zakazany w UE nadal funkcjonuje poza Europą. Dlatego sam fakt, że barwnik znajduje się w produkcie, nie oznacza automatycznie zagrożenia, ale warto wiedzieć, dlaczego część regulatorów przygląda się mu uważniej.
Żółcień pomarańczowa E110. W Polsce legalna, ale nie bez ostrzeżeń
Barwnikiem opisanym przez Rynek Zdrowia jest żółcień pomarańczowa, oznaczana jako E110. To syntetyczny barwnik nadający produktom żółtopomarańczowy odcień. Można go znaleźć m.in. w żelkach, napojach, deserach, dżemach i niektórych sosach. W praktyce najczęściej pojawia się w żywności wysoko przetworzonej, której wygląd ma przyciągać uwagę konsumenta. W Polsce, podobnie jak w innych państwach Unii Europejskiej, E110 jest dopuszczony do stosowania w żywności, ale podlega ograniczeniom. Producenci muszą przestrzegać limitów oraz umieszczać na etykiecie ostrzeżenie o możliwym wpływie na aktywność i koncentrację u dzieci. To ważna informacja zwłaszcza dla rodziców, którzy kupują kolorowe słodycze, napoje i desery.
Rynek Zdrowia zwraca uwagę, że podejście do tego barwnika nie wszędzie jest takie samo. Część państw poza głównym unijnym systemem regulacyjnym podchodzi do E110 bardziej restrykcyjnie, a w debacie publicznej coraz częściej pojawiają się postulaty ograniczania syntetycznych barwników w żywności. W Stanach Zjednoczonych FDA zapowiedziała szersze wycofywanie barwników syntetycznych opartych na surowcach petrochemicznych, w tym Yellow No. 6, odpowiadającego E110. Kontrowersje wokół E110 dotyczą przede wszystkim dzieci. To właśnie dlatego w Unii Europejskiej wymagane jest ostrzeżenie na etykiecie. Nie oznacza ono, że produkt jest automatycznie niebezpieczny, ale ma pomóc konsumentowi podjąć świadomą decyzję. Szczególne znaczenie ma częstotliwość spożywania takich produktów i ogólny udział żywności wysoko przetworzonej w diecie.
W praktyce najprostsza zasada brzmi: warto czytać skład. Jeśli na etykiecie pojawia się E110 albo nazwa "żółcień pomarańczowa”, dobrze sprawdzić, czy produkt jest czymś jedzonym okazjonalnie, czy stałym elementem diety dziecka. Im częściej w koszyku pojawiają się kolorowe słodycze, napoje i desery, tym większe znaczenie ma kontrolowanie dodatków. Nie trzeba popadać w panikę ani zakładać, że każdy produkt z barwnikiem szkodzi zdrowiu. Bezpieczeństwo żywności opiera się na limitach, ocenach ryzyka i nadzorze. Jednocześnie zmieniające się regulacje pokazują, że dodatki do żywności nie są tematem zamkniętym raz na zawsze.