Grupowe zwolnienia w legendarnym zakładzie pracy. Ludzie pracowali tam nawet 40 lat
Stuletnia historia bydgoskiego Stomilu, pioniera polskiej branży gumowej, pisze swój najsmutniejszy rozdział. Zakład, który przetrwał dekady zmian ustrojowych, przegrywa dziś walkę z azjatycką konkurencją i gigantycznym zadłużeniem. Pod koniec lutego aż 92 osoby z niewielkiej już, 134-osobowej załogi, otrzymały wypowiedzenia, co dla wielu oznacza koniec zawodowego świata.
- Przychody spółki topniały w oczach
- "Świat się wali człowiekowi" - pracownicy są rozżaleni
- Prezes zakładu chce uratować spółkę
Przychody spółki topniały w oczach
Historia bydgoskiego Stomilu to opowieść o potędze, która budowała przemysłową tożsamość regionu przez ponad wiek. Jako pierwszy w Polsce producent węży hydraulicznych, zakład przez dekady wyznaczał standardy jakości. Niestety, od 2022 roku dobra passa zaczęła drastycznie słabnąć, a przychody spółki topniały w oczach.
Głównym winowajcą okazała się tania produkcja z rynków azjatyckich, której polski zakład nie był w stanie sprostać kosztowo. Sytuacja finansowa pogorszyła się do tego stopnia, że od 17 grudnia 2025 roku spółka oficjalnie znajduje się w postępowaniu sanacyjnym (rodzaj restrukturyzacji sądowej mającej na celu uratowanie przedsiębiorstwa przed upadłością poprzez głębokie zmiany operacyjne i finansowe).

Narastające przez lata straty Stomilu osiągnęły porażający poziom ponad 36 mln złotych. Zarząd spółki stanął pod ścianą, a jedyną drogą do ewentualnego przetrwania pozostałych komórek firmy okazała się bolesna redukcja zatrudnienia. Decyzja o zwolnieniu blisko 70 proc. załogi odbiła się szerokim echem nie tylko w Bydgoszczy, ale i w całym kraju, stając się symbolem trudności, z jakimi boryka się tradycyjny polski przemysł w dobie globalizacji.
Choć zarząd zapewnia, że cięcia są niezbędne, by utrzymać produkcję płyt, wykładzin gumowych i sznurów przemysłowych, dla odchodzących pracowników te tłumaczenia są marnym pocieszeniem. Czy zakład, który kiedyś zatrudniał tysiące osób, zdoła przetrwać w tak okrojonym, 40-osobowym składzie?
"Świat się wali człowiekowi" - pracownicy są rozżaleni
Najbardziej wstrząsający w tej historii jest wymiar ludzki. Wśród osób, które pod koniec lutego otrzymały wypowiedzenia, znajdują się pracownicy związani ze Stomilem od przeszło trzech, a nawet czterech dekad. To ludzie, dla których fabryczna hala była drugim domem, a współpracownicy – niemal rodziną.
Janusz Dalecki, jeden z pracowników likwidowanego właśnie wydziału węży przemysłowych, spędził w firmie 37 lat. Pamięta czasy, gdy przez bramę zakładu przechodziło codziennie około 2 tysięcy osób. Dziś, patrząc na puste korytarze i otrzymując dokument kończący jego wieloletnią misję, nie kryje swojej goryczy.
Nie wiadomo, jak sobie z tym poradzić, gdy świat się wali człowiekowi! To dla nas bardzo przykre, że staliśmy się niepotrzebni — mówi "Gazecie Pomorskiej" Janusz Dalecki
Pracownicy czują głęboki dysonans między ich osobistym dramatem a przekazami o dynamicznie rozwijającej się polskiej gospodarce. Gdy zagraniczne media rozpisują się o sukcesach nadwiślańskiego PKB, w Bydgoszczy upada legenda.
Związkowcy prowadzą intensywne, choć trudne negocjacje z dyrekcją, walcząc o godne warunki odejścia. Ich postulaty obejmują nie tylko odprawy, ale także nagrody jubileuszowe, które miały być ukoronowaniem wieloletniego trudu. Na ten moment zarząd zaakceptował jedynie część propozycji, co potęguje frustrację. W sprawę zaangażowali się lokalni politycy – radny Jarosław Wenderlich wystosował interpelację do władz województwa kujawsko-pomorskiego, apelując o wsparcie dla spółki i jej pracowników.
Zobacz też: Reforma PIP. Wszystko w rękach Nawrockiego, Polska może stracić miliardy złotych
Prezes zakładu chce uratować spółkę
Mimo fatalnej sytuacji kadrowej i finansowej, prezes Krzysztof Molen nie składa broni i próbuje kreślić optymistyczne scenariusze dla pozostałej części firmy. W rozmowach z mediami podkreśla, że zakład wciąż posiada aktywny portfel zamówień, który zabezpiecza pracę do końca bieżącego roku. Co więcej, prezes planuje nawet uruchomienie drugiej i trzeciej zmiany w działach, które uniknęły likwidacji. Strategia ratunkowa opiera się na agresywnym poszukiwaniu rynków zbytu poza granicami Polski.
Mam portfel zamówień do końca roku. Planuję otworzyć drugą i trzecią zmianę — powiedział Krzysztof Molen w rozmowie z TVP Bydgoszcz.
Analizy zarządu wskazują na potencjał w Norwegii, Hiszpanii oraz Niemczech, gdzie bydgoskie wykładziny gumowe i płyty wciąż znajdują nabywców. To właśnie na tych produktach ma zostać oparta przyszłość "nowego", mniejszego Stomilu. Jednak droga do stabilizacji jest wyboista. Postępowanie sanacyjne narzuca ostre rygory finansowe, a odzyskanie zaufania kontrahentów w obliczu masowych zwolnień jest zadaniem karkołomnym.