Partner serwisu None
Partner serwisu None
biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Praca > Grupowe zwolnienia w legendarnym zakładzie pracy. Ludzie pracowali tam nawet 40 lat
Julia Czwórnóg
Julia Czwórnóg 19.03.2026 11:13

Grupowe zwolnienia w legendarnym zakładzie pracy. Ludzie pracowali tam nawet 40 lat

Grupowe zwolnienia w legendarnym zakładzie pracy. Ludzie pracowali tam nawet 40 lat
Fot. Pit1233, CC0/Wikimedia Commons

Stuletnia historia bydgoskiego Stomilu, pioniera polskiej branży gumowej, pisze swój najsmutniejszy rozdział. Zakład, który przetrwał dekady zmian ustrojowych, przegrywa dziś walkę z azjatycką konkurencją i gigantycznym zadłużeniem. Pod koniec lutego aż 92 osoby z niewielkiej już, 134-osobowej załogi, otrzymały wypowiedzenia, co dla wielu oznacza koniec zawodowego świata.

  • Przychody spółki topniały w oczach
  • "Świat się wali człowiekowi" - pracownicy są rozżaleni
  • Prezes zakładu chce uratować spółkę

Przychody spółki topniały w oczach

Historia bydgoskiego Stomilu to opowieść o potędze, która budowała przemysłową tożsamość regionu przez ponad wiek. Jako pierwszy w Polsce producent węży hydraulicznych, zakład przez dekady wyznaczał standardy jakości. Niestety, od 2022 roku dobra passa zaczęła drastycznie słabnąć, a przychody spółki topniały w oczach.

Głównym winowajcą okazała się tania produkcja z rynków azjatyckich, której polski zakład nie był w stanie sprostać kosztowo. Sytuacja finansowa pogorszyła się do tego stopnia, że od 17 grudnia 2025 roku spółka oficjalnie znajduje się w postępowaniu sanacyjnym (rodzaj restrukturyzacji sądowej mającej na celu uratowanie przedsiębiorstwa przed upadłością poprzez głębokie zmiany operacyjne i finansowe).

Grupowe zwolnienia w legendarnym zakładzie pracy. Ludzie pracowali tam nawet 40 lat
Fot. Pit1233, CC0/ikimedia Commons

Narastające przez lata straty Stomilu osiągnęły porażający poziom ponad 36 mln złotych. Zarząd spółki stanął pod ścianą, a jedyną drogą do ewentualnego przetrwania pozostałych komórek firmy okazała się bolesna redukcja zatrudnienia. Decyzja o zwolnieniu blisko 70 proc. załogi odbiła się szerokim echem nie tylko w Bydgoszczy, ale i w całym kraju, stając się symbolem trudności, z jakimi boryka się tradycyjny polski przemysł w dobie globalizacji. 

Choć zarząd zapewnia, że cięcia są niezbędne, by utrzymać produkcję płyt, wykładzin gumowych i sznurów przemysłowych, dla odchodzących pracowników te tłumaczenia są marnym pocieszeniem. Czy zakład, który kiedyś zatrudniał tysiące osób, zdoła przetrwać w tak okrojonym, 40-osobowym składzie?

"Świat się wali człowiekowi" - pracownicy są rozżaleni

Najbardziej wstrząsający w tej historii jest wymiar ludzki. Wśród osób, które pod koniec lutego otrzymały wypowiedzenia, znajdują się pracownicy związani ze Stomilem od przeszło trzech, a nawet czterech dekad. To ludzie, dla których fabryczna hala była drugim domem, a współpracownicy – niemal rodziną.

Janusz Dalecki, jeden z pracowników likwidowanego właśnie wydziału węży przemysłowych, spędził w firmie 37 lat. Pamięta czasy, gdy przez bramę zakładu przechodziło codziennie około 2 tysięcy osób. Dziś, patrząc na puste korytarze i otrzymując dokument kończący jego wieloletnią misję, nie kryje swojej goryczy.

Nie wiadomo, jak sobie z tym poradzić, gdy świat się wali człowiekowi! To dla nas bardzo przykre, że staliśmy się niepotrzebni — mówi "Gazecie Pomorskiej" Janusz Dalecki

Pracownicy czują głęboki dysonans między ich osobistym dramatem a przekazami o dynamicznie rozwijającej się polskiej gospodarce. Gdy zagraniczne media rozpisują się o sukcesach nadwiślańskiego PKB, w Bydgoszczy upada legenda.

Związkowcy prowadzą intensywne, choć trudne negocjacje z dyrekcją, walcząc o godne warunki odejścia. Ich postulaty obejmują nie tylko odprawy, ale także nagrody jubileuszowe, które miały być ukoronowaniem wieloletniego trudu. Na ten moment zarząd zaakceptował jedynie część propozycji, co potęguje frustrację. W sprawę zaangażowali się lokalni politycy – radny Jarosław Wenderlich wystosował interpelację do władz województwa kujawsko-pomorskiego, apelując o wsparcie dla spółki i jej pracowników.

Zobacz też: Reforma PIP. Wszystko w rękach Nawrockiego, Polska może stracić miliardy złotych

Prezes zakładu chce uratować spółkę

Mimo fatalnej sytuacji kadrowej i finansowej, prezes Krzysztof Molen nie składa broni i próbuje kreślić optymistyczne scenariusze dla pozostałej części firmy. W rozmowach z mediami podkreśla, że zakład wciąż posiada aktywny portfel zamówień, który zabezpiecza pracę do końca bieżącego roku. Co więcej, prezes planuje nawet uruchomienie drugiej i trzeciej zmiany w działach, które uniknęły likwidacji. Strategia ratunkowa opiera się na agresywnym poszukiwaniu rynków zbytu poza granicami Polski.

Mam portfel zamówień do końca roku. Planuję otworzyć drugą i trzecią zmianę — powiedział Krzysztof Molen w rozmowie z TVP Bydgoszcz.

Analizy zarządu wskazują na potencjał w Norwegii, Hiszpanii oraz Niemczech, gdzie bydgoskie wykładziny gumowe i płyty wciąż znajdują nabywców. To właśnie na tych produktach ma zostać oparta przyszłość "nowego", mniejszego Stomilu. Jednak droga do stabilizacji jest wyboista. Postępowanie sanacyjne narzuca ostre rygory finansowe, a odzyskanie zaufania kontrahentów w obliczu masowych zwolnień jest zadaniem karkołomnym.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wittchen
Problemy finansowe dotknęły popularną markę. Zamknie część sklepów w Polsce
Moya
MOYA zmienia właściciela. Wiadomo, jaki los czeka 540 stacji paliw w Polsce
Bon senioralny
Nowe świadczenie dla seniorów od 2026 r. Sejm dał zielone światło, kryteria są już znane
Waloryzacja dodatki
Złe wieści dla seniorów. Niektórzy po waloryzacji dostaną tylko 1,82 zł więcej na miesiąc
Fabryka samochody
Na Śląsku ma powstać prawdziwy kolos. Zapewni prawie 4 tys. miejsc pracy
telefon z PRL
Arcytrudny quiz o PRL. To nie tylko długie kolejki i kartki na mięso. Sprawdź się
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: