biznes finanse video praca handel Eko Energetyka polska i świat O nas
Obserwuj nas na:
BiznesINFO.pl > Polska i Świat > Groźna deklaracja USA wobec jednego kraju. Trump grozi przejęciem. "Mogę zrobić co chcę"
Julia Czwórnóg
Julia Czwórnóg 17.03.2026 16:48

Groźna deklaracja USA wobec jednego kraju. Trump grozi przejęciem. "Mogę zrobić co chcę"

Groźna deklaracja USA wobec jednego kraju. Trump grozi przejęciem. "Mogę zrobić co chcę"
Fot. IMAGO/Aaron Schwartz / Pool via CNP /MediaPunch/Imago Stock/East News

Biały Dom pod wodzą Donalda Trumpa nie przestaje zadziwiać dynamiką swojej polityki zagranicznej, tym razem kierując wzrok ku Karaibom. Deklaracje o „zajęciu” kraju, który prezydent określa mianem „upadłego narodu”, wywołały lawinę spekulacji. Choć na stole leżą różne scenariusze, od dyplomatycznych po siłowe, sytuacja humanitarna na samej wyspie zdaje się osiągać punkt krytyczny, stając się idealnym pretekstem do radykalnych działań Waszyngtonu.

  • Administracja Donalda Trumpa obiera coraz bardziej bezkompromisowy kurs
  • Potężny blackout na Kubie
  • „Mogę zrobić, co chcę” – Trump zapowiada zajęcie Kuby

Administracja Donalda Trumpa obiera coraz bardziej bezkompromisowy kurs

Relacje między Stanami Zjednoczonymi a Kubą od dekad przypominają sinusoidę, jednak obecny kurs wyznaczany przez administrację Donalda Trumpa wydaje się najbardziej bezkompromisowy od czasu kryzysu rakietowego. Kuba, będąca niegdyś bastionem wpływów radzieckich, a później strategicznym partnerem Rosji i Chin w regionie, znalazła się w głębokiej izolacji.

System polityczny, oparty na jednopartyjnych rządach Komunistycznej Partii Kuby, od lat zmaga się z niewydolnością planowanej gospodarki, co potęgują utrzymywane przez Waszyngton sankcje. Choć za prezydentury Baracka Obamy doszło do krótkotrwałej normalizacji stosunków dyplomatycznych, powrót Trumpa do Gabinetu Owalnego przyniósł ponowne zaostrzenie retoryki i powrót do polityki maksymalnej presji.

Groźna deklaracja USA wobec jednego kraju. Trump grozi przejęciem. "Mogę zrobić co chcę"
Fot. YAMIL LAGE/AFP/East News

Obecna sytuacja na Kubie jest bezpośrednim pokłosiem nie tylko wewnętrznych problemów, ale także zmian w całym regionie Ameryki Łacińskiej. Przez lata wyspa była kroplówką zasilaną wenezuelską ropą, co pozwalało reżimowi w Hawanie na względną stabilność energetyczną.

Jednak po gwałtownych zmianach politycznych w Caracas i skutecznym odcięciu wpływów Nicolasa Maduro, Kuba straciła swojego głównego sponsora. To właśnie brak surowców energetycznych stał się katalizatorem obecnego kryzysu, który Donald Trump zamierza wykorzystać do realizacji swoich wizji geopolitycznych, nie wykluczając przy tym bezpośredniej interwencji pod hasłem „wyzwolenia” narodu.

Potężny blackout na Kubie

W poniedziałek kubański resort energii potwierdził najczarniejszy scenariusz: na wyspie doszło do całkowitego odłączenia krajowego systemu elektroenergetycznego (tzw. blackoutu). To nie był jednorazowy incydent, gdyż do podobnych przerw w dostawach dochodziło już regularnie na początku marca.

Przyczyną paraliżu państwa jest dramatyczny brak paliw kopalnych, z których Kuba pozyskuje aż 83 proc. swojej energii. Sytuacja stała się beznadziejna po amerykańskim ataku na Wenezuelę i pojmaniu Nicolasa Maduro. Nowe władze w Caracas, prowadząc rozmowy z Waszyngtonem, wstrzymały transporty ropy do Hawany, co dla kubańskiej gospodarki oznaczało wyrok śmierci.

Groźna deklaracja USA wobec jednego kraju. Trump grozi przejęciem. "Mogę zrobić co chcę"
Fot. YAMIL LAGE/AFP/East News

Prezydent Miguel Diaz-Canel przyznał w miniony piątek, że wyspa nie otrzymała ani jednej baryłki ropy od ponad trzech miesięcy. Obecnie system próbuje ratować się przy pomocy elektrowni termoelektrycznych, gazu ziemnego oraz nielicznych farm słonecznych, co jednak nie wystarcza nawet na pokrycie podstawowych potrzeb ludności.

Brak prądu to nie tylko brak światła, to przede wszystkim paraliż szpitali, brak możliwości przechowywania żywności i załamanie resztek produkcji przemysłowej. W obliczu takiej katastrofy Donald Trump nie kryje satysfakcji, wskazując na Kubę jako na „upadły naród”, który nie posiada nic poza atrakcyjną ziemią. Prezydent USA sugeruje, że Kubańczycy sami szukają kontaktu z jego administracją, co może zwiastować bliski koniec obecnego ustroju.

Mogę zdradzić, że z nami rozmawiają. To upadły naród, nie mają ropy, nie mają niczego - powiedział Donald Trump. - Mają ładną ziemię - dodał prezydent USA.

Zobacz też: Zwrot ws. SAFE. Premier: "Mam bardzo dobre informacje" dla Polski

„Mogę zrobić, co chcę” – Trump zapowiada zajęcie Kuby

Podczas oficjalnego podpisania kolejnego pakietu rozporządzeń wykonawczych, Donald Trump w Gabinecie Owalnym wprost zadeklarował chęć przejęcia kontroli nad wyspą. „Uważam, że będę miał zaszczyt zająć Kubę” – stwierdził amerykański lider, wzbudzając konsternację wśród dyplomatów. Na pytania o formę tej operacji odpowiedział w swoim charakterystycznym stylu, dając do zrozumienia, że nie zamierza się ograniczać.

Uważam, że będę miał zaszczyt zająć Kubę - powiedział prezydent USA. - Zająć Kubę w jakiejś formie, czy ją wyzwolę czy przejmę - mogę zrobić z nią, co chcę - stwierdził.

Trump podkreśla brak surowców na wyspie, jednocześnie zachwalając jej strategiczne położenie i jakość gruntów, co może sugerować plany szerokiej ekspansji gospodarczej pod amerykańskim protektoratem.

Dla rynków finansowych i obserwatorów politycznych ta zapowiedź to sygnał, że doktryna Monroego (zakładająca dominację USA na półkuli zachodniej) wraca w swojej najbardziej agresywnej wersji. Czy „zajęcie” Kuby oznacza inwazję wojskową, czy może rodzaj wymuszonej transformacji ustrojowej w zamian za pomoc humanitarną i energetyczną? Donald Trump zdaje się stawiać na to drugie, twierdząc, że strona kubańska prowadzi już z nim rozmowy.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
BiznesINFO.pl
Obserwuj nas na: