Gigant z Danii zwalnia w polskim zakładzie. 650 osób straci pracę jeszcze w tym roku
Polska przez lata wyrastała na potęgę w przetwórstwie rybnym, przyciągając zagraniczne inwestycje i budując silną pozycję na europejskim rynku. Dynamiczne zmiany gospodarcze oraz rosnąca presja kosztowa postawiły ten sektor przed trudnymi sprawdzianami. Coraz wyższe obciążenia oraz niepewność surowcowa sprawiają, że nawet uznane koncerny rewidują dotychczasowe modele biznesowe. Najnowsze decyzje rynkowe pokazują, jak głęboka restrukturyzacja czeka branżę, a konsekwencje tych zmian dotkną bezpośrednio polskich pracowników.
Wiadomość uderzyła w lokalny rynek pracy z ogromną siłą i zaskoczyła nawet branżowych ekspertów. Jeden z najważniejszych graczy w europejskim sektorze przetwórstwa rybnego podjął nieodwołalną decyzję o wygaszeniu produkcji w swoim kluczowym obiekcie.
Zwolnienia grupowe w Koszalinie
Mowa o kompleksie Espersen zlokalizowanym przy ulicy Mieszka I w Koszalinie, który przez całe dekady stanowił jeden z najważniejszych fundamentów przemysłowych całego regionu.
Dla lokalnej społeczności to trudna sytuacja, ponieważ jeszcze do niedawna koszalińskie hale były symbolem stabilności zawodowej dla setek wykwalifikowanych pracowników branży spożywczej. Wielu z nich przepracowało w tym miejscu większą część swojego życia zawodowego, licząc na stałe zatrudnienie aż do emerytury.
Zwolnienia grupowe w Koszalinie obejmą zasięgiem niemal całą załogę fabryki, co czyni ten proces jednym z największych cięć kadrowych na Pomorzu Zachodnim w ostatnich latach. Szacuje się, że pracę straci nawet 650 osób, przy czym ponad 300 pracowników otrzyma oficjalne wypowiedzenia już w pierwszym etapie restrukturyzacji.

Przedstawiciele Powiatowego Urzędu Pracy w Koszalinie natychmiast zadeklarowali gotowość do wdrożenia szerokiego pakietu wsparcia. Zapowiedziano nie tylko formalną obsługę zasiłkową, ale również dedykowane programy przekwalifikowania zawodowego oraz aktywne pośrednictwo pracy.
Czy to jednak wystarczy, aby wyhamować potencjalny wzrost lokalnego bezrobocia? Regionalny rynek może mieć spore problemy z błyskawicznym wchłonięciem tak dużej grupy fachowców z jednego sektora, co wywołuje spore obawy o kondycję finansową okolicznych gospodarstw domowych. Dlaczego świetnie prosperujący inwestor decyduje się na tak radykalny ruch w Polsce?
Pustki w Morzu Barentsa uderzają w polskie fabryki
U podstaw tej trudnej decyzji nie leżą wyłącznie rosnące rachunki za energię czy presja na wzrost płac, ale fundamentalny kryzys surowcowy, z którym od miesięcy zmaga się rynek. Duński koncern Espersen wydał oficjalny komunikat, w którym prezes Tino Bendix zwrócił uwagę na drastyczne załamanie stabilności dostaw kluczowego surowca - dorsza atlantyckiego.
Morze Barentsa, będące głównym źródłem zaopatrzenia dla koszalińskiej przetwórni, zostało objęte rygorystycznymi obostrzeniami. Kwoty całkowitych dopuszczalnych połowów spadły do poziomów najniższych od 1991 roku.
Brak surowca na rynku automatycznie wywołał gwałtowny skok cen nieprzetworzonej ryby. W efekcie tak zwane przetwórstwo pierwotne - obejmujące pracochłonną wstępną obróbkę i filetowanie - przestało być rentowne i zaczęło generować dotkliwe straty.

Co ciekawe, cała grupa Espersen wykazała w ubiegłym roku przychody ze sprzedaży na poziomie 3,3 mld koron duńskich (około 1,9 mld zł) oraz zysk operacyjny w wysokości 195 mln koron (około 112 mln zł). Mimo dodatniego wyniku finansowego zarząd koncernu oficjalnie określił te dane jako rozczarowujące.
Bezpośrednią winą obarczono właśnie nierentowną gałąź obróbki wstępnej, którą postanowiono jak najszybciej odciąć, likwidując zakłady przynoszące najmniejszą stopę zwrotu. Zamknięcie koszalińskiej fabryki to nie odosobniony przypadek.
Zobacz też: Kryzys dopadł branżę mięsną. Część pracowników może nie zobaczyć pensji aż do końca roku
Espersen zamyka zakłady nie tylko w Polsce
Espersen konsekwentnie wycofuje się z niskomarżowego przetwórstwa surowcowego na rzecz wytwarzania zaawansowanych wyrobów gotowych, trafiających prosto do sieci handlowych i konsumentów.
Taki model biznesowy pozwala na uzyskanie znacznie wyższej marży operacyjnej i skuteczne uodpornienie biznesu na wahania cenowe na giełdach surowcowych. Rynek wyrobów gotowych okazuje się znacznie bardziej odporny na turbulencje makroekonomiczne.
Warto pamiętać, że Koszalin nie jest pierwszą ofiarą tej biznesowej ewolucji. W ostatnich latach koncern zamknął swoje zakłady w brytyjskim Grimsby oraz litewskiej Kłajpedzie. Co znamienne, część operacji z Litwy została wówczas przeniesiona właśnie do Polski. Teraz jednak wektor zmian wskazuje zupełnie inny kierunek.
Wyciągane z Polski linie produkcyjne trafią głównie do Azji, a konkretnie do zakładów w Wietnamie, gdzie odczuwalnie niższe koszty operacyjne pozwalają na zachowanie płynności finansowej. Dla europejskiego rynku przetwórczego to wyraźny sygnał ostrzegawczy: bez przejścia na wysoki poziom zaawansowania technologicznego utrzymanie produkcji na Starym Kontynencie staje się niemal niemożliwe.
Decyzja duńskiego inwestora zamyka pewien rozdział w historii przetwórstwa rybnego w Polsce, wymuszając na lokalnej gospodarcze poszukiwanie nowych impulsów rozwojowych.