Gdzie trafiają pieniądze wręczane ministrantom po kolędzie? Jest odpowiedź księdza
Trwający sezon wizyt duszpasterskich, tradycyjnie nazywany kolędą, to dla wielu Polaków moment corocznej konfrontacji z własną religijnością oraz portfelem. O ile kwestia koperty dla księdza od lat budzi gorące dyskusje, o tyle temat drobnych datków wręczanych ministrantom pozostaje w sferze domysłów. Wiadomo, gdzie tak naprawdę trafiają pieniądze.
- Religijność Polaków z roku na rok maleje
- Księża odwiedzają polskie domy
- Tam trafiają pieniądze wręczane ministrantom
Religijność Polaków z roku na rok maleje
Dyskusja o finansowych aspektach wizyty duszpasterskiej wymaga nakreślenia szerszego tła socjologicznego, jakim jest kondycja polskiego katolicyzmu. Jeszcze dekadę temu przyjęcie księdza po kolędzie było w wielu regionach kraju oczywistością, a zamknięte drzwi stanowiły margines stygmatyzujący lokatora w oczach sąsiedzkiej wspólnoty. Dziś sytuacja uległa diametralnej zmianie, co obrazują statystyki Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego oraz badania CBOS. Odsetek Polaków deklarujących regularne praktyki religijne sukcesywnie maleje, co przekłada się bezpośrednio na liczbę rodzin przyjmujących duszpasterzy. W dużych aglomeracjach miejskich, takich jak Warszawa, Poznań czy Wrocław, wskaźnik ten w niektórych parafiach spadł już poniżej 50 procent, co stawia pod znakiem zapytania przyszłość tej formy duszpasterstwa w jej dotychczasowym, masowym kształcie.

Spadek zainteresowania wizytami duszpasterskimi to nie tylko efekt laicyzacji, ale także zmieniającego się stylu życia i rosnącej niechęci do wpuszczania osób postronnych do sfery prywatnej. Tradycyjna kolęda, będąca niegdyś okazją do zacieśniania więzi parafialnych, coraz częściej postrzegana jest przez pryzmat przykrego obowiązku lub wizytacji fiskalnej. Aspekt finansowy, a konkretnie ofiara, staje się nierzadko głównym punktem zapalnym. W dobie wysokiej inflacji i rosnących kosztów życia parafianie z większą uwagą przyglądają się wydatkom, a koperta stanowiąca niegdyś symboliczny gest wsparcia, dziś dla wielu domowych budżetów bywa realnym obciążeniem. W tym kontekście drobne sumy wręczane ministrantom, choć pojedynczo mogą wydawać się nieistotne, w skali całej parafii i setek odwiedzonych mieszkań tworzą konkretny strumień finansowy.
Malejąca liczba otwartych drzwi to także sygnał dla samej struktury kościelnej, która musi redefiniować swoje podejście do wiernych. Duszpasterstwo w Polsce stoi przed wyzwaniem znalezienia nowego języka komunikacji, wykraczającego poza schematyczne odhaczanie obecności w kartotece. W tym nowym rozdaniu rola ministranta, jako pierwszego zwiastuna wizyty duszpasterskiej, również ewoluuje. Chłopcy i coraz częściej dziewczęta służący przy ołtarzu stają się mimowolnymi świadkami przemian społecznych, nierzadko spotykając się z obojętnością lub wręcz wrogością mieszkańców.
Księża odwiedzają polskie domy
Obecność ministrantów towarzyszących księdzu podczas kolędy jest obrazem głęboko zakorzenionym w polskiej tradycji, jednak i ten element ulega powolnej erozji. Z roku na rok proboszczowie mają coraz większy problem ze skompletowaniem pełnej obsady do kolędowania. Kryzys powołań kapłańskich, o którym głośno mówi się w mediach, ma swoje odzwierciedlenie także na niższych szczeblach hierarchii kościelnej. Szeregi ministrantów topnieją, a przyczyny tego zjawiska są złożone, od zmian demograficznych, przez szeroką ofertę zajęć pozalekcyjnych konkurujących z czasem spędzanym w kościele, aż po laicyzację rodzin niechętnie angażujących dzieci w życie parafii. W efekcie coraz częściej zdarza się, że ksiądz chodzi po kolędzie sam lub w towarzystwie zaledwie jednego pomocnika, co jeszcze kilka lat temu było sytuacją niespotykaną.

Rola ministranta podczas wizyty duszpasterskiej nie ogranicza się jedynie do dzwonienia dzwonkami i zapowiadania nadejścia kapłana. To często ciężka praca fizyczna, polegająca na wielogodzinnym chodzeniu po schodach w zmiennych warunkach atmosferycznych, zazwyczaj realizowana późnymi popołudniami po zakończeniu zajęć szkolnych. Dla wielu młodych ludzi jest to szkoła charakteru, ale także pierwsza okazja do zarobienia własnych pieniędzy. Tutaj dochodzimy do sedna sprawy, czyli motywacji finansowej. Choć służba przy ołtarzu powinna być bezinteresowna, tradycja wynagradzania ministrantów za pomoc w kolędzie jest powszechnie akceptowana i dla wielu chłopców stanowi istotny bonus pozwalający na realizację drobnych marzeń czy zakup sprzętu elektronicznego.
Malejąca liczba ministrantów wpływa także na logistykę samej kolędy. Mniej grup kolędowych oznacza, że wizyta w parafii rozciąga się w czasie, co bywa uciążliwe zarówno dla duszpasterzy, jak i parafian. Zdarzają się sytuacje, w których parafie muszą posiłkować się pomocą ministrantów z sąsiednich kościołów lub angażować do pomocy osoby dorosłe należące do innych grup parafialnych. Pokazuje to, że model duszpasterstwa oparty na tradycyjnych strukturach powoli wyczerpuje swoje możliwości i wymaga systemowych zmian.
Zobacz też: Tak można opłacić mandat, akcja przedłużona do 2028 r. Polscy kierowcy powinni pamiętać
Tam trafiają pieniądze wręczane ministrantom
Kluczowe pytanie, które zadaje sobie wielu darczyńców wręczających banknoty ministrantom, dotyczy finalnego przeznaczenia tych środków. Zgodnie z powszechną praktyką, potwierdzaną w 2023 roku przez ks. Paweł Borowski, rzecznika prasowego biskupa toruńskiego i Kurii Diecezjalnej Toruńskiej w rozmowie z o2.pl, pieniądze wręczane bezpośrednio do rąk lub skarbonek ministrantów rzadko trafiają w całości do ich prywatnych kieszeni w momencie otrzymania. Najczęściej stosowanym modelem jest tworzenie tak zwanego funduszu ministranckiego. Oznacza to, że wszystkie datki zebrane przez grupę ministrantów podczas kolędy są sumowane, a następnie dzielone według ustalonych przez opiekuna zasad lub przeznaczane na wspólne cele. Taki system ma na celu sprawiedliwy podział środków, niezależnie od zamożności rejonu, w którym dany ministrant posługiwał.
Z funduszu ministranckiego finansowane są zazwyczaj wyjazdy wakacyjne, ferie zimowe, wycieczki integracyjne, a także zakup sprzętu sportowego czy strojów liturgicznych, takich jak komże i alby. Dzięki temu rodzice ministrantów ponoszą mniejsze koszty związane z wypoczynkiem swoich dzieci, a wspólnota zyskuje środki na bieżącą działalność. Warto jednak pamiętać, że w wielu parafiach funkcjonuje system mieszany, część zebranych środków trafia na wspólny fundusz, a pewien procent zostaje bezpośrednio u ministranta jako forma natychmiastowej nagrody.
Razem z księdzem dzielimy te pieniądze na wyjazdy, kupujemy sprzęt sportowy itd. Nie bierzemy pieniędzy do kieszeni - mówił dla o2 jeden z ministrantów z Inowrocławia.
Istnieją jednak przypadki, w których pieniądze wręczane ministrantom są w całości przejmowane przez parafię na tak zwane cele ogólne lub remonty, co budzi największe kontrowersje wśród wiernych. Taka praktyka może zniechęcać parafian do dawania datków w przekonaniu, że i tak trafią one do wspólnego budżetu z kopertą dla księdza. Z drugiej strony zdarzają się parafie, gdzie zasada jest prosta: to, co ministrant otrzyma do ręki, jest jego wyłączną własnością.