Dino czeka gorący tydzień. Pracownicy rozpoczęli protest, utrudnienia potrwają aż 3 dni
Polska branża dyskontowa od lat notuje rekordowe zyski, generując miliardowe obroty, ale za sklepowymi półkami rośnie gigantyczne napięcie. Związkowcy z sieci Dino właśnie rozpoczęli strajk w Wielkopolsce, który ma potrwać aż 72 godziny. Kierowcy muszą przygotować się na drogowy paraliż, a zarząd spółki na niezwykle trudne negocjacje z załogą.
Złota era dyskontów i wielkopolski fenomen. Dino zyskało sympatyków
Polski rynek handlu detalicznego od lat zdominowany jest przez sieci dyskontowe, które w dobie odczuwalnej inflacji stały się dla milionów konsumentów miejscem codziennych zakupów. Zamiast ogromnych hipermarketów na obrzeżach miast, Polacy zdecydowanie preferują szybkie zakupy blisko domu, a model ten do perfekcji opanowało Dino. Ten fenomen, który w ciągu kilkunastu lat wyrósł na giganta rzucającego wyzwanie największym zagranicznym graczom. Skąd wziął się ten oszałamiający sukces, który wyniósł spółkę na szczyty indeksu WIG20?

Odpowiedź kryje się w precyzyjnej i konsekwentnie realizowanej strategii. W przeciwieństwie do Biedronki czy Lidla, wielkopolska sieć skupiła się początkowo na mniejszych miejscowościach i obszarach wiejskich, budując markety tam, gdzie inni nie dostrzegali wystarczającego potencjału sprzedażowego. Ten model biznesowy przyniósł spektakularne rezultaty. Do końca ubiegłego roku pod szyldem Dino działało w naszym kraju już blisko 2700 nowoczesnych placówek, a sieć rośnie w zawrotnym tempie, uruchamiając po kilkaset nowych obiektów rocznie.
Za tą ekspansją idą rewelacyjne wyniki finansowe, wyliczane w miliardach złotych przychodu, które budzą podziw na warszawskim parkiecie. Warto jednak pamiętać, że tak imponujący rozwój wymaga gigantycznego nakładu pracy, a cały ten ciężar opiera się na barkach dziesiątek tysięcy zatrudnionych osób, od kasjerów po magazynierów. Właśnie w tym strategicznym obszarze zaczynają pojawiać się poważne rysy na wizerunku giełdowego czempiona.
Gdzie tak naprawdę leży granica optymalizacji kosztów w nowoczesnym handlu? Związkowcy zrzeszeni w strukturach firmy głośno twierdzą, że została ona już dawno przekroczona, a praca na pierwszej linii frontu staje się fizycznie nie do zniesienia.
Protesty przed siedzibą Dino. Czego domaga się załoga i jak reaguje zarząd giełdowej spółki?
Agresywna ekspansja i systematycznie śrubowane marże to marzenie każdego akcjonariusza, jednak dla załogi oznaczają one pracę na najwyższych obrotach. Pracownicy marketów od dawna wyrażają ogromne niezadowolenie, wskazując na dramatyczne braki kadrowe w poszczególnych placówkach. Na zmianach często brakuje rąk do pracy, co bezpośrednio przekłada się na drastyczny wzrost presji oraz niekończący się natłok obowiązków, od obsługi kasy, przez rozładowywanie towaru z palet, aż po dbanie o ekspozycję.
Pracownicy Dino Polska, zrzeszeni w związku zawodowym, formułują wobec spółki szereg postulatów dotyczących zarówno warunków zatrudnienia, jak i przestrzegania prawa pracy. W pierwszym sporze zbiorowym domagali się przede wszystkim zwiększenia zatrudnienia, podwyżek wynagrodzeń o 900 zł oraz utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, który, jak przypominają, jest obowiązkowy w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 50 pracowników. Po przeprowadzonym strajku ostrzegawczym spółka częściowo odpowiedziała na żądania załogi, przyznając pracownikom podwyżkę w wysokości 300 zł. Zdaniem protestujących nie rozwiązuje to jednak podstawowych problemów, z którymi mierzą się osoby zatrudnione w sieci.
Drugi spór zbiorowy koncentruje się przede wszystkim na kwestiach organizacji pracy i bezpieczeństwa pracowników. Związkowcy domagają się zaprzestania wykorzystywania monitoringu do dyscyplinowania personelu oraz zwiększania norm wydajności. Wśród postulatów znalazło się także żądanie przestrzegania obowiązujących przepisów prawa oraz wdrożenia rozwiązań technicznych i organizacyjnych, które zapobiegną pracy w skrajnie niskich temperaturach.
Protestujący wskazują również na utrudnianie prowadzenia sporu zbiorowego, w tym brak udziału osób decyzyjnych w rokowaniach i mediacjach. Według strony pracowniczej działania zarządu Dino Polska świadczą o pozorowaniu dialogu społecznego, zamiast realnego podjęcia rozmów o sytuacji załogi.
Zobacz też: Coca-Cola posłuchała klientów. Uwielbiany napój z lat 90. wraca do sklepów w Polsce
Miasteczko namiotowe, blokady dróg i rosnące napięcie w regionie. Rusza manifestacja pracowników
Pracownicy i związkowcy związani z siecią Dino Polska rozpoczynają trzydniową manifestację przed centralą spółki w Krotoszynie. Protest ma ruszyć w poniedziałek 25 maja o godz. 12:00 i potrwać nieprzerwanie do środy. Według zapowiedzi organizatorów, w akcji weźmie udział około 200 osób z różnych regionów kraju.
Manifestację koordynuje OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu. Protestujący chcą zwrócić uwagę na warunki zatrudnienia w sklepach Dino, wskazując przede wszystkim na wspomniane powyżej problemy. Organizatorzy zapowiadają całodobową formę protestu, przed siedzibą firmy ma powstać miasteczko namiotowe. Związkowcy podkreślają, że manifestacja jest kolejnym etapem sporu z zarządem Dino Polska. Po wcześniejszym strajku ostrzegawczym i nieudanych mediacjach coraz częściej pojawia się możliwość zaostrzenia działań, w tym przeprowadzenia strajku generalnego. Do udziału w proteście zaproszono nie tylko obecnych i byłych pracowników sieci, ale także klientów, działaczy społecznych, przedstawicieli innych związków zawodowych oraz polityków.
Dość wyciskania ludzi jak cytryny za groszowe wynagrodzenia! Dość pracy ponad siły, wiecznej inwigilacji kamerami i braku wsparcia - apelują organizatorzy protestu cytowani przez RMF FM.
W związku z manifestacją kierowcy przejeżdżający przez Krotoszyn muszą liczyć się z utrudnieniami w ruchu, szczególnie na drodze krajowej nr 36. Największe korki mogą tworzyć się przy wjeździe do miasta od strony Smoszewa oraz na trasie w kierunku Ostrowa Wielkopolskiego. Policja zapowiada obecność funkcjonariuszy kierujących ruchem i apeluje o ostrożność oraz wybieranie alternatywnych tras.