Czarnek premierem? Tak ocenili go Polacy, w PiS nie będą zadowoleni
Jarosław Kaczyński, wskazując Przemysława Czarnka jako potencjalnego następcę na fotelu premiera, wywołał prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi, które odbiło się szerokim echem nie tylko w kuluarach przy Nowogrodzkiej. Najnowsze dane sondażowe wskazują jednak na duży rozdźwięk między wizją lidera opozycji a oczekiwaniami społeczeństwa.
- Skrajne emocje jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnej kampanii
- Elektorat Konfederacji mówi „nie” - zaskoczenie w szeregach PiS
- Polityczne konsekwencje nominacji Przemysława Czarnka
Skrajne emocje jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnej kampanii
W polskiej polityce rzadko zdarza się, by nazwisko potencjalnego kandydata na premiera (szefa rady ministrów, który kieruje pracami rządu i reprezentuje go na zewnątrz) budziło tak skrajne emocje jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem kampanii. Decyzja Jarosława Kaczyńskiego o mianowaniu Przemysława Czarnka na kandydata na premiera miała być sygnałem do konsolidacji twardego, konserwatywnego elektoratu.
Tymczasem najnowszy sondaż IBRiS, zrealizowany na zlecenie Radia ZET w połowie marca 2026 roku, obnaża słabość tej koncepcji. Wyniki badania są dla byłego szefa resortu edukacji bezlitosne: aż 59,7 proc. ankietowanych uważa, że byłby on złym premierem, z czego przytaczająca większość, bo aż 42,5 proc., wybiera odpowiedź „zdecydowanie złym”.

Zaufanie do polityka, który przez lata znajdował się w centrum ideologicznych sporów o kształt polskiej szkoły, rozkłada się nierównomiernie w poprzek grup społecznych. Co ciekawe, Przemysław Czarnek cieszy się nieco większą estymą wśród mężczyzn niż wśród kobiet. Pozytywnie ocenia go 28 proc. panów, podczas gdy wśród pań ten odsetek spada do 22 proc. Nie zmienia to jednak faktu, że w obu tych grupach negatywne postrzeganie kandydata oscyluje wokół 60 proc.
Taka struktura poparcia sugeruje, że radykalny język i bezkompromisowość, będące znakiem rozpoznawczym wiceszefa PiS, trafiają w próżnię w przypadku próby pozyskania centrum lub wyborców dotąd niezdecydowanych. Zamiast budować mosty, kandydatura ta zdaje się betonować dotychczasowe podziały, co w dłuższej perspektywie może być dla partii pułapką.
Elektorat Konfederacji mówi „nie” - zaskoczenie w szeregach PiS
Najbardziej frapującym aspektem badania jest postawa wyborców, którzy teoretycznie mogliby stać się sojusznikami Prawa i Sprawiedliwości w walce o powrót do władzy. Wydawałoby się, że Przemysław Czarnek, ze swoim silnym rysem narodowo-katolickim, będzie naturalnym kandydatem dla sympatyków Konfederacji.
Nic bardziej mylnego. Aż 82 proc. zwolenników formacji Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka twierdzi, że Czarnek byłby złym szefem rządu, a zaledwie 6 proc. upatruje w nim dobrego lidera. To jasny sygnał, że młodszy, wolnościowy elektorat prawicy odrzuca etatyzm i styl uprawiania polityki reprezentowany przez byłego ministra, co stawia pod wielkim znakiem zapytania jakąkolwiek przyszłą koalicję tych ugrupowań.

Prawdziwy szok dla sztabowców z Nowogrodzkiej kryje się jednak w analizie postaw własnego elektoratu. Choć ogólny wynik wśród partii opozycyjnych jest lepszy, to szczegółowe dane dotyczące wyłącznie zdeklarowanych wyborców PiS wykazują zadziwiający brak entuzjazmu. Okazuje się, że w tej grupie panuje głęboki sceptycyzm – tylko 16 proc. ankietowanych sympatyków partii Jarosława Kaczyńskiego wypowiada się o tej kandydaturze z aprobatą, podczas gdy aż 76 proc. jest na „nie”.
Tak miażdżąca krytyka we własnych szeregach może świadczyć o tym, że wyborcy PiS tęsknią za modelem technokratycznym, który kojarzył się z Mateuszem Morawieckim, lub po prostu obawiają się, że nominacja Czarnka uniemożliwi partii skuteczną walkę o powrót do władzy poprzez całkowite zniechęcenie umiarkowanych obywateli.
Polityczne konsekwencje nominacji Przemysława Czarnka
Wśród zwolenników obecnej koalicji rządzącej (KO, Trzecia Droga, Lewica) niechęć do Przemysława Czarnka jest niemal absolutna. Aż 95 proc. respondentów z tego kręgu ocenia go negatywnie, przy czym 88 proc. wybiera wariant „zdecydowanie zły”. To pokazuje, że nazwisko byłego ministra działa na wyborców liberalnych i lewicowych jak płachta na byka, mobilizując ich do oporu przeciwko powrotowi starego układu.
Nawet wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej, którzy zazwyczaj są najbardziej krytyczni, zaledwie 5 proc. dopuszcza myśl o tym, że Czarnek mógłby być dobrym premierem. To betonowy mur, którego nie przebije żadna kampania wizerunkowa, o ile nie dojdzie do radykalnej zmiany narracji samego zainteresowanego.