Ustawa o PIP podpisana przez prezydenta. Regulacje uderzą w te branże, latem ruszą kontrole
Ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy została podpisana przez prezydenta. Wszystko wskazuje na to, że latem ruszą pierwsze kontrole urzędników. To może uderzyć w branżę HoReCa, a co za tym idzie, portfele polskich turystów. Ceny mogą pójść w górę o kilkanaście procent.
Inspekcja pracy zyskuje potężne narzędzia cyfrowe
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej podpisał nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, która została opublikowana w Dzienniku Ustaw. Zmiany te otwierają nowy rozdział w relacjach gospodarczych na linii państwo-przedsiębiorca. Kluczowa modyfikacja polega na przyznaniu inspektorom PIP uprawnienia do wydawania decyzji administracyjnych, dzięki którym mogą skutecznie zakwestionować formę współpracy i wskazać, że dana osoba powinna być zatrudniona na podstawie umowy o pracę. Dotychczas takie spory często kończyły się wielomiesięcznymi procesami sądowymi.

W realiach znowelizowanej procedury, tak zwany prewencyjny nakaz przekształcenia kontraktu cywilnoprawnego ma zmierzać do dobrowolnej zmiany dokumentu na etat. Administracja publiczna zapowiada wzmocnienie kadrowe, aby rzetelnie wdrożyć nowe przepisy. Skuteczność działań śledczych ma zostać podniesiona dzięki wsparciu zaawansowanej teleinformatyki oraz dostępowi do zbiorów danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Krajowej Administracji Skarbowej. PIP w procesie typowania podmiotów do kontroli będzie opierał się na inteligentnym algorytmie.
Firmom omijającym prawo grozi kara grzywny, której górny limit sięgnie 60 tysięcy złotych. Według szacunków Głównego Urzędu Statystycznego blisko półtora miliona osób dorabia na swobodnych formach zatrudnienia, co czyni to uderzenie wstrząsem dla gospodarki. Rządzący przewidzieli wyjątkowo krótkie, trzymiesięczne vacatio legis, co oznacza, że nowe prawo wejdzie w życie w samym środku sezonu wakacyjnego.
Zaskoczona turystyka staje przed potężnym wyzwaniem
Cios fiskalny w rynkową stabilność drobnego biznesu zostanie wymierzony precyzyjnie w sieci usługowe funkcjonujące w popularnych ośrodkach. To właśnie tam występuje największa koncentracja luźnych modeli kadrowych, nastawionych na projekty krótkoterminowe, które determinują warunki atmosferyczne. Zjawisko to bezpośrednio dotyczy branży hotelarskiej oraz gastronomii w ekosystemie logistycznym ośrodków nadmorskich i górskich. Podmioty komercyjne z sektora HoReCa charakteryzują się w raportach biznesowych jako jedne z najbardziej wrażliwych na zmiany regulacyjne narzucane przez państwo.

Sektor ten opiera rentowność na wahadłowych skokach zapotrzebowania, które ulega kaprysom kalendarza i nagłym szturmom wczasowiczów na kurorty. W słonecznym lipcu zapotrzebowanie na pracowników potrafi wzrosnąć lawinowo, by po sezonie powrócić do punktu całkowitego zamierania ruchu. Istnieją setki obiektów na polskim wybrzeżu, które poza pikiem sezonu letniego są całkowicie wyłączone z użytku ze względu na wysokie koszty utrzymania i ogrzewania.
Lokalni dyrektorzy pensjonatów obawiają się urzędniczych sankcji narzucanych w trakcie najbardziej lukratywnego finansowo okresu.
Firmy nie obawiają się dziś wyłącznie wzrostu kosztów pracy, ale przede wszystkim pojawiającej się nieprzewidywalności. Kontrola w środku sezonu może oznaczać konieczność przeorganizowania zespołu i formy współpracy. Zwracają się do nas podmioty z sektora hotelarskiego i usługowego z bardzo konkretnym pytaniem: "co możemy zrobić”. To pokazuje skalę niepewności na rynku. To moment, w którym trzeba podjąć decyzję z wyprzedzeniem. W sezonie nie będzie już czasu na eksperymenty - mówi Radosław Susłowicz, mecenas z Instytutu na Rzecz Rozwoju HR w Polsce.
Zobacz też: Bez tego dokumentu senior nie dostanie emerytury. Lepiej nie zapominać
Turyści boleśnie odczują drożyznę nadchodzącego lata
Zaostrzone restrykcje mogą odcisnąć bolesne piętno na oszczędnościach Polaków. Prognozuje się, że konieczność migracji z tanich kontraktów elastycznych na sformalizowane zasady pracownicze wywinduje koszty stałe utrzymania kadry w kurortach. Działania te mogą zdestabilizować działalność setek podmiotów, które dotychczas bazowały na umowach cywilnoprawnych uregulowanych w Kodeksie cywilnym. Sytuacja ta może uderzyć bezpośrednio w standard wakacji przeciętnego turysty.
W efekcie presji narastających kosztów hotelarze będą zmuszeni do drastycznego podniesienia cenników. Obywatele planujący wypoczynek w sierpniu mogą spodziewać się druzgocących niespodzianek przy recepcji. Przedstawiciele branży noclegowej szacują, że ceny mogą wzrosnąć o kilkanaście procent w stosunku do poprzedniego roku.
Jednak w dużej części obiektów nawet 70-80 proc. personelu to pracownicy sezonowi lub zatrudnieni na podstawie umów cywilnoprawnych. Najczęściej to pomoc kuchenna, pokojowe, personel kelnerski. Bez elastycznych form zatrudnienia prowadzenie działalności byłoby bardzo trudne. Zatrudnienie wszystkich na stałą umowę znacząco podniosłoby koszty prowadzenia działalności. W efekcie cena doby hotelowej mogłaby wzrosnąć o kilkanaście procent. Oczywiście branża rywalizuje ze sobą, ale jeżeli 80% obiektów opiera swoją działalność na pracy sezonowej, to wszystkie staną przed trudną decyzją podniesienia cen. Zrobi to prawdopodobnie 4 na 5 podmiotów - wskazuje Patryk Bińkowski z firmy Hotelove Sp. z o.o.
Podobne wzrosty cen możemy zauważyć w punktach gastronomicznych, lunaparkach i parkach rozrywki od Władysławowa po Świnoujście. Uruchomi to spiralę powracających w internecie zdjęć "paragonów grozy", które stały się symbolem drożyzny nad polskim morzem.