To znaleziono w mielonym mięsie polskich w marketach. 1 składnik rodzi szczególne obawy. Jest komunikat inspektorów
Codzienne zakupy w marketach często opierają się na bezgranicznym zaufaniu do producentów. Klienci wrzucają do koszyków ulubione produkty, rzadko poddając dogłębnej analizie ich rzeczywisty skład na zapleczu etykiety. Nadzór nad rodzimym rynkiem obnaża jednak praktyki handlowe, które mogą wprawić w osłupienie. Czy naprawdę wiemy, co jemy?
Iluzja wyboru a bezwzględne procedury nadzorcze
Rynek żywności opiera się na zaufaniu. Klient, który kupuje produkt w sklepie, zakłada, że informacje na opakowaniu są zgodne z rzeczywistością, a towar spełnia obowiązujące normy. Dotyczy to szczególnie produktów świeżych i szybko psujących się, takich jak mięso, nabiał czy wyroby garmażeryjne. W przypadku mięsa mielonego znaczenie ma nie tylko termin przydatności, ale także skład, zawartość tłuszczu, rodzaj surowca i sposób przechowywania.

Nad bezpieczeństwem i jakością handlową żywności czuwają wyspecjalizowane instytucje. Jedną z nich jest Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, czyli IJHARS. Jej zadaniem jest sprawdzanie, czy produkty oferowane konsumentom odpowiadają wymaganiom przepisów oraz informacjom podanym przez producenta. Kontrole mogą obejmować dokumentację, oznakowanie, warunki obrotu, a także badania laboratoryjne pobranych próbek.
Takie działania mają znaczenie zarówno dla konsumentów, jak i dla uczciwych przedsiębiorców. Jeżeli producent deklaruje określony skład, zawartość mięsa albo poziom tłuszczu, klient powinien otrzymać produkt zgodny z tą informacją. W przeciwnym razie dochodzi nie tylko do naruszenia przepisów, ale także do zaburzenia konkurencji. Firma, która obniża jakość produktu bez ujawnienia tego na etykiecie, może sprzedawać go taniej lub przedstawiać jako bardziej wartościowy, niż jest w rzeczywistości.
Kulinarny bestseller pod lupą rygorystycznych badaczy
Mięso mielone jest jednym z najbardziej praktycznych produktów w codziennej kuchni. Można przygotować z niego kotlety, pulpety, sos do makaronu, farsz do pierogów, zapiekanki, burgery albo dania jednogarnkowe. Dla wielu osób jest wygodniejsze niż samodzielne mielenie mięsa w domu, dlatego paczkowane produkty dostępne w marketach cieszą się dużym zainteresowaniem. Ich popularność wynika z połączenia ceny, wygody i krótkiego czasu przygotowania posiłku.
Duży popyt sprawia jednak, że ta kategoria jest szczególnie wrażliwa na presję kosztową. Producenci działają w warunkach rosnących cen surowca, energii, pracy, transportu i opakowań. Jednocześnie konsumenci porównują ceny i często wybierają tańsze warianty. W efekcie na rynku pojawiają się produkty różniące się jakością, zawartością tłuszczu, rodzajem użytego mięsa oraz dodatkami technologicznymi.

Dla kupującego opakowania mogą wyglądać podobnie, ale różnice między produktami bywają znaczące. Czerwona barwa, atrakcyjna grafika i niska cena nie wystarczają do oceny jakości. Warto sprawdzać, czy na etykiecie podano rodzaj mięsa, procentową zawartość tłuszczu, obecność dodatków oraz ewentualne informacje o mięsie oddzielonym mechanicznie. Im bardziej precyzyjna etykieta, tym łatwiej ocenić, czy produkt odpowiada oczekiwaniom. Właśnie dlatego kontrole urzędowe są ważnym uzupełnieniem decyzji podejmowanych przez klientów przy sklepowej ladzie lub chłodni.
Tłuszcz, zmielone kości i ukryte mankamenty na talerzu
Kontrole mięsa mielonego pokazują, że nieprawidłowości mogą dotyczyć przede wszystkim rozbieżności między deklaracją na opakowaniu a faktycznymi parametrami produktu. Jak podaje Fakt, IJHARS skontrolowała ponad 100 podmiotów w całym kraju, od dużych hurtowni po sklepy detaliczne. Wyniki były istotne z punktu widzenia konsumentów, ponieważ 55 proc. sprawdzonych partii nie spełniało wymaganych norm. Najczęściej wykrywano zawyżoną zawartość tłuszczu oraz niższy, niż deklarowany na etykiecie, udział czystej tkanki mięśniowej.
Szczególne znaczenie ma zawartość tłuszczu. Nie jest on sam w sobie składnikiem zakazanym, ale jego poziom powinien odpowiadać temu, co producent podaje na opakowaniu. Przy klasyfikacji mięsa mielonego ważne są dwa parametry: zawartość tłuszczu oraz stosunek kolagenu do białka mięsa. Dla chudego mięsa mielonego limit tłuszczu wynosi maksymalnie 7 proc., dla czystej wołowiny 20 proc., a dla mięsa mielonego zawierającego wieprzowinę 30 proc. Wątpliwości budziła także obecność mięsa oddzielonego mechanicznie. W niektórych partiach wołowego lub wieprzowego mięsa mielonego inspektorzy wykryli MOM, chrząstki i fragmenty kości. Zgodnie z przywołanymi ustaleniami produkt sprzedawany jako mięso mielone nie powinien zawierać MOM-u. Zdarzały się też przypadki dodawania tańszego mięsa drobiowego do produktu opisanego jako mięso jednego gatunku, bez jasnej informacji na etykiecie.
Nie każda nieprawidłowość oznacza bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia, ale każda ogranicza możliwość świadomego wyboru. Dlatego przy zakupie warto sprawdzać gatunek mięsa, zawartość tłuszczu, informacje o dodatkach oraz nazwę produktu. Jeżeli na etykiecie pojawiają się przyprawy, sól lub inne składniki, może to oznaczać, że nie jest to czyste mięso mielone, lecz wyrób garmażeryjny.