Rząd rozważa pracę zdalną. Europejski kraj ma paliwo tylko na 20 dni
Jeden z europejskich krajów ma zapasy paliwa tylko na 20 dni, a rząd nie wyklucza działań ograniczających zużycie. W grze jest m.in. szersza praca zdalna, choć kraj właśnie notuje rekordowe wpływy z eksportu ropy i gazu.
- Napięcie wokół Ormuzu rośnie. Ceny ropy ruszyły w górę
- Norwegia ma zapasy paliwa tylko na 20 dni
- Rząd rozważa pracę zdalną i inne oszczędności
Napięcie wokół Ormuzu rośnie. Ceny ropy ruszyły w górę
Zaostrzenie sytuacji wokół Cieśniny Ormuz ponownie wywołało niepokój na światowych rynkach energii i pokazało, jak szybko lokalny konflikt może przełożyć się na ceny paliw.
Punktem zwrotnym okazał się niedzielny incydent z udziałem Marynarki Wojennej USA i irańskiego statku towarowego Touska, po którym Teheran zapowiedział odwet. W efekcie inwestorzy zaczęli błyskawicznie wyceniać ryzyko zakłóceń w dostawach ropy przez jeden z najważniejszych szlaków transportowych świata. Cieśnina Ormuz ma kluczowe znaczenie dla globalnego handlu surowcami, bo przepływa przez nią blisko jedna piąta światowego zużycia ropy.
Reakcja rynku była natychmiastowa - amerykańska ropa WTI zdrożała o 6,3 proc., a Brent o 6 proc. Właśnie w takim otoczeniu jeszcze mocniej widać problem Norwegii, która mimo rekordowych dochodów z eksportu ropy i gazu ma ograniczone zapasy gotowych paliw na własny rynek.
Norwegia ma zapasy paliwa tylko na 20 dni. To dużo mniej niż u sąsiadów
Norwegia od lat jest kojarzona z bezpieczeństwem energetycznym i ogromnymi dochodami z ropy oraz gazu. Tym większe poruszenie wywołała informacja, że kraj ma strategiczne zapasy paliwa wystarczające na zaledwie 20 dni. Dla porównania, w Szwecji i Finlandii obowiązuje model oparty na rezerwach odpowiadających około 90 dniom zapotrzebowania lub importu.

Premier Jonas Gahr Støre przyznał, że dotychczasowy model bezpieczeństwa opierał się na założeniu, iż własne wydobycie i bliskość rafinerii będą wystarczającym zabezpieczeniem.
Jako kraj wydobywający surowce polegaliśmy na ciągłości produkcji i bliskości własnych rafinerii. W czasach stabilizacji uznawano to za wystarczające zabezpieczenie, co pozwoliło na utrzymywanie niskich stanów magazynowych – tłumaczył szef rządu.
Oznaczało to utrzymywanie relatywnie niskich stanów magazynowych. Dziś widać, że to właśnie gotowe paliwa, a nie sama ropa, stają się słabym punktem norweskiego systemu.
Rząd rozważa pracę zdalną. Na razie nie ma racjonowania, ale padają konkretne scenariusze
Władze w Oslo nie mówią dziś o racjonowaniu paliwa, ale otwarcie przyznają, że przygotowują różne warianty działań na wypadek pogorszenia sytuacji. Jonas Gahr Støre wskazał, że jednym z możliwych rozwiązań może być szersze wykorzystanie pracy zdalnej oraz inne kroki ograniczające zużycie paliw w transporcie. Jednocześnie zaznaczył, że obecnie Norwegia pozostaje w „normalnej sytuacji” i ma kontrolę nad dostawami.
Największy paradoks tej sytuacji polega na tym, że alarm o zapasach paliwa pojawia się w chwili, gdy Norwegia notuje bardzo mocne wyniki eksportowe. Według danych norweskiego urzędu statystycznego SSB, w marcu 2026 roku wartość eksportu towarów sięgnęła 199,9 mld koron norweskich, a sam eksport ropy przyniósł 57,4 mld koron. To był wyjątkowo silny miesiąc także dla sprzedaży gazu ziemnego, która osiągnęła 69,3 mld koron.
