krowa+
Autor Kasper Starużyk - 30 Maja 2019

Nie będzie jednak programu krowa+. Wieś zaskoczona po wyborach

PiS znokautował konkurentów, a w szczególności PSL, w regionach wiejskich, co miało niewątpliwie związek z obietnicą Jarosława Kaczyńskiego o dopłatach do bydła i trzody chlewnej. Michał Kołodziejczak z AGROunia informuje jednak rolników, że pieniędzy jednak nie ujrzą. Dlaczego? Świadczenie krowa+ i świnia+ miało być finansowane z pieniędzy unijnych, tymczasem - jak się okazuje - Unia oficjalnie o sprawie nic nie wie.

Przed wyborami Jarosław Kaczyński ogłosił, że Prawo i Sprawiedliwość bardzo poważnie traktuje sprawy polskiej wsi i ma zamiar o nią dbać. Jednym z dowodów na to miało być przyznanie rolnikom specjalnego dodatku do bydła i trzody chlewnej w kwotach 500 zł od jednej krowy i 100 zł od jednej sztuki świni. Pieniądze na to miały pochodzić z Unii Europejskiej, a Komisja Europejska nawet nie dostała wniosku o taką dopłatę - pisze money.pl. 

Skąd pieniądze na bydło i trzodę? 

Ogłoszenie przez Jarosława Kaczyńskiego dodatków finansowych dla zwierząt hodowlanych zbiegło się z portestem nauczycieli, którzy potraktowali pomysł dofinansowania bydła jako dodatkową chęć ich upokorzenia. Sprawa jest jednak dość skomplikowana. Niewykluczone bowiem, że czas, w którym prezes PiS ogłosił dodatki do bydła był związany z chęcią "dopieczenia" nauczycielom, którzy nie cieszą się szczególną sympatią wśród obecnie rządzących. Jednak - w przeciwieństwie do potencjalnych podwyżek dla pracowników oświaty - program świadczeń dla rolników nie miał być fiansowany z budżetu państwa lecz w ramach unijnego programu Wspólnej Polityki Rolnej. Prawo i Sprawiedliwość obiecało więc dopłaty, które powinny być finansowane ze środków pochodzących z Brukseli. 

Wreszcie wzrosną Wasze emerytury! Po miesiącach czekania poznaliśmy kwotyWreszcie wzrosną Wasze emerytury! Po miesiącach czekania poznaliśmy kwotyCzytaj dalej

Główny problem polega jednak w tym przypadku na wymaganej zgodzie Komisji Europejskiej. Jest to dość długi proces biurokratyczny, PiS musi bowiem zgłosić chęć otrzymania funduszy ze Wspólnej Polityki Rolnej, a podobno taki wniosek wcale do Komisji Europejskiej nie wpływnął. Mimo to, podczas ostatniej kampanii Jarosław Kaczyński nadal obiecywał pieniądze: Wyśmiewano przez wiele dni, czy nawet tygodni, tę moją zapowiedź. To naprawdę mogą być duże pieniądze. Jak ktoś np. hoduje 100 krów mlecznych, to będzie miał z tego 50 tys. zł, albo więcej. Jeżeli oczywiście będą hodowane w odpowiedni sposób - to jego słowa z przemówienia w Białymstoku, które cytuje money.pl. 

Minister rolnictwa zapewnia, że pieniądze będą 

Jan Krzysztof Ardanowski pełniący funkcję ministra rolnictwa nadal zapewnia, że pieniądze jednak będą, co potwierdził w rozmowie z PAP. Minister mówi, że przed końcem 2020 r. rolnicy mogą spodziewać się dodatku. Środki w ramach obecnej unijnej perspektywy budżetowej na dodatkowe dopłaty dla rolników są i wszystko będzie zależało od tego, czy Komisja Europejska zgodzi się, by zostały przeznaczone na te dopłaty - brzmią słowa Ardanowskiego. Jak widać jednak minister powoli zaczyna się zasłaniać brakiem decyzyjności w tym przypadku i oczekiwaniem na Komisję Europejską. 

Ardanowski ogłosił również, że pismo w sprawie przyznania świadczenia krowa+ i świnia+ wpłynie "do czerwca" do Komisji Europejskiej. 

Michał Kołodziejczak nie pozostawia na wyborczej obietnicy suchej nitki: Kolejny raz sprawdziły się nasze słowa. Potrzebne są konkrety, dokumenty, warunki. Jak widać, ta obietnica miała duży wpływ na wybory, szczególnie na mieszkańców wsi, którzy nie są rolnikami, ale mają z nimi związek emocjonalny. Nie ma sensu dyskutować i słuchać obiecanek, trzeba opierać się na faktach. Cały czas mydlą nam oczy. Trzeba było być naprawdę naiwnym i naoglądać się telewizji publicznej, żeby w to uwierzyć - tak cytuje jego słowa money.pl. Lider AGROunii zaznacza także, że ta obietnica nawet jeśli zostanie zrealizowana, to będzie miała znikomy wpływ na rozwój rolnictwa w Polsce. 

Jakie warunki trzeba spełnić, żeby dostać pieniądze ze Wspólnej Polityki Rolnej

Przede wszystkim trzeba zacząć o tego, że mówimy o dopłatach na świnie hodowane na ściółce. W czasie rozprzestrzeniającego się ASF, lekarz weterynarii jasno powie "nie trzymaj na ściółce, bo może łatwiej zachorować". Więc dopłaty mają dotyczyć świń, z których produkcji wszyscy rezygnują - mówi Kołodziejczak. Ściółka to promil, margines produkcji. Na ściółkach trzymają tylko stare gospodarstwa rodzinne. W połączeniu z zagrożeniem ASF, taka produkcja jest niszowa – dodaje. - Z krowami podobnie, łatwiej je trzymać w oborze pod dachem. Są producenci, którzy mają warunki, by je wypuścić na łąki, ale też nie jest to główny nurt - dodaje lider. 

Generalnie rzecz biorąc z dopłat będą mogli skorzystać co najwyżej właściele gospodarstw agroturystycznych. Jeżeli zaś chodzi o wielkopowierzchniowe gospodarstwa zajmujące się hodowlą trzody i bydła, to nie będą raczej w stanie spełnić wymogów programu Wspólnej Polityki Rolnej. 

Rafalska: Nie przechodźcie na emeryturę w czerwcu, możecie stracić dużo pieniędzyRafalska: Nie przechodźcie na emeryturę w czerwcu, możecie stracić dużo pieniędzyCzytaj dalej

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj biznesinfo.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News