Masowe kontrole w blokach. Pismo w skrzynce może oznaczać 5000 zł kary
W skrzynkach pocztowych tysięcy Polaków lądują oficjalne pisma, które dla wielu są sporym zaskoczeniem. Spółdzielnie mieszkaniowe, powołując się na rygorystyczne przepisy przeciwpożarowe, rozpoczęły batalię z posiadaczami butli gazowych, a konsekwencje ignorowania tych wezwań uderzają prosto w portfel.
Prawo jasne od lat, ale egzekucja dopiero nabiera tempa
Choć przepisy dotyczące użytkowania gazu płynnego w budynkach wielorodzinnych nie są nowością, to właśnie teraz zarządcy nieruchomości przeszli do ofensywy. Głównym powodem jest bezpieczeństwo pożarowe, które w gęstej zabudowie miejskiej nabiera kluczowego znaczenia. Zgodnie z polskim prawem, w budynkach posiadających więcej niż cztery kondygnacje naziemne, stosowanie butli z gazem propan-butan jest bezwzględnie zabronione. Zakaz ten obowiązuje również w każdym obiekcie, który posiada instalację gazu sieciowego – w jednym budynku nie można bowiem jednocześnie stosować instalacji gazu z sieci oraz gazu płynnego.

Zakopiańska Spółdzielnia Mieszkaniowa, która jako jedna z pierwszych rozesłała ostrzeżenia, przypomina, że gaz płynny jest cięższy od powietrza. Ma to kluczowe znaczenie, ponieważ w razie nieszczelności gaz osiada przy podłodze i może przenikać do piwnic, tworząc tam niewidoczną, wybuchową pułapkę.
Surowe restrykcje w wysokiej zabudowie to nie tylko złośliwość zarządców
Kluczowym dokumentem regulującym tę kwestię jest rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki. Przepisy te kategorycznie zakazują jednoczesnego korzystania z gazu z sieci oraz gazu płynnego w jednym obiekcie. W praktyce oznacza to, że jeśli w bloku jest doprowadzony gaz do kuchenek, lokator nie ma prawa wnosić do mieszkania własnej butli, nawet do użytku sezonowego.

Spółdzielnie podkreślają, że nieprzestrzeganie tych zasad to nie tylko naruszenie regulaminu wewnętrznego, ale przede wszystkim złamanie prawa mogące doprowadzić do katastrofy budowlanej. Jak wskazują doniesienia medialne, ryzyko eksplozji w bloku mieszkalnym stwarza bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia dziesiątek rodzin, a brak przestrzegania przepisów wiąże się z surową odpowiedzialnością karną i cywilną.
Widmo kontroli i kary idące w tysiące złotych
Ignorowanie pism od spółdzielni może mieć bardzo wymierne skutki finansowe i prawne. Zarządcy coraz częściej zapowiadają asystę Straży Pożarnej oraz Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego podczas przeglądów. W przypadku stwierdzenia nielegalnej butli gazowej lokator musi liczyć się z mandatem karnym w wysokości do 500 złotych.
To jednak najłagodniejszy wymiar kary, gdyż w postępowaniu sądowym grzywna może wzrosnąć do 5 tysięcy złotych. Co więcej, sprawca odpowiada karnie za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, co grozi wieloletnim więzieniem.
Zobacz też: To już definitywny koniec pieców gazowych. Pierwsze zakazy już niebawem, padła konkretna data
Dodatkowym ciosem może być postawa ubezpieczycieli – niemal każda polisa mieszkaniowa zawiera klauzulę o wyłączeniu odpowiedzialności, jeśli szkoda powstała w wyniku rażącego niedbalstwa lub złamania przepisów przeciwpożarowych. W takim scenariuszu lokator zostaje z ogromnymi długami za zniszczone mienie sąsiadów, których nie pokryje żadne odszkodowanie.