Korzystasz z tych aplikacji w telefonie, skarbówka się Tobą zainteresuje. Polacy mają coraz większy problem
Inwestowanie stało się dziś prostsze niż zamówienie pizzy, a globalne rynki finansowe mamy dosłownie na wyciągnięcie ręki, zamknięte w kolorowych ikonkach naszych smartfonów. Polacy masowo ruszyli na podbój giełd, kupując akcje gigantów z Doliny Krzemowej czy eksperymentując z kryptowalutami, często nie wychodząc nawet z domu. Jednak ta finansowa sielanka i dreszczyk emocji towarzyszący rosnącym słupkom na ekranie mają swoją drugą, znacznie mniej kolorową stronę, o której wielu woli nie pamiętać.
- Polacy często popełniają ten błąd
- Skarbówka na tropie
- Urząd Skarbowy sprawdza to coraz częściej
Polacy często popełniają ten błąd
Wielu początkujących graczy giełdowych wpada w pułapkę myślową, zakładając, że skoro korzystają z platformy zarejestrowanej na Cyprze, w Wielkiej Brytanii czy w Stanach Zjednoczonych, to ich zyski pozostają poza zasięgiem polskiej skarbówki. To groźny mit, który może słono kosztować. Popularne aplikacje brokerskie, kuszące niskimi prowizjami i szybkim dostępem do kontraktów CFD czy dźwigni finansowej, często nie wysyłają swoim klientom formularza PIT-8C.
W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że to biurokracja dostarcza nam gotowe papiery, ale w świecie globalnych finansów ta zasada przestaje działać. Brak dokumentu w skrzynce pocztowej nie oznacza, że podatek przestał istnieć – on po prostu czeka na naszą inicjatywę, a każda zwłoka działa na korzyść fiskusa, który cierpliwie nalicza odsetki. Inwestorzy, którzy odkładają rozliczenie "na później", bo nie dostali oficjalnego pisma, stąpają po bardzo cienkim lodzie, ryzykując starcie z machiną urzędniczą, która coraz sprawniej radzi sobie z tropieniem nieujawnionych dochodów.
Skarbówka na tropie
Ministerstwo Finansów coraz głośniej mówi o tym, że polscy rezydenci podatkowi muszą rozliczać się z globalnych zysków w kraju, niezależnie od tego, gdzie fizycznie znajduje się serwer obsługujący ich transakcje. Kluczowym terminem, który każdy posiadacz akcji czy jednostek uczestnictwa powinien znać, jest „samoopodatkowanie” – to sytuacja, w której ciężar prawidłowego wyliczenia i odprowadzenia daniny spoczywa wyłącznie na barkach podatnika, bez pomocy ze strony banku czy brokera.
Podatek Belki, czyli 19-procentowa danina od zysków kapitałowych, nie zna wyjątków dla zapominalskich czy niedoinformowanych użytkowników nowoczesnych technologii. Fiskus ma dziś do dyspozycji coraz bardziej zaawansowane narzędzia do analizy przepływów pieniężnych i wymiany informacji z zagranicznymi organami, co sprawia, że ukrycie dochodów staje się zadaniem niemal karkołomnym. Co więcej, urzędnicy mogą sprawdzać nasze rozliczenia nawet kilka lat wstecz, co oznacza, że dzisiejsze zaniechanie może stać się bolesnym ciężarem w przyszłości.
Urząd Skarbowy sprawdza to coraz częściej
Sedno problemu leży w tym, że prawo nie nadąża za tempem zmian w naszych nawykach inwestycyjnych, ale jego nieznajomość niezmiennie szkodzi. Aby nie nabawić się problemów, każdy inwestor korzystający z zagranicznych platform musi samodzielnie prowadzić skrupulatną ewidencję swoich działań – od daty zakupu, przez kursy walut z dnia transakcji, aż po moment sprzedaży.
Warto pamiętać, że podatek płacimy tylko od faktycznie zrealizowanego zysku, co daje pewne pole do optymalizacji, na przykład poprzez rozliczanie strat z lat ubiegłych, ale wymaga to żelaznej dyscypliny w dokumentacji. Jeśli czujemy, że gąszcz przepisów nas przerasta, lepiej zawczasu poszukać wsparcia u doradcy podatkowego, niż później tłumaczyć się przed urzędem z "niecelowych błędów". Ostatecznie gra idzie nie tylko o pieniądze, ale i o spokój ducha, bo skarbówka coraz częściej uznaje brak rozliczenia zagranicznych zysków za świadome działanie na szkodę państwa, co zamyka drogę do łagodnego traktowania.