Kolejne zmiany cen paliw. Polacy wskazali winnego drożyzny, nowy sondaż
Wysokie ceny paliw od miesięcy spędzają sen z powiek polskim kierowcom, stanowiąc jeden z najbardziej odczuwalnych elementów codziennej inflacji. Dynamiczne wahania na giełdach towarowych oraz napięcia geopolityczne sprawiają, że stawki za litr benzyny czy oleju napędowego rzadko dają powody do zadowolenia. Pytanie o to, kto w rzeczywistości ponosi odpowiedzialność za drożyznę przy dystrybutorach, nie schodzi z czołówek debat publicznych.
Sytuacja na rynku naftowym zależy bowiem nie tylko od krajowej polityki fiskalnej i marż koncernów energetycznych, ale przede wszystkim od globalnych kół zamachowych, decyzji państw grupy OPEC+ oraz kształtowania kursu walutowego. Polacy w ocenie tej skomplikowanej układanki finansowo-politycznej okazują się nadzwyczaj jednomyślni, wskazując palcem na konkretne nazwisko daleko poza granicami naszego kraju.
Dlaczego paliwo jest tak drogie?
Ceny detaliczne paliw w Polsce są w pierwszej kolejności bezpośrednią pochodną notowań ropy naftowej na globalnych giełdach, takich jak ICE Futures Europe w Londynie, gdzie wyceniana jest ropa gatunku Brent.
Drugim kluczowym czynnikiem jest kurs wymiany walut, a w szczególności relacja złotego do amerykańskiego dolara, w którym rozliczane są hurtowe transakcje surowcowe.

Gdy amerykańska waluta umacnia się, krajowe rafinerie muszą płacić więcej za każdy sprowadzany surowiec, co natychmiast przekłada się na wyższe koszty produkcji.
Do tego dochodzi międzynarodowa polityka handlowa, nakładanie ceł oraz sankcje nakładane na kluczowych producentów surowców energetycznych, które mocno zaburzają dotychczasowe łańcuchy dostaw.
Tego typu zawirowania rynkowe bezpośrednio kształtują marże rafineryjne i ostateczny koszt, jaki kierowcy widzą na pylonach stacji benzynowych. W efekcie decyzje zapadające w Waszyngtonie mogą mieć znacznie większy wpływ na portfele Polaków niż roszady podatkowe wprowadzane w Warszawie.
Polacy wskazali winnych drożyzny na stacjach paliw
Najnowsze badanie opinii publicznej zrealizowane przez instytut IBRiS na zlecenie "Rzeczpospolitej" rzuca światło na to, jak Polacy postrzegają mechanizmy cenowe na rynku paliw.
Z opublikowanych wyników wynika, że ponad 60 procent respondentów (dokładnie 64,8 proc.) uważa amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa za głównego winowajcę wysokich cen paliw.
Jedynie jedna czwarta ankietowanych (25,2 proc.) odpowiedzialnością za drożyznę obarcza polski rząd kierowany przez Donalda Tuska.

Znikomy odsetek, wynoszący zaledwie 0,9 proc., opowiedział się za wskazaniem prezydenta Karola Nawrockiego.
Brak zdania w tej sprawie zadeklarowało 9,1 proc. badanych. Wyniki badania przeprowadzonego metodą CATI (wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo) na reprezentatywnej próbie 1072 dorosłych Polaków pokazują wyraźną dominację czynnika politycznego w percepcji społecznej. Jak preferencje polityczne wpłynęły na odpowiedzi ankietowanych?
Zobacz też: Nadszedł koniec pieców na gaz. UE podała datę obowiązkowej likwidacji kotłów
Podział polityczny wśród ankietowanych
Głębsza analiza struktury odpowiedzi ujawnia jednak głęboki podział polityczny wśród polskich wyborców. Wśród zwolenników obozu rządzącego - w skład którego wchodzą Koalicja Obywatelska, Lewica, PSL oraz Polska 2050 - niemalże panuje pełna zgodność.
Aż 90,8 proc. tej grupy za skok cen na stacjach wini gospodarza Białego Domu, podczas gdy na własny rząd wskazało zaledwie 1,3 proc. ankietowanych, a na prezydenta Karola Nawrockiego 1,8 proc. Zupełnie inaczej wygląda optyka wyborców opozycji, czyli sympatyków Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji, Razem oraz KKP.
W tym segmencie respondenci najczęściej (51 proc.) winą obarczają gabinet Donalda Tuska. Mimo to, nawet w twardym elektoracie opozycyjnym bardzo wysoki odsetek, bo aż 44,6 proc. osób, dostrzega kluczową rolę polityki Donalda Trumpa w podbijaniu stawek za surowce energetyczne.
Taki rozkład głosów dowodzi, że choć sympatie partyjne silnie modulują społeczne diagnozy, to wpływ globalnego lidera na domowe budżety jest dostrzegany niemal po obu stronach politycznej barykady.