Bruksela pozywa Polskę do TSUE i wnosi o kary. To pokłosie decyzji Nawrockiego
Internet, który miał być przestrzenią wolności, coraz częściej staje się polem regulacyjnych starć. W grze są bezpieczeństwo, granice ingerencji państwa i odpowiedzialność platform. Jedna decyzja uruchomiła lawinę, której skutki mogą być odczuwalne dla milionów użytkowników. Stawką nie są wyłącznie przepisy, lecz także sposób, w jaki państwo reaguje na zagrożenia w sieci. Spór szybko przestał mieć wyłącznie krajowy wymiar i przyciągnął uwagę instytucji spoza Polski.
- Internet pod lupą instytucji. Napięcie narasta
- Dzieci, algorytmy i odpowiedzialność platform
- Pozew, weto i groźba konsekwencji finansowych
Internet pod lupą instytucji. Napięcie narasta
Od kilku lat w całej Europie narasta dyskusja o tym, kto i w jaki sposób powinien kontrolować treści w internecie. Z jednej strony pojawiają się głosy o konieczności ochrony użytkowników, zwłaszcza najmłodszych. Z drugiej — obawy przed nadmierną ingerencją w wolność słowa i swobodę wyrażania opinii.
Skala problemu jest trudna do zignorowania. Coraz młodsze osoby korzystają z platform społecznościowych, a cyfrowa rzeczywistość stała się integralną częścią codziennego życia. Eksperci od lat wskazują, że brak jasnych zasad sprzyja rozprzestrzenianiu się treści szkodliwych, a tempo zmian technologicznych wyprzedza działania ustawodawcze.
Jednocześnie państwa członkowskie Unii Europejskiej znalazły się pod presją, by dostosować swoje systemy prawne do wspólnych standardów. W teorii chodzi o ujednolicenie zasad i zwiększenie skuteczności nadzoru. W praktyce — każde takie działanie rodzi pytania o granice władzy administracyjnej i realne konsekwencje dla obywateli.
Czy możliwe jest pogodzenie ochrony użytkowników z zachowaniem swobód obywatelskich? Ten dylemat staje się coraz bardziej widoczny.

Dzieci, algorytmy i odpowiedzialność platform
Szczególne emocje w debacie o internecie budzi kwestia bezpieczeństwa dzieci i młodzieży. Dane dotyczące ich aktywności w sieci od dawna alarmują regulatorów i organizacje społeczne. Platformy cyfrowe, oparte na algorytmach przyciągających uwagę, stały się miejscem intensywnej ekspozycji na różnorodne treści — nie zawsze odpowiednie dla młodych odbiorców.
Problem nie dotyczy wyłącznie czasu spędzanego online. Chodzi także o kontakt z materiałami brutalnymi, treściami szerzącymi nienawiść czy przekazami o charakterze seksualnym. To właśnie te zagrożenia są najczęściej przywoływane jako argument za wprowadzeniem ostrzejszych regulacji.
Zwolennicy zmian podkreślają, że bez jasno określonych obowiązków dla dużych serwisów internetowych państwa pozostają bezradne. Krytycy z kolei ostrzegają, że nowe mechanizmy mogą prowadzić do automatycznego blokowania treści i ograniczania debaty publicznej.
Na tym tle pojawia się pytanie: kto powinien decydować o tym, co jest treścią szkodliwą, a co dopuszczalną opinią? I czy odpowiedzialność ta powinna spoczywać na państwie, instytucjach unijnych, czy prywatnych firmach technologicznych?
Odpowiedzi na te pytania zaczęły mieć bardzo konkretne konsekwencje.
Pozew, weto i groźba konsekwencji finansowych
Komisja Europejska skierowała skargę przeciwko Polsce do Trybunału Sprawiedliwości UE za brak wdrożenia Aktu o usługach cyfrowych (DSA), który obowiązuje w Unii od dwóch lat. Kluczowym zarzutem jest niewyznaczenie koordynatora ds. usług cyfrowych, odpowiedzialnego za nadzór nad przestrzeganiem przepisów.
Jak poinformował rzecznik Komisji Europejskiej Thomas Regnier:
Właśnie dlatego niedawno pozwaliśmy Polskę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z powodu nieumocowania Koordynatora Usług Cyfrowych – przekazał PAP.
DSA nakłada na bardzo duże platformy internetowe, posiadające ponad 45 mln aktywnych użytkowników w UE, obowiązki związane m.in. z moderowaniem treści, zakazem publikowania mowy nienawiści i dezinformacji oraz zwiększoną przejrzystością reklam, w tym politycznych.
Polska znalazła się w gronie pięciu państw, wobec których KE skierowała skargę. Niekorzystny wyrok TSUE może oznaczać kary finansowe. Sytuację dodatkowo skomplikowało weto prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy wdrażającej DSA do polskiego prawa.

Prezydent uzasadniał decyzję obawą przed administracyjną cenzurą i nadmierną ingerencją w wolność słowa. Odmiennego zdania był wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, który stwierdził:
Weto wystawia dzieci na żer internetowym predatorom – mówił, broniąc ustawy.
Decyzję prezydenta pochwaliła również administracja USA. Ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Tom Rose napisał na platformie X, że:
Prezydent Nawrocki zasługuje na wielkie uznanie za zawetowanie ustawy wdrażającej karny i antyamerykański akt o usługach cyfrowych.
Resort cyfryzacji zapowiedział, że do końca stycznia podejmie decyzję o dalszych krokach, jednak spór już teraz przeniósł się na poziom międzynarodowy.
Konflikt wokół regulacji internetu przestał być wyłącznie krajową debatą. Pozew Komisji Europejskiej, prezydenckie weto i ostre reakcje polityczne pokazują, że stawka obejmuje nie tylko bezpieczeństwo użytkowników, lecz także granice władzy i suwerenności regulacyjnej. Niezależnie od dalszych decyzji, jedno jest pewne — spór o przyszłość internetu dopiero się rozpoczyna.