Będzie nowy wiek emerytalny? Propozycja Senyszyn może przypaść Polakom do gustu
Dyskusja o tym, kiedy Polacy powinni kończyć aktywność zawodową, regularnie powraca do debaty publicznej. Obecne przepisy wyznaczają różne granice dla kobiet i mężczyzn, a kolejne propozycje dotyczą zarówno ich zrównania, jak i większego powiązania świadczeń z rzeczywistym stażem pracy. Jednocześnie dla wielu osób równie istotna jak sam wiek emerytalny pozostaje wysokość przyszłej emerytury. Do dyskusji włączyła się teraz Joanna Senyszyn, która przedstawiła własną koncepcję bardziej elastycznego systemu.
Była posłanka uważa, że przy ustalaniu momentu zakończenia pracy większe znaczenie powinny mieć lata opłacania składek oraz charakter wykonywanego zawodu. Jej propozycja idzie jednak jeszcze dalej i zakłada możliwość znacznie wcześniejszego przejścia na świadczenie - w zamian za zaakceptowanie niższej miesięcznej wypłaty.
Wiek emerytalny w Polsce to 60 i 65 lat. Temat zmian regularnie powraca
Obecnie powszechny wiek emerytalny w Polsce wynosi co najmniej 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Po osiągnięciu tej granicy ubezpieczony może wystąpić do ZUS o przyznanie świadczenia. Samo osiągnięcie odpowiedniego wieku nie oznacza jednak obowiązku zakończenia pracy - aktywność zawodową można kontynuować, a późniejsze przejście na emeryturę co do zasady przekłada się na wyższe świadczenie.
Polska ma już za sobą próbę zasadniczej zmiany tych reguł. Reforma przyjęta w 2012 roku zakładała stopniowe podnoszenie oraz zrównywanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 lat. Rozwiązanie zostało później cofnięte i od października 2017 roku ponownie obowiązują granice 60 i 65 lat.
Dyskusja jednak nie zniknęła. Regularnie powracają propozycje dotyczące zrównania wieku kobiet i mężczyzn, wprowadzenia większego znaczenia stażu pracy albo stworzenia systemu, w którym pracownik miałby większy wpływ na moment zakończenia aktywności zawodowej. Jednocześnie przedstawiciele rządu deklarowali, że obecnie nie są prowadzone prace nad prostym podniesieniem ustawowego wieku emerytalnego.

Dla seniorów kluczowy pozostaje przy tym nie tylko moment przejścia na świadczenie, ale również jego wysokość. Od 1 marca 2026 roku najniższa gwarantowana emerytura wynosi 1978,49 zł brutto miesięcznie. Wysokość konkretnego świadczenia zależy jednak od zgromadzonego kapitału, liczby lat opłacania składek oraz wieku, w którym dana osoba zdecyduje się zakończyć pracę.
To właśnie ten ostatni element ma duże znaczenie. Im dłużej pracownik pozostaje aktywny zawodowo, tym dłużej odprowadza składki i tym krótszy jest statystyczny okres, przez który zgromadzony kapitał będzie wypłacany. Dlatego nawet kilka dodatkowych lat pracy może wyraźnie podnieść miesięczną emeryturę.
Właśnie na relację między wiekiem, stażem i wysokością świadczenia zwróciła uwagę Joanna Senyszyn. Jej zdaniem obecny system można byłoby uelastycznić tak, aby pracownik miał większą swobodę wyboru.
Joanna Senyszyn chce mocniej powiązać emeryturę ze stażem pracy
W rozmowie z "Faktem” Joanna Senyszyn oceniła, że system powinien w większym stopniu uwzględniać czas opłacania składek i rzeczywisty okres aktywności zawodowej. Zamiast koncentrować się wyłącznie na jednej ustawowej granicy wieku, przy ustalaniu momentu przejścia na świadczenie większe znaczenie miałoby więc również to, jak długo dana osoba pracowała.
Senyszyn zwróciła uwagę także na charakter wykonywanego zawodu. Jej zdaniem osoby wykonujące ciężką pracę fizyczną powinny mieć możliwość wcześniejszego zakończenia aktywności zawodowej. Taki system lepiej uwzględniałby różnicę między pracownikiem, którego obowiązki przez kilkadziesiąt lat wymagają dużego wysiłku fizycznego, a osobą wykonującą pracę pozwalającą na pozostanie aktywnym zawodowo znacznie dłużej.
Była posłanka odniosła się również do wysokości świadczeń otrzymywanych przez część seniorów. Najniższa emerytura od marca wynosi 1978,49 zł brutto, a Senyszyn określiła tak niskie wypłaty jako "głodowe kwoty”. Jej zdaniem rozmowa o wieku emerytalnym nie powinna więc ograniczać się wyłącznie do ustalenia jednej liczby, lecz obejmować również pytanie o to, z jakim świadczeniem pracownik kończy aktywność zawodową.

Sama Senyszyn jest przykładem osoby, która pozostała na rynku pracy znacznie dłużej niż wymagały tego przepisy. Na emeryturę przeszła dopiero w wieku 70 lat, po niemal 50 latach pracy na uniwersytecie. Według podawanych przez nią informacji jej świadczenie wynosi obecnie około 20 tys. zł brutto miesięcznie.
W jej propozycji dłuższa praca nadal premiowałaby więc osobę wyższym świadczeniem. Jednocześnie ktoś, kto z powodu zdrowia, wyczerpania zawodowego albo charakteru wykonywanej pracy nie chciałby czekać do obecnej ustawowej granicy, mógłby zdecydować się na wcześniejsze zakończenie kariery.
Taka zmiana oznaczałaby odejście od modelu, w którym dla większości ubezpieczonych kluczową datą pozostaje 60. lub 65. urodziny. W zamian większe znaczenie miałaby indywidualna decyzja i finansowe konsekwencje jej podjęcia.
Emerytura już od 55. roku życia? Taka granica padła w propozycji
Zdaniem Joanny Senyszyn pracujący powinni otrzymać większą swobodę w decydowaniu o momencie przejścia na emeryturę. Osoba, która chciałaby zakończyć pracę wcześniej, mogłaby to zrobić, ale musiałaby zaakceptować odpowiednio niższe świadczenie. Kto pozostałby aktywny zawodowo dłużej, nadal zwiększałby kapitał zgromadzony na koncie emerytalnym i mógłby liczyć na większą miesięczną wypłatę.
Była posłanka wskazała przy tym konkretną możliwą dolną granicę. Jej zdaniem można byłoby rozważyć 55. rok życia. Nie oznaczałoby to jednak, że każda osoba kończąca 55 lat automatycznie otrzymywałaby świadczenie na takim samym poziomie jak ktoś pracujący do 60., 65. roku życia albo jeszcze dłużej.
Mechanizm byłby więc oparty na wyborze: wcześniejsza emerytura i niższa wypłata co miesiąc albo dłuższa aktywność zawodowa i wyższe świadczenie. Senyszyn zastrzegła jednocześnie, że system musiałby mieć dolną granicę wieku, aby możliwość wcześniejszego zakończenia pracy nie była całkowicie nieograniczona.
Oczywiście nie można doprowadzić do absurdów, żeby emeryci mieli już 40 lat. Natomiast myślę, że trzeba dać ludziom możliwość wyboru. Może taką granicą powinno być na przykład 55 lat. No i jeżeli ktoś koniecznie chce przejść na emeryturę w wieku 55 lat, to niech przechodzi, tyle że będzie miał głodową emeryturę - mówi "Faktowi".
W praktyce oznaczałoby to istotną zmianę filozofii obecnego systemu. Dzisiejsze przepisy wskazują konkretny powszechny wiek emerytalny, po którego osiągnięciu można wystąpić do ZUS. W modelu proponowanym przez Senyszyn pracownik miałby wcześniej otrzymać możliwość podjęcia decyzji, czy woli zakończyć pracę szybciej kosztem niższego świadczenia, czy pozostawać aktywny zawodowo i zwiększać przyszłą wypłatę.
Dla części osób taki wybór mógłby być szczególnie istotny po kilkudziesięciu latach pracy fizycznej albo przy bardzo długim stażu rozpoczętym tuż po szkole. Z drugiej strony wcześniejsze przejście na świadczenie oznaczałoby konieczność rozłożenia zgromadzonego kapitału na dłuższy okres, a więc niższe pieniądze wypłacane co miesiąc.
Propozycja 55 lat pozostaje na razie pomysłem Joanny Senyszyn i elementem dyskusji o przyszłości systemu, a nie projektem obowiązujących przepisów. Obecne granice pozostają bez zmian: 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Pomysł pokazuje jednak, że debata o emeryturach może dotyczyć nie tylko prostego podnoszenia lub obniżania wieku, ale również większej elastyczności i pozostawienia części decyzji samym pracownikom.
